Przejdź do głównej treści

Ligowy semafor: Chęci Rakowa to za mało, za to w Piaście zdziałały cuda

Ligowy semafor: Chęci Rakowa to za mało, za to w Piaście zdziałały cuda
Ligowy semafor: Chęci Rakowa to za mało, za to w Piaście zdziałały cudaProfimedia

Na boiskach Ekstraklasy oglądaliśmy najpiękniejszy dotąd wzlot Piasta i najbardziej brutalny upadek Rakowa. Za to osobnej kategorii pojedynek rozgrywa się w mediach społecznościowych, gdzie starcie właścicieli Wisły i Pogoni nie ma nic wspólnego z "meczem przyjaźni".

Ten tekst miał pierwotnie pojawić się mniej więcej dobę wcześniej, ale tematów do przemielenia mieliśmy na tyle, że – trzymając się kolejowej analogii – musiał zjechać na bocznicę i tam poczekać na swój moment. A że w uniwersum Ekstraklasy zdecydowanie nie trzeba rozgrywek, by działo się sporo, dobór tematów na podsumowanie kolejki też musiałem po poniedziałkowych i wtorkowych wydarzeniach lekko zmodyfikować.

Światło czerwone. Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca

Podobnie jak przed tygodniem, żaden inny klub nie zasłużył w równym stopniu na miano antybohatera, choć nie będę nawet pił do ostatnich 90 minut. Umówmy się – porażka 0:1 z Lechem brzmi jak akt łaski ze strony mistrzów Polski, którzy zdawali się robić wszystko, byle piłka nie wpadła do bramki Trelowskiego. 

Nie miałem wielkich nadziei po zatrudnieniu Dawida Kroczka, nie miałem oczekiwań od imiennika Szulczka postawionego w sytuacji niegodnej pozazdroszczenia. I wiecie co? Nie mam oczekiwań od Tomasza Kaczmarka. Byłoby dziwne mieć oczekiwania od trenera w klubie, który zdążył zaliczyć więcej trenerów niż dobrych meczów już na tym etapie sezonu.

 

Paradoksalnie mam dziś wrażenie, że jeśli Kaczmarkowi uda się pchnąć tę drużynę naprzód i uratować sezon, to tylko oddali zmierzenie się z faktami: Raków nie jest mocnym klubem. Przez 15 lat inwestycji Michała Świerczewskiego czytałem i słuchałem, że w Częstochowie wyznaczą nowy standard. Ale po wyjęciu z układanki Marka Papszuna, wokół którego faktycznie coś solidnego powstało, nie zostało z tego standardu wiele, jeśli cokolwiek.

Dosłownie – choć nie sprawia mi to przyjemności – nie widzę dziś obszaru, w którym Raków miałby przewagę nad resztą ligi, choć za same europejskie puchary zainkasował w minionym sezonie prawie 40 mln zł i powinien tę przewagę mieć. Pamiętacie, jak Świerczewski w listopadzie odpowiadał na chęci współpracy Legii i Papszuna? „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca”. Dziś sam powinien dostrzec, że i w jego przypadku chęci dotąd nie wystarczyły. Dla dobra klubu.

Światło pomarańczowe. To się chyba nazywa "dumpster fire"

Odkąd te dwa nieujarzmione byty pojawiły się w ekstraklasowym uniwersum, wydawało się nieuniknione, że kiedyś znajdą się na kursie kolizyjnym. A gdy to się stanie, dojdzie do zderzenia o konsekwencjach tak rozległych, że trudnych do ogarnięcia. I dokonało się: Alex Haditaghi z Jarosławem Królewskim przez transfer Jordiego Sancheza weszli w konflikt, który w ciągu półtorej doby doczekał się całej serii wątków pobocznych i staje się osobną kategorią wydarzenia w Ekstraklasie.

Kiedy właściciel Pogoni pisze "this is becoming genuinely entertaining" (to się staje naprawdę zabawne – red.), to obawiam się, że trzeba przyznać mu rację. A obawiam się, bo komizm graniczy z groteską i jednocześnie cholernie trudno odwrócić wzrok. Czy to się skończy freak fightem, pojednawczym koncertem charytatywnym czy wynalezieniem nowego źródła energii? Żadnej z tych opcji bym nie wykluczał.

Światło zielone. Piast miał spadać, a pięknie lata

Podczas mojego ostatniego Semaforu zielenią okryłem GKS Katowice jako zespół, który mile łechtał mnie już w zeszłym sezonie i wciąż to robi. Zaraz potem dostali bęcki od Piasta i łechtania nie było, zatem sprawdźmy, czy mam zdolność rzucania fatum przez pochwałę czyjejś gry: dziś zachwycę się Piastem.

Jest przecież czym, bo kto przed sezonem obstawiłby, że Gliwiczanie będą dostarczycielem rozrywki zamiast punktów? Organizacyjnie nie działo się dobrze, potencjał ofensywny wydawał się w najlepszym razie umiarkowany, a tymczasem GieKSa wróciła wypunktowana po profesorsku. Do pełni szczęścia Gliwiczanom brakowało chyba tylko, żeby Lima wykorzystał którąś ze swoich sytuacji.

Piast wygrał więc trzy kolejne mecze bez straty bramki, aktualnie jest w czołówce i nastroje są świetne. Do tego dodajmy dwie strzelaniny po siedem goli z Wisłą i Wieczystą, a mamy dopiero początek września. Ja jestem kontent, a pewnie i Daniel Myśliwiec spogląda dziś w kierunku Widzewa z satysfakcją. Prowadzi jedną z najbardziej niedocenianych drużyn i robi z nią to, do czego Łodzianie po jego zwolnieniu nie mogą się zbliżyć.

Autor
AutorFlashscore
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen