Mecz rozpoczął się po myśli gości, którzy już po upływie niespełna trzech i pół minuty gry prowadzili 2:0.
Pięć minut później kontaktowego gola uzyskał Mark Stone, który po świetnym podaniu Shea Theodore'a przez pół lodowiska w sytuacji sam na sam objechał bramkarza i umieścił krążek w siatce. Tym razem tym golkiperem był Brandon Bussi, który zastąpił „etatowego” Frederika Andersena, zmienionego w poprzednim spotkaniu po serii czterech straconych bramek.
"Musi odpocząć. Damy mu odpocząć tyle, ile będzie potrzebował" - powiedział o Duńczyku trener Hurricanes, Rod Brind’Amour.
Po kolejnych pięciu minutach „Huragany” ponowie wygrywały różnicą dwóch trafień, a na listę strzelców, gdy drużyna z Raleigh grała w przewadze, wpisał się Jordan Staal. 37-latek został dziewiątym w historii NHL, ale pierwszym od 44 lat zawodnikiem, który uzyskał co najmniej jednego gola w każdym z pierwszych czterech meczów finału. Poprzednio, w 1982 roku, takim wyczynem mógł się pochwalić Mike Bossy z New York Islanders przeciw Vancouver Canucks.
Druga tercja przyniosła dwa gole dla miejscowych, które zdobyli Szwed William Karlsson i Brett Howden, ale w trzeciej ponownie do głosu doszli Hurricanes.
Najpierw Staal wykorzystał nieporadność graczy Golden Knights na własnym przedpolu i upadając na lód zdołał wepchnąć krążek do bramki, a 55 sekund przed końcową syreną trafiając do pustej bramki rezultat ustalił Duńczyk Nikolaj Ehlers, który wcześniej odnotował dwie asysty.
To pierwsze starcie w tegorocznym finale, które zostało rozstrzygnięte różnicą większą niż jednego gola.
Triumfator rozgrywek będzie znany albo w poniedziałek, albo w środę czasu lokalnego.
