Kibice obydwu drużyn ponownie stworzyli znakomite widowisko, wypełniając halę na Bemowie w nadkomplecie. Środowe spotkanie, podobnie jak pierwszy pojedynek, przyniosło wiele emocji, ciekawych zagrań i toczyło się z dużą intensywnością, choć pod wyraźną przewagę Legii w drugiej połowie. W ekipie z Zielonej Góry zabrakło Filipa Matczaka, który urazu nosa doznał w poniedziałek, ale był już Amerykanin Phil Fayne przebywający w ostatnich dniach w USA z powodów rodzinnych.
Kluczowa dla zwycięstwa Legii była dyspozycja jej graczy w rzutach z dystansu - trafili 15 z 30, podczas gdy Zielonogórzanie tylko 6 z 26. Obrońcy trofeum mieli także 26 asyst.
W pierwszej kwarcie, choć inaugurujące punkty zdobył 20-letni Jakub Szumert, który w ostatnich miesiącach stał się jednym z liderów Zastalu, to obrońcy tytułu mieli lekką przewagę. Wszystko za sprawą niesamowitego rozgrywającego kadry Andrzeja Pluty, który trafił wszystkie cztery rzuty z gry, w tym trzykrotnie zza linii 6,75 m i miał kilka asyst. Legia wygrywała 9:5, 12:7, ale w połowie kwarty, po punktach kapitana, „mózgu” drużyny Andrzeja Mazurczaka cały czas występującego z maską ochraniającą złamany w półfinale nos, przyjezdni mieli remis (12:12).
Po rzucie z dystansu Conley'a Garrisona (który w pierwszym meczu nie uzyskał żadnych punktów) podopieczni trenera Arkadiusza Miłoszewskiego prowadzili przez chwilę 16:14. Gospodarze odrobili starty i po pierwszej kwarcie wygrywali 24:21.
Obrońcy tytułu w drugiej odsłonie uzyskali większą przewagę dzięki skuteczniejszej walce pod koszami. Wygrywali 39:29, a po 20 minutach 51:41. Pluta miał 17 pkt i 6 asyst. Jego vis a vis Chavaughn Lewis był najlepszym wśród Zielonogórzan z 16 pkt.
Kluczowy dla losów spotkania był początek drugiej części. Koszykarze Legii zaczęli go od huraganowych ataków kończonych rzutami za trzy punkty (Michał Kolenda, Pluta, Jayvon Graves, Carl Ponsar) i wzmocnionej defensywy, co w 23. minucie dało im 19 punktową przewagę (67:48, 69:50). Po kolejnych dwóch takich rzutach, w tym będącego w ekwilibrystycznej pozycji Francuza Ponsara, gospodarze wygrywali nawet 78:55 i 83:59.
Tej przewagi drużyna estońskiego trenera Heiko Rannuli nie roztrwoniła już do końca, mając przewagę pod tablicami (w całym meczu 42:38, w czym największa zasługa mającego zaledwie 191 cm wzrostu Gravesa - 9 zbiórek) i rzutach za trzy punkty. Legioniści trafili 15 razy, w tym kapitan Kolenda wszystkie cztery, a Pluta sześć z ośmiu. Z kolei pod koszami niemal niezawodny był Shane Hunter, który za dwa punkty pomylił się tylko raz na dziewięć prób i uzyskał w sumie 18 pkt, podobnie jak inny silny skrzydłowy Ponsar.
Przed ostatnią częścią obrońcy tytułu wygrywali 86:70. Plutę schodzącego z parkietu, przy prowadzeniu Legii 98:75, w 36. minucie meczu miejscowi kibice żegnali skandując: "MVP, MVP".
Pluta zakończył spotkanie z 27 punktami i 9 asystami, a amerykański obrońca Graves grający bardzo zespołowo miał 9 zbiórek, 6 asyst i 6 punktów. Wśród przyjezdnych wyróżnili się Lewis - 25 pkt i Szumert - 17.
