Początek spotkania nie był dla Polki łatwy, bo zaczęła je od stanu 0:3 i straty swojego serwisu. Finalnie w pierwszej partii Świątek dała się przełamać trzy razy, a sama przełamała Amerykankę dwukrotnie, ale gołym okiem było widać, że Raszynianka grała po prostu niechlujnie.
Największe problemy były zdecydowanie na linii serwisowej. Popełniła bowiem aż sześć podwójnych błędów, w tym przy pierwszej piłce setowej dla Navarro, która okazała się ostatnią piłką w pierwszym secie. Jednocześnie Polka potrafiła zagrać bardzo dobre podanie, ale było to wyraźnie nieregularne.
W połączeniu z prostymi niewymuszonymi błędami, które mnożyły się na jej koncie, nie dało się tego seta zakończyć po myśli Igi.
Druga odsłona była zupełnie inna - Świątek poprawiła największe mankamenty w swojej grze, ustabilizowała serwis i popełniała mniej błędów, ale za to gra mocno rozjechała się Amerykance, przez co druga partia dość spokojnie padła łupem Polki.
Wygrała ona pięć ostatnich gemów drugiego seta, w tym dwukrotnie przy serwisie rywalki, nie dając jej żadnych szans. Wydawało się, że Świątek po prostu po godzinie gry na trawie złapała odpowiedni rytm i czuła się na niej dużo pewniej z każdą minutą. To wrażenie było jednak złudne, bo w trzecim secie znowu wróciły stare demony.
Znowu bowiem zaczęło się od stanu 0:3 w gemach z perspektywy Polki. Trzeci gem był bardzo długi i toczony na przewagi przy serwisie Amerykanki, ale niestety obroniła ona wszystkie trzy break pointy i szła po zwycięstwo.
Do końca meczu zabrakło już przełamań. Świątek wygrywała swoje gemy serwisowe, ale z takim samym spokojem robiła to Navarro, która w dziewiątym gemie wykorzystała pierwszą piłkę meczową, posyłając piątego w meczu asa serwisowego.
Oznacza to, że Świątek przed startem Wimbledonu miała zaledwie trzy sety i dwie godziny gry na kortach trawiastych. Jej kolejnym spotkaniem będzie już pierwsza runda Wielkiego Szlema w Londynie.
