W hicie pierwszego dnia Ligi Mistrzów 2026/27 spotkali się giganci: Real Madryt podejmował Inter Mediolan na Santiago Bernabeu w meczu powrotnym Jose Mourinho do elitarnych rozgrywek.
Sprawdź szczegóły meczu Real – Inter
Błędy w defensywie pogrążyły Nerazzurrich
Spotkanie wskazywało na zdecydowanie lepsze przygotowanie taktyczne zawodników Cristiana Chivu, bo już po dwóch minutach Marcus Thuram doszedł do strzału pod bliższy słupek i Thibaut Courtois musiał ratować gospodarzy interwencją. Real nie mógł stworzyć choćby zbliżonej okazji, podczas gdy w 13. minucie Lautaro Martinez ponownie zatrudnił belgijskiego bramkarza z dystansu.
Szokująco bezradny wydawał się Real w otwierającym kwadransie, nie mogąc dojść do żadnego, nawet niecelnego uderzenia. Wtem piłkę przed polem karnym stracił Bisseck, Brahim momentalnie wypuścił Mbappe, a ten przełamał Josipa Martineza i otworzył wynik. Trudno o lepszą odpowiedź, choć Real prowadzenie objął dopiero dzięki błędowi rywali. Próbą szybkiej odpowiedzi zareagował Calhanoglu, jednak uderzał wprost w bramkarza.
Na półmetku pierwszej połowy sytuacja Interu stała się jeszcze trudniejsza. Josep Martinez próbował bawić się piłką przed bramką i dał się łatwo kiwnąć Fede Valverde, który wytrąceniem piłki zaliczył gola na 2:0. Taki błąd na takim poziomie rozgrywek? Ewenement.
Teraz napór Nerazzurrich musiał być jeszcze większy, choć do przerwy nie wynikło z niego już nic dobrego dla przyjezdnych. Gdy w 36. minucie Curtis Jones wydawał się mieć świetną okazję dla Interu, posłał piłkę w trybuny i zniweczył budowany atak. A mogło być jeszcze gorzej. W doliczonym do 45. minuty czasie Martinez znów był pod presją. Tym razem zaimponował: zablokował strzał Kyliana Mbappe wyciągniętą nogą, a natychmiast potem wybił też dobitkę Bellinghama.

Koncert bramkarzy i próba powrotu
Kolejne minuty przyniosły szarże Włochów, ale Courtois bronił najpierw w 50. minucie, a następnie był genialny pięć minut później: zatrzymał i Lautaro, i dobijającego Jonesa, nie czekając na uniesienie chorągiewki przez liniowego.
Choć powinno nas cieszyć zwłaszcza wejście Piotra Zielińskiego na ostatnie pół godziny, to po obu stronach ręce do oklasków składały się dzięki bramkarzom. W 58. minucie Josep Martinez znów wybronił „setę” – najpierw wyszedł do Brahima, a gdy Bellingham uderzał na pustą bramkę, golkiper wyrósł przed nim jak spod ziemi, blokując strzał. Kilka minut później zatrzymał też kolejną próbę nie mogącego uwierzyć Mbappe.
Po drugiej stronie trwał koncert Courtois, który wybił niskie uderzenie Bastoniego i utrzymywał Real na stosunkowo komfortowym prowadzeniu. Na niespełna kwadrans przed końcem nie mógł już jednak wiele zrobić. Tym razem Bisseck odkupił część win, dogrywając do Lautaro, który z kolei znalazł Carlosa Augusto przed bramką. To on w końcu złamał Belga.
Mourinho zamierzał bronić prowadzenia, co oznaczało powrót do niskiej obrony i próbę jej pokonania przez krążący wokół pola karnego Inter. Golem zapachniało dopiero w 89. minucie, gdy uderzenie Mychitariana po rykoszecie zaskoczyło bramkarza. Wybił przed siebie, a na róg asekurował go kolega z pola. Doliczony czas nie przyniósł zmiany wyniku i Real może świętować wygraną.

