Na korcie spotykali się już czterokrotnie i bilans na twardych kortach jest dla Huberta Hurkacza (34. ATP) nieubłagany – przegrał wszystkie trzy spotkania z Alexem De Minaurem (9. ATP). W stolicy Chin Australijczyk musiał się podobać, dlatego nie było wątpliwości, że to najtrudniejszy rywal na drodze Polaka.
Sprawdź statystyki meczu De Minaur – Hurkacz
Fatalny start i podstawy do optymizmu
De Minaur zaczął mecz imponująco, nawet najmocniejsze podania Polaka przebijając celnymi returnami. Ta postawa szybko przyniosła owoce w postaci dwóch break pointów i już przy pierwszym faworyt miał prowadzenie.
W drugim gemie to też ogląd i antycypacja dały Australijczykowi kluczową przewagę, a w trzecim za krótka próba skrótu kosztowała Polaka 30:40. Demon świetnym returnem wymusił błąd Polaka i miał ekspresowe 3:0. Błyskawicznie wyserwował sobie też czwartego gema, co oznaczało koszmarny start dla Hurkacza. Dopiero w piątym gemie Wrocławianin zdołał wejść na tablicę wyników i stopniowo budował pewność siebie.
Gdy De Minaur miał serwować po seta, nieoczekiwanie udało się wyrwać pierwszy break point. Rywal zgasił go serwisem, ale Hubert walczył niestrudzenie i piękny półwolej dał czwartą okazję. Tym razem „Demon” wyrzucił, a Polak pewnie zapisał na koncie czwartego gema, domkniętego potężnym bekhendem po linii. W dziesiątym gemie nerwy De Minaura wciąż zdradzał szwankujący pierwszy serwis, jednak Hurkacz trzykrotnie wyrzucił piłkę w tej samej strefie i ułatwił obronę podania. Po 37 minutach było 6:4.
Problemy uniemożliwiły wyrównaną walkę
27-latek chciał zacząć drugą partię równie dobrze – czytał mocne serwisy Polaka i ponownie ugrał break pointa już na starcie. Efektowny wolej pozwolił oddalić zagrożenie, jednak w trzecim gemie problem się powtórzył. W jednej z wymian wyraźnie złapał go ból w okolicach pachwiny, co ułatwiło przełamanie.
Szybko wypracowana przewaga wydawała się bezcenna dla De Minaura przy osłabionym Polaku. Hurkacz wyraźnie nie mógł dużo biegać, co przeciwnik wykorzystywał bez litości, sypiąc piłkami w przeciwne strefy kortu.
Alex miał 3:1 i nie zamierzał na jednym przełamaniu poprzestać, zmieniając piątego gema w walkę o przetrwanie Hurkacza. Obronił cztery break pointy mimo sporych błędów po swojej stronie, wyraźnie zmagając się z bólem. Wyglądał, jakby bił się z myślami, a decyzję o kreczu podjął chwilę po obronionym podaniu, gdy De Minaur miał 40:0 w swoim gemie.
Problemy zdrowotne pojawiły się u Polaka już w niedzielnym ćwierćfinale, wtedy jednak po przerwie medycznej mógł grać dalej. Fakt, że dziś zrezygnował z dalszej walki, musi niepokoić pod kątem planowanego występu Hurkacza w rozpoczynającym się turnieju Masters w Szanghaju.

