Hiszpania – Belgia 2:1
Jeszcze długo po meczu sam nie mógł uwierzyć, że przeciwko Belgii powtórzyło się to, co wydarzyło się w 1/8 finału z Portugalią. "Już myślałem o dogrywce, a potem to się znów stało. Ta szansa znowu przypadła mi. Przypadki nie istnieją, ale pewne rzeczy mogą się powtarzać, jeśli jesteś na nie dobrze przygotowany" - powiedział pomocnik londyńskiego Arsenalu.
Na trybunach w Los Angeles kibicowała mu już żona Lola wraz z dwumiesięcznym synem Marco. "Na 1/8 finału jeszcze ich tu nie było. Dlatego dziś musiałem to powtórzyć, żeby zobaczyli to na własne oczy. Marco jeszcze tego nie rozumie, ale na szczęście jest YouTube i internet, więc kiedyś będę mógł mu to pokazać" - cieszył się szczęśliwy strzelec.
"Mam nadzieję, że to będzie trwało dalej. Zostały nam już tylko dwa mecze" - dodał, myśląc o finale mistrzostw, w których już dołączył do grona gwiazd. Tymczasem wiosenną część sezonu najchętniej wymazałby z pamięci. W lutym przeszedł operację złamania, przez trzy miesiące nie grał i długo poruszał się o kulach. "W czasie, gdy Lola potrzebowała mojego wsparcia, było dokładnie odwrotnie. To ona pomagała mi wchodzić po schodach" - wrócił do trudnego okresu.
W angielskiej lidze zdołał rozegrać tylko 28 minut. Nawet przegrany finał Ligi Mistrzów z PSG oglądał tylko z ławki rezerwowych. Jednak trener Luis de la Fuente mu zaufał, w ostatniej chwili powołał go do kadry, a Merino odwdzięczył się już dwoma ważnymi golami.
Po zwycięstwie nad Belgią hiszpański trener znów nie szczędził pochwał. "Mikel to niesamowicie wszechstronny piłkarz. Potrafi grać na pozycji numer sześć, osiem, dziesięć i dziewięć, a każdą z nich opanował doskonale. Ma wyjątkowe piłkarskie myślenie i spokój, dzięki czemu potrafi właściwie czytać przebieg meczu. Mógłby zagrać w każdym zespole i poradziłby sobie świetnie" - docenił wkład swojego superrezerwowego.
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
