Atmosfera wokół Liverpoolu pod wodzą Andoniego Iraoli zaczyna się robić coraz gorętsza, a gospodarze od początku starali się narzucić swój styl gry przeciwko Fulham. Już w pierwszych dziesięciu minutach Ryan Gravenberch wypuścił w pole karne będącego w dobrej formie Alexandra Isaka, który minimalnie chybił lewą nogą.
Mimo przewagi Liverpoolu na początku, to Fulham powinno objąć prowadzenie, gdy gospodarze podarowali im piłkę blisko bramki. Nawet przy nieobecności Alissona w bramce, Gonzalo García nie zdołał wykorzystać okazji, bo Jérémy Jacquet w ostatniej chwili wybił piłkę z linii bramkowej.
The Reds nie zrazili się tym ostrzeżeniem i szybko wrócili do gry, tworząc kolejną dobrą okazję w połowie pierwszej części, gdy rzut rożny Dominika Szoboszlaia został skierowany głową w stronę bramki przez Victora Muñoza, ale jego strzał zdołał wybronić Bernd Leno.
Antonee Robinson tuż przed przerwą główkował obok bramki w jednej z najlepszych okazji Fulham, ale były zawodnik Liverpoolu Álvaro Arbeloa mógł być zadowolony z postawy swojej drużyny, która wcześniej przegrała trzy pierwsze mecze sezonu.
Gospodarze dobrze rozpoczęli drugą połowę, a Isak sprawdził czujność Leno strzałem po ziemi, ale poza tym Liverpool nadal miał problemy z rozmontowaniem twardej defensywy Fulham, co było wyzwaniem dla zespołu Iraoli.

Goście nie stanowili większego zagrożenia, choć byli blisko, gdy Calvin Bassey uderzył głową prosto w ręce Alissona, a chwilę później Leno musiał interweniować po mocnym strzale Szoboszlaia.
Josh King próbował jeszcze zdobyć zwycięską bramkę w końcówce, ale jego uderzenie zostało wybite na rzut rożny przez Alissona. Patrząc na przebieg meczu i niewielką liczbę klarownych sytuacji, żadna z drużyn nie zasłużyła na zwycięstwo.
Liverpool wciąż pozostaje daleko od czołówki w walce o tytuł, a Fulham może mieć nadzieję, że lepsze dni dopiero przed nim.
