Gdy pierwszy raz spotkali się na portugalskiej mączce dziewięć lat temu, Lloyd Harris (136. ATP) dał Hubertowi Hurkaczowi (46. ATP) – wtedy jeszcze kwalifikantowi – lekcję, nie oddając seta. Pięć lat później w Miami role się odwróciły i rozstawiony Polak był lepszy. W Chengdu spotkali się po raz trzeci i Hurkacz ponownie był faworytem.
Sprawdź szczegóły meczu Harris – Hurkacz w Chengdu
Od gładkiego 3:0 do thrillera w tie-breaku
Na starcie spotkania zawodziło go pierwsze podanie, a i tak obronił się bez żadnego problemu. Tymczasem Kapsztadczyk nie trafił czterech kolejnych serwisów i szybko dopuścił do dwóch break pointów. Wystarczył jeden – po wejściu w kort Hurkacz posłał potężny forhend w narożnik kortu, wychodząc na 2:0.
Ilekroć celownik serwisowy zawodził, Polakowi pomagały niewymuszone błędy rywala, który dopiero czwartego gema rozegrał w pełni na swoich warunkach. Był zresztą o krok od dwóch break pointów po świetnie prowadzonej akcji. Podpalił się i zniweczył wysiłek błędem, ale zdołał wybić z rytmu Huberta, ostatecznie odrabiając stratę po błędzie Polaka.
Szósty gem to były wyżyny obu zawodników – świetna walka w małej grze, obijanie linii długimi piłkami i walka na równowagi i podanie obronione przez Harrisa asem. Właśnie poprawa w serwisie była najbardziej widoczna i tym samym odpłacił Polak, wychodząc podaniem na 4:3.

Obaj byli wręcz nietykalni przy podaniu, Hurkacz pierwszy zapewnił sobie tie-break i to on w pierwszym jego akcencie uderzył ramą, tracąc mini breaka. Waga tego błędu rosła z kolejnymi punktami na koncie podających i widać było nerwy Wrocławianina. Z pomocą przyszedł błąd Harrisa, tyle że Polak odwzajemnił podwójnym i dodatkowo błędem po returnie rywala: 3-6.
Był na linach, jednak przetrwał trzy setbole, przy czwartym pomogło szczęście, a tylko centymetrów brakło do wygrania seta przy podaniu rywala. Thriller trwał dalej przy 9-9, a piłki ważyły coraz więcej – kolejne mini przełamanie miało zdecydować. Hubert serwował doskonale i i przy 11-10 returnem wymusił błąd Harrisa. W końcu, po obronie pięciu piłek setowych!
Mocny początek pozwolił skończyć mecz w drugiej partii
Po blisko 70 minutach emocji obaj ociekali potem i widać było po Harrisie. Wcześniej błyszczał czytaniem ruchów Polaka, świetnie grał długością i kierunkami piłek, tymczasem dał się zaskoczyć krótkiej piłce Hurkacza w pierwszym gemie i musiał bronić podania. Obaj zagrali fantastyczną wymianę i to Wrocławianin momentalnie objął przewagę, którą potwierdził bez mrugnięcia okiem.
Kolejne punkty przychodziły tenisiście z RPA z coraz większym trudem, choć widać było ambicję zawodnika próbującego odbudować pozycję. Uniknął przełamania na 0:3, a przy wilgotności blisko 80 proc. obaj zawodnicy mieli problem z utrzymaniem równego poziomu. Potwierdziły to proste błędy Hurkacza w czwartym gemie. Gasił pożar trzy razy, dopiero po żmudnej bitwie utrzymując przewagę.
Mimo wysiłku obaj zafundowali widzom popis z dwoma tweenerami w piątym gemie, pewnie obronionym przez Harrisa. "Momentum" wydawało się jasno po stronie Hurkacza, który na sucho podwyższył na 4:2. W kolejnym gemie serwisowym miał jednak problemy – ostry kros rywala w linię dał 15:40. Sięgnął po największą broń i serwisem wyszedł na 5:3.
Choć Harris dopisał czwartego gema do swojego konta, to parokrotnie rozkładał ręce, kręcił głową i jego mowa ciała nie zdradzała wiary w odwrócenie wyniku meczu. Całkiem słusznie: najpierw as, potem serwis plus wolej, kolejny as i Polak miał trzy piłki meczowe. Popełnił dwa błędy, ale skutecznym smeczem zamknął spotkanie po godzinie i 58 minutach.
Ostatnim rywalem Hurkacza w walce o finał turnieju WTA 250 będzie Denis Shapovalov (50. ATP), który w trzech setach poradził sobie z Adrianem Mannarino (78. ATP). Panowie mają długą historię sześciu spotkań, z których tylko jedno Polak przegrał, w Dubaju w 2021 roku. Po raz ostatni los skojarzył ich na paryskiej mączce w 2024 roku.

