Hiszpan, mimo że nie jest podstawowym zawodnikiem i nie zdobył żadnej bramki, należy do wyróżniających się piłkarzy Hiszpanii na mundialu. Podobnie jak w Barcelonie, gdzie regularnie prezentuje wysoki poziom, choć wciąż nie zdołał przebić się do wyjściowego składu. Wygląda na to, że ma już tego dość i nadszedł czas, by podjąć nowe wyzwanie gdzie indziej.
Kłopoty finansowe Katalończyków sprawiały, że Ferran niemal każdego lata trafiał na listę transferową. On jednak za każdym razem odmawiał opuszczenia klubu – aż do teraz. Mimo odejścia Lewandowskiego, zobaczył, że klub zamierza wydać ogromne pieniądze na jego następcę, którym ma być Julián Álvarez. W transferze, który przekroczy 100 milionów euro, nowy nabytek zostanie podstawowym napastnikiem.
Przy Lamine Yamalu jako niekwestionowanym liderze prawego skrzydła, Gordon, za którego zapłacono 70 milionów euro plus ewentualnie kolejne 10 w bonusach, będzie grał na lewym skrzydle. Do tego dołączy Adeyemi, którego osobiście chciał Hansi Flick. A to wszystko bez rezygnacji z Rashforda i mając jeszcze Roony'ego. W hipotetycznym rankingu Ferran byłby daleko w rotacji.

W tej sytuacji pojawiło się PSG z Luisem Enrique, który doskonale go zna i chce mieć w zespole kogoś o takiej wszechstronności, zdolnego grać na wszystkich trzech pozycjach w ataku. Ferran wykazał duże zainteresowanie takim rozwiązaniem.
Barcelona, z którą ma już tylko rok kontraktu, nie zamierza robić mu przeszkód, ale będzie żądać co najmniej 50 milionów euro za jego odejście. Zobaczymy, czy taka wycena odpowiada paryżanom, którzy mają ogromne środki, ale nauczyli się nie przepłacać za nikogo. Tym bardziej, że za 12 miesięcy mógłby odejść za darmo, nie zostawiając nic w potrzebującej gotówki kasie Blaugrany.
