Obie drużyny rozpoczęły tegoroczną Ligę Narodów od zwycięstw, trzecie mogłoby dać Polkom prymat w tabeli. Dla Serbii to był drugi mecz po przekonującym wejściu w rozgrywki z Tajkami (3:0).
Serbki wywołały i wykorzystały nerwy po polskiej stronie
To właśnie zawodniczki z Bałkanów zdecydowanie ciekawiej pokazały się w pierwszej odsłonie. Z Kurtagić na zagrywce po raz pierwszy odjechały Polkom na trzy punkty, a piłka zbyt łatwo lądowała po naszej stronie boiska. Przyjęcie wymagało poprawy, podobnie jak ustawienie, które próbował korygować Stefano Lavarini.
Z kolei zagrywki Biało-Czerwonych nie robiły krzywdy Serbii i nawet czas wzięty przez trenera nie zmienił sytuacji: po powrocie nasza fatalnie zorganizowana akcja dała Serbii 17:12. Bałkański blok był jak wysoki mur, o który rozbijała się pewność siebie Polek, wyraźnie spuszczając powietrze z gry. Gdy długi atak Piaseckiej dał nam 14. punkt, nie było punktu zaczepienia w zagrywce – jeśli piłka przechodziła, to wracała na naszą stronę nieustannie.
Zaczęły się poważne błędy, jak atak Koput w środek siatki, dający punkt na 22:14. Aleksić po bloku zapewniła Serbii piłkę setową (24:15) i dopiero wtedy naszym udało się zapunktować blokiem. Choć to był najlepszy fragment Polek od startu partii, to przy trzecim setbolu blok wybił nam z głowy dalszą grę.
Modelowa reakcja na błędy pierwszej części
W grze Polek musiało się poprawić naprawdę wiele, co wydawało się bardzo trudne przy wysoko zawieszonej poprzeczce ze strony Serbii. Tymczasem bardzo mocne wejście Biało-Czerwonych szybko ustaliło warunki. Już po pierwszym bloku było 5:1 i trener Terzić przerwał grę. Presja wyraźnie była po niebieskiej stronie boiska, gdy Aleksić dużym autem z ataku dała nam 11:5.
Niestety, doszło do wyraźnego rozprężenia wśród Polek i błędy wpuściły rywalki, które zniwelowały stratę o połowę. Zagrywka nie przynosiła nam korzyści, ale – na szczęście – chaos panował też wśród próbujących gonić rywalek.
Po wstydliwym błędzie Mirković udało się odbudować bufor na 18:14, a po atakach Szczurowskiej środkiem z drugiej linii i Obiały prawą stroną było 22:15. Z tego wyniku nie było powrotu dla Serbii i można było odetchnąć: zasłużone, choć wypracowane w boju wyrównanie.
Polki nie wytraciły impetu i objęły prowadzenie
Zbudowana w drugiej odsłonie pewność siebie utrzymała się w trzecim secie, co przynosiło wymierne efekty. Pierwsze punkty to walka wet za wet, jednak potężny atak Szczurowskiej – pechowo w twarz Uzelac – zapewnił prowadzenie 11:7. Jeszcze punkt i rywalki podjęły próbę odrobienia strat.
Wzrosła ich skuteczność, unikały błędów i przewaga stopniała do +1. Lavarini przerwał grę i wezwał reprezentantki. Biało-Czerwone nie straciły głowy i w walce na bardzo wysokim poziomie (oraz intensywności) odjechały na 17:14.
Teraz reagować musiał Terzić, tyle że po wznowieniu gry Szczurowska asem potwierdziła przewagę Polski. Serbia coraz częściej nadziewała się na polski blok, którym Sieradzka dała 21:15 i set był rozstrzygnięty. Po błędzie zagrywki Mirković rywalki przegrały 18:25.
W decydującym momencie Serbia wymusiła tie-break
W czwartym secie Serbia musiała zrobić wszystko, by wyhamować napór Polek. Pierwsza okazja przyszła, gdy niewielki aut Szczurowskiej na zagrywce dał 8:6. Jednak ta sama zawodniczka zrehabilitowała się atakiem z drugiej linii, a remis zapewniła Obiała, blokując Uzelac.
Jednak kolejny błąd Szczurowskiej – zdjętej chwilę później, by przerwać trudniejszy moment – na 13:15 otworzył drzwi do kolejnego budowania przewagi przez zespół z Bałkanów. Biało-Czerwone nie pozwalały uciec z rezultatem, lecz jednocześnie nie były w stanie zniwelować straty przy swojej zagrywce.
Gdy Grabka została zablokowana na 20:17 dla Serbii, Stefano Lavarini poprosił o czas. Wtedy z nową świeżością wróciła Szczurowska, zdobywając atakami dwa kolejne punkty i wymuszając przerwę taktyczną Terzicia. Serbia dopięła swego ucieczką na 22:19 po nieudanym challenge’u Polski. Ryzykowny serwis Szczurowskiej nie przeszedł i dał Serbkom setbola, którego wykorzystała atakiem Uzelac.
Tie-break jak film dla ludzi o mocnych nerwach
Skrócona partia zaczęła się od błędów po obu stronach, a udane ataki Uzelac i Zubić nie pozwalały na choćby minimalną przewagę. To Serbia po dwóch świetnych blokach przeważała 5:3 i tylko błędy po serbskiej stronie utrzymywały naszą drużynę w grze.
Pierwszy własny punkt po dłuższej chwili wyrwała z drugiej linii Szczurowska (6:6). Choć w korespondencyjnym pojedynku ofensywnym z Uzelac prowadziła, to serbski blok trzy razy w jednej akcji zatrzymywał nasze ataki, utrzymując prowadzenie przy 9:8. To chyba podrażniło Julię Szczurowską, która moment później zdobyła 29. punkt atakiem, rozpruwając serbski zespół.
Mimo trzeciej godziny pojedynku, wynik był stykowy, gdy Sieradzka huknęła na 11:11. Przepadł nam kolejny punkt z ataku i ta sama zawodniczka kiwką utrzymała remis, a nerwy złapały rywalki – Tica przy ataku dotknęła siatki i w końcu było prowadzenie 13:12. Niestety, serwis Kecher nie przeszedł, a blok Mirković dał piłkę meczową… po przerwie wziętej przez Lavariniego.
Ta akcja była thrillerem sama w sobie! Polki zatrzymały trzy potężne ataki i blokiem wyrwały punkt. Uzelac huknęła na 15:14, a ostatni czas Lavariniego tylko wzmagał emocje. Udało się zatrzymać drugą piłkę meczową, a Piasecka i Lampkowska po blokach dały meczbola nam, wymuszając przerwę na Terziciu. Jak u Hitchcocka, poziom nerwów tylko rósł – ostatnia akcja meczu miała nieudane kiwki i aż trzy ataki Polek, jednak udało się, wygrywamy 17:15. Biało-Czerwone pozostają niepokonane po bardzo wymagającym pojedynku w Nankinie.
