Trudno o bardziej niesymetryczną parę w 1/16 finału. Kabowerdeńczycy nie mieli nawet wyjść z grupy w debiucie, podczas gdy Argentyna broni mistrzostwa świata. Tymczasem oba zespoły przystąpiły do meczu bez żadnej porażki w grupie i zespół z Afryki nie miał nic do stracenia w Miami.
Sprawdź szczegóły meczu Argnetyna – Rep. Zielonego Przylądka
Mieli kontrolę i prowadzenie do przerwy
Wyspiarze nie zamierzali stawiać autobusu w bramce, zaś Albicelestes nie próbowali wciskać rywali w ich pole karne. Przeciwnie, zapraszali Kabowerdeńczyków do wyjścia i już po sześciu minutach Ryan Mendes doszedł do pierwszego strzału, zablokowanego w polu karnym. Faworyci pierwszą salwę oddali dopiero w 15. minucie, gdy Messi uderzał obok słupka. Trzy minuty później z wolnego nawet nie przestraszył łapiącego Vozinhy.
Ilekroć próbował błysnąć, był podwajany i neutralizowany, a oba zespoły na pierwszą przerwę schodziły z niczym. Gdy jednak wróciły, Argentyna sięgnęła po bardzo proste środki. Laga od Lisandro Martineza znalazła wychodzącego Messiego, ten świetnie zgasił piłkę i tą samą lewą nogą z bliska mocno wpakował ją w wąskie światło bramki.
Mając prowadzenie faworyci spokojnie kontrolowali grę i nie pozwolili rywalom na nic. Mogliby do szatni prowadzić wyżej, gdyby w 45. minucie Enzo Fernandez wykorzystał swoją petardę z dystansu. Jednak jego uderzenie z dużym poświęceniem zatrzymał Vozinha, utrzymując minimalną różnicę.
Minimalizm zemścił się po przerwie
Powrót do gry przyniósł serię strzałów z dystansu w wykonaniu afrykańskiego zespołu. O ile pierwsze szły w trybuny, o tyle w 53. minucie kibice Argentyny mogli zadrżeć. Przyjęcie Enzo zawiodło i przypadkiem wystawił piłkę na 20. metrze Deroyowi Duarte. Ten uderzył mocno po ziemi, a piłka przeszła między nogami paru zawodników i zmusiła Emiliano Martineza do świetnej interwencji.
Ponieważ Albicelestes nie potraktowali ostrzeżenia poważnie, wkrótce przyszła kara: Ryan Mendes poszedł prawą flanką, podał w pole karne z założeniem siatki Medinie, a Deroy Duarte z ostrego kąta zasadził uderzenie między nogami Lisandro Martineza i obok bramkarza. W dniu swoich 27. urodziny zdobył pierwszego gola w kadrze!

Dopiero to otrzeźwiło Argentyńczyków i wrzucili wyższy bieg. Niecałe cztery minuty później Messi przegrał sytuację sam na sam z Vozinhą, a Scaloni szybko sięgnął po zmiany. Julian Alvarez i Nico Gonzalez pomogli ożywić grę mistrzów świata, ale rywale niczego nie zamierzali ułatwiać. Gdy w 73. minucie Messi z wolnego szukał okienka, właśnie tam doskoczył Vozinha i przed ostatnią przerwą utrzymał remis.
Po wejściu w końcowe 10 minut Argentyna przeprowadziła sprytną, choć nerwową akcję, w której Messi minął Vozinhę wstrzeleniem piłki do napastnika, jednak ta nie dotarła do siatki – Pico Lopes wybił z bardzo trudnego położenia. Rozpoczął się ostrzał kabowerdeńskiej bramki i heroiczna obrona. W 89. minucie Albicelestes domagali się karnego po zagraniu ręką Pico Lopesa, lecz najpierw futbolówka odbiła się od głów Mac Allistera i Lopesa. VAR kazał grać dalej.
W dogrywce znów dali się dogonić
Z dystansu bili Mac Allister i Lisandro Paredes, ale obrońcy i Vozinha gasili wszystko. W 90+5. minucie golkiper wypuścił piłkę po strzale Messiego, za to dobitkę Alvareza złapał. Nerwowe naciski nic nie dały, konieczna okazała się dogrywka. W nią Albicelestes weszli z wielką ulgą: po rzucie rożnym w 92. minucie Mac Allister zgrał na dalszy słupek, a tam Lisandro Martinez przyjął, ułożył i wyczekał na odpowiedni moment, by zasadzić pod poprzeczkę na 2:1.
Wydawało się, że na to Cabo Verde już nie odpowie, tymczasem Argentyna pozwoliła zbudować fantastycznie przeprowadzony atak spod afrykańskiej bramki. A jego zwieńczenie to czysta poezja: Sydny Lopez Cabral z bocznej krawędzi pola karnego przymierzył idealnie w dalsze okno bramki Argentyny. Dibu klęczał z niedowierzaniem, a strzelec pobiegł na trybuny, trzymając się za głowę. On też nie dowierzał.

Jeszcze przed przerwą w dogrywce Vozinha wybił kolejną petardę Messiego i frustracja faworytów wydawała się zjadać ich od środka. Po 110 minutach Diney Borges ratował Vozinhę wybiciem na rzut rożny i co za pech – po tym rzucie rożnym Messiego to właśnie od ręki Borgesa piłka wpadła do bramki RZP na 3:2 dla Argentyny.
Cabral próbował kolejnego fantastycznego uderzenia z rzutu wolnego i byłby bliski szczęścia, gdyby nie fantastyczna parada Martineza wyciągająca piłkę spod poprzeczki. Fani Argentyny chwilami zasłaniali oczy, bo oto ich drużyna była ostrzeliwana do końca przez outsiderów. Martinez heroicznie zatrzymał w 119. minucie Stevena Moreirę przed golem na 3:3. Naciskali do końca doliczonego czasu i choć odpadają, to piłkarze Argentyny padali na kolana z radości, że obronili się przed Kabowerdeńczykami.

