Nie minęło jeszcze sto sekund, ale Ślęza prowadziło już 6:0. Lublinianki sprawiały wrażenie, jakby jeszcze nie wyszły z szatni. Mistrzynie Polski szybko się jednak przebudziły, łatwo doprowadziły do remisu, a w połowie kwarty prowadziły już 15:8. Zdenerwowany trener Arkadiusz Rusin poprosił o czas i przerwa podziałała na pozytywnie, bo mecz się wyrównał.
Druga kwarta nie zmieniła obrazu gry. Spotkanie było nadal wyrównane i obie ekipy efektowne akcje przeplatały prostymi stratami.
Przy stanie 23:27 z dystansu przymierzyła rozgrywająca świetne zawody Kourtney Treffers i przyjezdne prowadziły siedmioma punktami, ale kolejne fragmenty spotkania należały do Ślęzy, a po akcji dwa plus jeden Natalii Rutkowskiej zrobiło się 33:33. Na długą przerwę w nieco lepszych nastrojach schodziły AZS, bo prowadził 37:35.
Na początku trzeciej kwarty Ślęza dwa razy doprowadzała do remisu (37:37, 39:39), ale w kolejnych minutach mistrzynie Polski ponownie odskoczyły na 46:40.
Kluczowa okazała się końcówka trzeciej kwarty. Przy stanie 47:53 z dystansu przymierzyła skutecznie Brooque Williams, a kilka chwil później Wrocławianki zaliczyły stratę i po kontrataku łatwe punkty zdobyła Matea Tadić. Mistrzynie Polski prowadziły 58:47, a jeszcze dwa osobiste tuż przed końcową syreną wykorzystała Williams i przed ostatnią kwartą prowadziły 60:47.
Zdobywczynie Pucharu Polski starały się jeszcze gonić wynik, grać szybciej i mocnym pressingiem, ale Lublinianki nie straciły już kontroli nad meczem. Przy stanie 74:58 dla AZS po raz czwarty z dystansu trafiła Tadić i losy spotkania były rozstrzygnięte.
Aktualne mistrzynie Polski wygrały pewnie 78:60, a MVP spotkania została uznana Tadić. Chorwacka rozgrywająca zdobyła 20 punktów a do tego miała siedem asyst i cztery zbiórki.
