Krzysztof Jotko mistrzem Oktagonu, ogromna kontrowersja w walce o pas w Kolonii

Kincl nie dał rywalowi nawet powąchać zwycięstwa.
Kincl nie dał rywalowi nawet powąchać zwycięstwa.OKTAGON

Organizacja OKTAGON zorganizowała w sobotę galę numer 91 w niemieckiej Kolonii. Główną atrakcją była walka o tytuł w wadze średniej, która zakończyła się wyjątkowo kontrowersyjnie, a pas mistrzowski zdobył Krzysztof Jotko.

Jotko mistrzem organizacji OKTAGON, rywal grzmiał w klatce 

Mistrz wagi średniej i reprezentant renomowanego UFD Gym z niemieckiego Düsseldorfu, Kerim Engizek, od lat należy do absolutnej czołówki europejskiej wagi średniej i swoją klasę potwierdził także na scenie OKTAGON-u. Zapisał się wyraźnie w historii Tipsport Gamechangera, gdzie dotarł aż do finału. W walce wieczoru bronił jednak swojego pasa przeciwko zawodnikowi, który niedawno go pokonał. Motywacji więc mu nie brakowało.

Krzysztof Jotko, który w UFC odniósł 11 zwycięstw, wniósł do OKTAGON-u światowy poziom i doświadczenie z największych aren. Swoją dominację potwierdził wygraną w całym turnieju Tipsport Gamechanger, gdzie w finale pokonał właśnie Engizeka. Zawodnik z niesamowitym bilansem, który poza prestiżowym UFC nigdy nie przegrał, należy do ścisłej czołówki europejskiej sceny i tym razem ostrzył sobie zęby na cenny pas.

Pojedynek trwał ostatecznie pięć rund i oglądaliśmy twardą walkę pełną nienawiści. Kontrowersje zaczęły się już w pierwszej rundzie. Główny sędzia Gerd Richter przeoczył od razu dwa faule Engizeka, które Jotko natychmiast zgłosił. W trzeciej rundzie arbiter stracił cierpliwość i po kolejnych niedozwolonych akcjach odjął Engizekowi punkt.

Właśnie w trzeciej odsłonie doszło do momentu, o którym będzie się jeszcze długo mówić. Po jednym z kolan rywala Polak padł na matę i natychmiast pojawiły się protesty dotyczące rzekomego faulu. Powtórki telewizyjne jednak pokazały, że kolano trafiło w tułów i nie było to nieprzepisowe uderzenie. Ostatecznie po zakończeniu piątej rundy sędziowie jednogłośnie przyznali zwycięstwo Jotce w stosunku 48:46, dzięki czemu został nowym mistrzem.

"Chcę złożyć protest, to nie był faul, to nie był cios w krocze. Pieprzę was" – krzyczał wściekły Engizek, po czym wybuchła awantura. Realizator transmisji przełączył obraz na arenę, ale widzowie po werdykcie nie przestawali buczeć. Organizacja wezwała następnie do uspokojenia sytuacji, a na końcu transmisji jeden z członków zespołu Engizeka potwierdził, że złożą odwołanie.

Machaev stracił pas przed walką, ale szybko pokonał Palokaja 

Mago Machaev przystępował do obrony tytułu z bilansem 17-2 i serią trzech zwycięstw z rzędu. Jego statystyki pokazywały niezwykle wszechstronnego zawodnika – dziewięć KO/TKO, dwa poddania i sześć wygranych na punkty. Aż cztery ze swoich zwycięstw przez KO/TKO odniósł w 1. rundzie. Ostatnio Machaev zaprezentował się znakomicie przeciwko Nikowi Samsonidsemu i Wanderleyowi Juniorowi, obu pokonał przed czasem. Jednakże, ponieważ nie zmieścił się w limicie wagowym, przed walką stracił pas i nawet w przypadku zwycięstwa nie mógł go odzyskać.

Machaev już przy pierwszym ważeniu zanotował 67,0 kg, przekraczając mistrzowski limit aż o 1,2 kg. Organizacja dała mu jeszcze dwie godziny na zrobienie wagi, ale nie udało mu się uratować sytuacji. W drugim podejściu ważył o 1,1 kg za dużo. OKTAGON potwierdził następnie, że Machaev nie jest już posiadaczem pasa wagi piórkowej.

Po drugiej stronie stał Gjoni Palokaj, który mógł zdobyć cenny tytuł. Z bilansem 13-3 i imponującą serią ośmiu zwycięstw z rzędu wszedł do klatki z ogromnym rozpędem. Szczególnie godny uwagi był jednak inny fakt – aż sześć ze swoich wygranych na punkty odniósł bezpośrednio w OKTAGON-ie.

Przedwalkowe spekulacje ostatecznie się nie potwierdziły i Machaev w ogóle nie dał po sobie poznać, że miał problemy. Znokautował Palokaja już w czasie 2:34 pierwszej rundy i wyraźnie pokazał, że kłopoty z wagą nie wpłynęły na jego umiejętności. Swój pas będzie jednak musiał odzyskać w kolejnych walkach.

Kincl pokazał, na co go jeszcze stać 

"Kości zostały rzucone, widzimy się wkrótce" – zapowiadał swój pojedynek były mistrz wagi średniej i niegdyś najlepszy zawodnik OKTAGON-u bez względu na kategorię Patrik Kincl. Po ważnym zwycięstwie nad Robem Pukačem znów był na fali. Praktycznie już legenda, mająca na rozkładzie Vémolę czy Piráta Krištofiča, miała ogromną motywację, by odzyskać tron i pokazać światu, że jej era jeszcze się nie skończyła.

Czech znalazł się jednak na celowniku koszmaru typerów i groźnego łowcy gwiazd Hojata Khajevanda. Zawodnik, w którego nikt nie wierzył, z rezerwowej walki z Siwiecem przez Wawrzyniaka przebił się aż do półfinału europejskiej ligi mistrzów MMA w wadze średniej.

W półfinale zmierzył się z elitarnym Jotką, który ostatecznie został królem Europy. Początkowo czołowy irański zapaśnik z trzema nokautami i czterema poddaniami zrobił niesamowity postęp techniczny i wyrósł na światową #84 oraz pogromcę gwiazd, który psuje kupony i odsyła faworytów do domu z niczym. Teraz miał życiową szansę pokonać czeską legendę i zburzyć cały OKTAGON.

Kincl jednak wszedł do klatki świetnie przygotowany. W pierwszej rundzie pilnował pozycji, trafił rywala w szczękę i dokładał nieprzyjemne calf kicki. W drugiej odsłonie doświadczenie czeskiego zawodnika w parterze dało o sobie znać – Kincl systematycznie rozpracował Khajevanda i zakończył walkę poddaniem arm-triangle. Po triumfie nad Pukačem zanotował więc drugie zwycięstwo z rzędu.

Autor artykułu.
Autor artykułu.Flashscore
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen