Ekskluzywnie: Vicente Del Bosque ujawnia klucze do swojego sukcesu z Realem i Hiszpanią

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ekskluzywnie: Vicente Del Bosque ujawnia klucze do swojego sukcesu z Realem i Hiszpanią
Vicente del Bosque trenujący z Hiszpanią w 2010 r.
Vicente del Bosque trenujący z Hiszpanią w 2010 r.
Profimedia
Puchar Świata, Euro, Liga Mistrzów, LaLiga - Vicente del Bosque wygrał to wszystko jako trener, a w rozmowie z Flashscore dał nam wgląd w swoje metody pracy i podzielił się kilkoma fascynującymi anegdotami.

Del Bosque przejdzie do historii dzięki swoim osiągnięciom jako trener piłkarski. Jako zawodnik, Hiszpan odcisnął swoje piętno na Realu Madryt, zdobywając dziewięć trofeów w latach 1973-1984, ale to jako trener, pochodzący z Salamanki, odcisnął swoje piętno na historii piłki nożnej.

Zdobył prawie wszystkie możliwe trofea z Królewskimi i reprezentacją Hiszpanii; jedno mistrzostwo świata (2010), jedno mistrzostwo Europy (2012), dwie Ligi Mistrzów (2000, 2002), dwa tytuły LaLiga (2001, 2003), jeden Puchar Interkontynentalny (2002), jeden Superpuchar Europy (2002) i jeden Superpuchar Hiszpanii (2001). Jedynie Copa del Rey i Puchar Konfederacji wymknęły mu się ze szponów.

W rezultacie Vicente del Bosque to nazwisko, które na zawsze zostanie zapisane w panteonie sportu. Hiszpan, mistrz zarządzania, dowodził najbardziej znanymi zawodnikami w Galacticos i Hiszpanii, a gdziekolwiek się udał, piłkarze szanowali go, doceniali i słuchali. Jakie są klucze do sukcesu trenera w zarządzaniu szatnią pełną gwiazd? Rozmawialiśmy z Del Bosque, aby się tego dowiedzieć.

Vicente del Bosque podczas losowania Mistrzostw Świata 2014
AFP

Pytanie: Czy zgodziłbyś się, że nazwisko "Vicente del Bosque" jest synonimem sukcesu?

Odpowiedź: "Miałem szczęście być w klubie, który jako zawodnik i jako trener zawsze był na szczycie. Oczywiście przegrywaliśmy... ale w końcu to część życia piłkarza czy trenera. Nie zawsze się wygrywa, nie zawsze się udaje... Niemniej jednak miałem szczęście być w klubie takim jak Real Madryt, który pod koniec dnia stale należy do elity".

Kiedy Real Madryt zdecydował się powierzyć ci prowadzenie pierwszej drużyny w listopadzie 1999 roku, zespół właśnie przegrał derby Madrytu i zajmował jedenaste miejsce w LaLiga. Jakie były pierwsze narzędzia, które zastosowałeś, aby zmienić sytuację? Oczywiście nie od razu przyniosły one owoce, ponieważ po zwycięstwie 3:2 nad Rayo Vallecano (które było wówczas na szczycie ligi), drużyna rozegrała cztery mecze bez zwycięstwa...

"Musieliśmy poradzić sobie z tym, co nazywam 'biedą', w czasie, gdy drużyna była w bardzo złej sytuacji. Innym razem musieliśmy zarządzać 'bogactwem', na przykład kiedy przejęliśmy drużynę narodową Luisa Aragonesa, która była mistrzem Europy.

"Jako trenerzy staramy się w trudnych momentach - tak jak w moim przypadku w listopadzie 1999 roku - położyć fundamenty, które dadzą nam nie natychmiastowe wyniki - nawet jeśli taki był cel - ale przede wszystkim narzędzia do patrzenia w przyszłość z dobrym nastawieniem".

"Niestety, zaczęliśmy bardzo źle, a mimo to zostaliśmy mistrzami Europy... Bardziej interesuje mnie to zarządzanie, to 'bogactwo' i 'ubóstwo', które trener musi umieć odczytać... Oprócz tych dwóch głównych aspektów lub głównych zadań, które spoczywają na trenerze, istnieją relacje międzyludzkie między zawodnikami, tworzenie zdrowej atmosfery, silnego środowiska pracy. To jest to, co zawsze staraliśmy się osiągnąć, to jest coś, w co zawsze wierzyłem. Wiedziałem, że jeśli to osiągniemy, będziemy bliżej sukcesu".

W LaLiga zespół zdołał wspiąć się jedynie na piąte miejsce. Do tej pory po raz ostatni Real Madryt znalazł się poza strefą Ligi Mistrzów. I to właśnie na tym tle przyszedł ósmy europejski triumf klubu, twój pierwszy sukces... Zajęliście drugie miejsce w grupie, wyprzedzając tylko Dynamo Kijów dzięki bezpośredniemu bilansowi, a następnie znokautowaliście panujących mistrzów na Old Trafford i drużynę uważaną wówczas za najlepszą na świecie, Bayern, zanim daliście lekcję Valencii w finale. Jak to wytłumaczyć? Co było kluczem do zdobycia Pucharu Europy?

"Jednym z kluczy była taktyka, od ćwierćfinału aż do finału. Zmieniliśmy kilka rzeczy. Staraliśmy się wzmocnić naszych bocznych obrońców, aby dać Michelowi Salgado i Roberto Carlosowi więcej swobody, więc graliśmy trzema doświadczonymi środkowymi obrońcami. Z przodu mieliśmy pomocnika, gracza takiego jak Fernando Redondo, który musiał być sam, radzić sobie i kontrolować piłkę".

"Ostatecznie doskonale dostosowaliśmy taktykę do zawodników, którymi dysponowaliśmy. Daliśmy Raulowi swobodę... Krótko mówiąc, myślę, że mieliśmy szczęście, że mieliśmy dobrą grupę i stopniowo prowadziliśmy ich do wspólnego celu, starając się poprowadzić ich we właściwym kierunku, abyśmy stali się zespołem".

Zawsze miałeś dobrą reputację, jeśli chodzi o zarządzanie szatnią. Pierwszą gwiazdą, która do was dołączyła, był Nicolas Anelka. Co myślałeś o tym transferze i jak poradziłeś sobie z tak skomplikowaną sytuacją, której kulminacją była jego decydująca rola w półfinale Ligi Mistrzów? W tamtym czasie był to najdroższy zawodnik w historii piłki nożnej.

"Tak, w końcu stał się dla nas bardzo ważnym człowiekiem. To, co się stało, to to, że przeszedł przez trudne chwile pod względem integracji. Był dobrym chłopakiem i bardzo dobrą osobą, bardzo go lubiliśmy, ale pochodził z innego kraju, innej kultury i krótko mówiąc, miał trochę problemów z adaptacją, do tego stopnia, że myślał, że jesteśmy szczęśliwi, gdy nie strzela bramek".

"Musieliśmy mu powiedzieć, że nie obchodzi nas, czy to (Fernando) Morientes strzelił gola, czy to Raul, czy to on, czy ktokolwiek inny... Ważną rzeczą dla nas było stworzenie zespołu i próba wygrania. A on był, jak mówisz, decydujący w zdobyciu tego ósmego Pucharu Europy. Jego gol w Monachium był bardzo ważny, z dośrodkowania z prawej strony, z pamięci, od Savio".

"Faktem jest, że staraliśmy się zintegrować Nicolasa z grupą i myślę, że kiedy wrócił, był szczęśliwy i czuł się swobodnie. I w końcu udało nam się razem wygrać Puchar Europy, co było dla nas kluczowe, ponieważ nie zapominajmy, jak myślę, że powiedziałeś, że zajęliśmy piąte miejsce w lidze, co oznaczało, że nie mogliśmy zakwalifikować się do Ligi Mistrzów w następnym roku, chyba że ją wygramy".

"Podsumowując, był to trudny okres dla klubu. Zmiany menedżerów w każdym klubie są zawsze bardzo niewygodne... tym bardziej dla klubu takiego jak Real Madryt, który zawsze starał się zachować stabilność instytucjonalną i sportową".

Del Bosque i Nicolas Anelka
AFP

Po zdobyciu ósmego Pucharu Europy musiałeś poradzić sobie z przejściem do ery Galacticos, przybyciem nowego prezydenta Florentino Pereza i włączeniem Luisa Figo, który wcześniej był kapitanem Barcelony. Jak udało ci się wprowadzić go do zespołu w najlepszych możliwych warunkach i wydobyć z niego to, co najlepsze od samego początku?

"Jak zawsze, z największą normalnością. Myślę, że tak powinno być. Luis miał niezwykłą odwagę, przeprowadzka z Barcelony do Madrytu, przybycie nowego prezydenta... Myślę też, że był to okres adaptacji dla wszystkich i że otrzymaliśmy dobrą odpowiedź od wszystkich zawodników. Staraliśmy się traktować wszystkich zawodników jednakowo, w ten sam sposób. Dać im wszystkim ich miejsce w drużynie".

"Prawda jest taka, że otrzymaliśmy wspaniałą odpowiedź od graczy, których mieliśmy: (Fernando) Hierro, Raul, Redondo, Roberto Carlos, Michel Salgado - wszyscy ci gracze stworzyli bazę, do której wszyscy, którzy przybyli później, doskonale się dostosowali...".

"Myślę, że często najważniejszą rzeczą jest to, że ci gracze czuli się w Realu Madryt jak w domu. Czuli się komfortowo na co dzień, czuli się komfortowo na treningach, byli szczęśliwi i ostatecznie udało im się osiągnąć sukces... Nie możemy zapominać, że przez te cztery lata zawsze dochodziliśmy do półfinału Pucharu Europy, a to nie lada wyczyn".

Innymi słowy, wciąż w pierwszej czwórce w Europie...

"Dokładnie, a co więcej, z bardzo dobrym nastawieniem piłkarzy, poza okazjonalną irytacją, gdy zawodnik nie zagra lub gdy zostaje wyrzucony z boiska, ale to są sytuacje, które się zdarzają, nic nie znaczą. Często powtarzam, że trzeba się dużo naszukać, żeby znaleźć zawodnika, który nie zachował się tak, jak powinien. Mieliśmy dużo szczęścia".

W sezonie 2001/2002, roku dziewiątej edycji Ligi Mistrzów, miałeś inny problem do rozwiązania, a mianowicie pozycji bramkarza. Jakie były powody przesunięcia Ikera Casillasa na ławkę rezerwowych na rzecz Cesara i czy dziś uważasz, że była to słuszna decyzja?

"Nie żałuję tego, co się stało. To była kwestia zarządzania szatnią i składem, który w tamtym czasie wydawał się idealny. I to przy jednoczesnym uznaniu ogromnych zalet Ikera Casillasa w tamtym czasie i jego kariery w Realu Madryt, nie lekceważąc bramkarza takiego jak Cesar, który również był świetnym golkiperem".

"Tak było również w przypadku reprezentacji narodowej, w której mogło występować trzech bramkarzy: Iker Casillas, Victor Valdes i Pepe Reina. Ale przez wiele lat mogliśmy liczyć na Ikera".

"W tamtym czasie robiliśmy wszystko z myślą o interesie klubu i drużyny".

Ostatecznie Real Madryt zdobył swój dziewiąty Puchar Europy dzięki Ikerowi Casillasowi, który w końcówce meczu ratował sytuację z ławki rezerwowych...

"Tak, absolutnie. Ma reputację świetnego bramkarza i jest niezwykły, ale ma też tę odrobinę szczęścia, którą muszą mieć wszyscy wielcy gracze... Iker był świetnym bramkarzem, ale miał też tę odrobinę szczęścia, która robi różnicę. To dlatego był w klubie przez tyle lat".

Wygrałeś też oczywiście dzięki Zidane'owi. Czy łatwo było trenować Zinedine'a Zidane'a? Miał trudne pierwsze miesiące w Realu Madryt.

"Miał ogromne umiejętności, był świetnym graczem. Chcieliśmy znaleźć mu miejsce, w którym czułby się jak najbardziej komfortowo i gdzie byłby najbardziej efektywny dla drużyny. Myślę, że nam się to udało".

"Kiedy powiedziałem wcześniej, że zawsze uważaliśmy, że piłkarze powinni czuć się komfortowo w Realu Madryt, chodziło o to, żeby po sześciu, siedmiu, ośmiu sezonach w Realu powiedzieliby sobie: 'Klub mnie powitał, wygraliśmy, ale także czułem się swobodnie tam, gdzie grałem, czułem się swobodnie idąc na trening każdego dnia'. Myślę, że są to rzeczy, o których zawodnicy nie zapominają i które trener musi wziąć pod uwagę".

Lato 2002. Po kilku miesiącach negocjacji z Interem, Real Madryt zdołał zabezpieczyć transfer bardzo wyczekiwanego Ronaldo. Brazylijczyk odcisnął swoje piętno na tym sezonie, kończąc go jako najlepszy strzelec ligi i zdobywając tytuł ligowy przeciwko bardzo silnej drużynie Realu Sociedad. Opowiedz nam o swoich relacjach z Ronaldo, pamiętam uścisk, jaki mu dałeś po strzeleniu gola przeciwko Valencii i jak poradziłeś sobie z uczynieniem Morientesa, który do tej pory był bardzo ważny, zmiennikiem?

"Po pierwsze, szczegół uścisku wynikał z tego, że tego samego popołudnia straciłem matkę. Ale kiedy mówię o Ronaldo, pierwszą rzeczą, która przychodzi mi na myśl, jest to, że jest szczęśliwą osobą. Myślę, że jest jednym z najszczęśliwszych piłkarzy, jakich kiedykolwiek miałem pod swoim dowództwem, a kim byliśmy jako trenerzy, aby ingerować w jego szczęście?".

"Zawsze byliśmy przy nim, tak jak przy wszystkich zawodnikach. Zawsze upewnialiśmy się, że czują się komfortowo i myślę, że był jednym z graczy, którzy czuli się najbardziej komfortowo... To wyjątkowy zawodnik - miły, sympatyczny i szczęśliwy".

"Jeśli chodzi o Morientesa, to nigdy nie mieliśmy nic przeciwko niemu. Zawsze rozumiał sytuację i bardzo go lubię. Dziś, gdy widzę go przed kamerami lub w radiu, gdy słyszę jego wypowiedzi, mówię sobie: 'Najlepszym zawodnikiem ze wszystkich jest Fernando Morientes'. Mam dla niego wiele sympatii. Był dla nas bardzo szanowanym chłopcem, we wszystkich obszarach".

W tamtym roku dotarliście do półfinału Ligi Mistrzów przeciwko Juventusowi i zostaliście wyeliminowani w meczu, w którym Zidane, Figo i Raul wrócili po kontuzji, ale największą stratą był Claude Makelele. Jak zdefiniowałbyś rolę i znaczenie Francuza i czy uważasz, że historia mogłaby potoczyć się inaczej z nim w Turynie?

"Wiemy, że niektórych rzeczy nie da się udowodnić, że nie możemy ich zmienić i że musimy je zaakceptować tak, jak się wydarzyły, ale tak, dla nas, a przede wszystkim dla drużyny, Claude był kluczowym graczem. Był tym kolegą z drużyny, którego zawsze chcesz mieć u swojego boku, który pomaga ci w trudnych chwilach".

"Był dobry w przejściu, z łatwością rozprowadzał grę do Figo czy Roberto Carlosa. Krótko mówiąc, odzyskiwał piłkę i był pierwszym punktem startowym, więc nikomu nie przeszkadzano. Nie przeszkadzał Figo, nie przeszkadzał Roberto Carlosowi, nie przeszkadzał Zidane'owi... I był człowiekiem, którego obrońcy naprawdę doceniali, ponieważ zawsze zwracał uwagę na wszystko, co działo się na boisku. Dla mnie był cichym liderem".

W piłce nożnej liczy się nie tylko zarządzanie ludźmi. Wielu krytykowało twoją wiedzę taktyczną przez całą karierę, ale kiedy trochę analizuję, widzę trenera zdolnego do dostosowania się do swoich zawodników, grupy i sytuacji. W Madrycie wygrałeś ósmy Puchar Europy z trzyosobową obroną, a następnie przeszedłeś na 4-4-2. W reprezentacji narodowej przykładem, który przychodzi na myśl, jest decyzja o wystawieniu Pedro przeciwko Niemcom w 2010 roku. Co masz do powiedzenia tym, którzy sceptycznie do ciebie podchodzą?

"Cóż... Kiedy trener wygrywa, zbiera wszystkie pochwały na świecie. Cokolwiek powiedzą krytycy, on zawsze będzie miał rację".

"Mieliśmy mecz z Portugalią (w 2010 roku), w którym naprawdę walczyliśmy i zdecydowaliśmy się wystawić środkowego napastnika, (Fernando) Llorente, który zagrał tylko kilka minut. Zagrał pół godziny, ale dla nas to tak, jakby był dodatkowym zawodnikiem, który pomógł nam wygrać trofeum, ponieważ miał tak duży wpływ na tamten mecz. Jeśli chodzi o Pedro, przed nami był (Phillip) Lahm, prawy obrońca Bayernu Monachium, który stanowił zagrożenie, więc co zrobiliśmy? Cóż, zamiast dać mu kogoś, kogo mógłby łatwo kontrolować, zdecydowaliśmy się dać mu gracza, który będzie bardziej uciążliwy."

"Myślę, że tego typu rzeczy, kiedy wygrywasz, udowadniają, że masz rację. Ale najważniejsze jest to, co zrobiliśmy i co uważaliśmy za najlepsze dla drużyny".

Czy łatwo było zarządzać tym pokoleniem zawodników, z którymi tworzyłeś historię hiszpańskiego futbolu?

"Tak. Przede wszystkim dlatego, że właśnie wygrali Euro 2008. Dobrze wspominaliśmy byłego trenera, zarówno piłkarze, jak i my sami, a oni stopniowo dostosowywali się do nas i cieszyliśmy się ośmioma latami dobrych wyników".

"Pamiętam, jak dobrze zachowywali się przez te osiem lat. Rozegraliśmy 114 meczów i we wszystkich tych spotkaniach tylko jeden zawodnik został wyrzucony z boiska, Gerard Pique, w akcji, która nie miała żadnego znaczenia i była bardziej działaniem bezsilności niż złym zachowaniem. I to jest jedna z rzeczy, z których możemy być zadowoleni, że zawsze okazywali się świetnymi sportowcami".

Drużyna Hiszpanii 2010 podczas treningu w RPA
AFP

Ludzie zawsze mówią o tobie, ale w końcu pracowałeś z kimś równie ważnym, asystentem menedżera Toni Grande. Co możesz o nim powiedzieć?

"Że jest lojalnym, wiernym człowiekiem, Madridistą i że mieliśmy bardzo mało różnic. Czasami nie zgadzaliśmy się w kwestiach specyficznych dla boiska, ale jeśli w danym miejscu jest dwóch lub trzech trenerów i zawsze się zgadzają, to źle. To dobrze, że są różnice. Teraz, kiedy podjęliśmy decyzję, podjęliśmy ją oboje".

Wiele osób, w tym ty, często mówi o znaczeniu integracji Sergio Busquetsa z drużyną w 2010 roku, ale ja widzę inny fundamentalny element, którego nie było w 2008 roku, Xabi Alonso. Co możesz o nim powiedzieć i co wniósł do drużyny?

"Mieliśmy duże zaufanie do tych dwóch graczy, Sergio i Xabiego, ponieważ mieliśmy poczucie, jak powiedzieliśmy wcześniej w przypadku Claude'a Makelele, że są graczami zespołowymi i to w obszarze, który jest kluczowy dla wszystkich: w środku pola. To tam wszystko się liczy, zarówno w defensywie, jak i ofensywie.

"Jako anegdota, był czas w naszej historii, kiedy Xabi Alonso był zawodnikiem, który strzelił najwięcej bramek. Mam przez to na myśli, że nie był statycznym zawodnikiem, był bardzo dynamiczny i miał wielką inteligencję do gry. Jeśli mieliśmy wtedy jedno przekonanie, to było to, że Xabi Alonso i Sergio Busquets muszą grać".

Czy jesteś zaskoczony sukcesem, jaki odniósł z Bayerem Leverkusen?

"Przede wszystkim jestem bardzo szczęśliwy z powodu wszystkich tych, którzy są teraz trenerami. Na przykład Xavi Hernandez. Są w dobrych drużynach. Xavi był mistrzem LaLiga w zeszłym roku z Barcą, Xabi Alonso ma teraz praktycznie tytuł Bundesligi w zasięgu ręki".

"Nie każdy, kto był dobrym zawodnikiem, musi być dobrym trenerem, ale w ich przypadku myślę, że mają bardzo dobrą wiedzę na temat gry i tego, co muszą zrobić jako trener".

Głównym tematem wywiadu jest zarządzanie ludźmi, aby odnieść sukces, ale ostatecznie piłka nożna to także chwile: mówiłeś o znaczeniu Ikera przeciwko Bayerowi Leverkusen w 2002 roku, co możesz mi powiedzieć o tej obronie przeciwko Arjenowi Robbenowi w 2010 roku?

"Albo rzut karny, który obronił przeciwko Paragwajowi, przeciwko (Oscarowi) Cardozo. Co by się stało, gdyby Paragwaj strzelił tego gola? Zawsze powtarzam, że mieliśmy bardzo dobrych zawodników, że mieliśmy system gry dostosowany do wymagań tej drużyny, ale mieliśmy też szczęście".

Ale kiedy zdarza się to tak często, pojawia się pytanie, czy to naprawdę szczęście, nie sądzisz?

"Powiedziałem, że ich cechy są niezaprzeczalne, ale odrobina szczęścia też nie jest zła, prawda?".

No właśnie... Czy mecz z Włochami w finale Euro 2012 był najlepszym meczem Twojej drużyny? Nie wiem, czy pamiętasz, ale w marcu przed Mistrzostwami Świata 2010 odbył się mecz towarzyski z Francją, oczywiście tylko towarzyski, ale tego dnia było jasne, że Hiszpania będzie naprawdę trudnym przeciwnikiem w RPA.

"Tak, tak, to prawda, a stawka tamtego meczu była wysoka (Hiszpania przerwała 42-letnią passę porażek, pokonując Francję 2:0) i mierzyliśmy się ze świetną drużyną. To, co się dzieje, to to, że w oczach ludzi, kiedy wygrywasz tytuł, co nam się przydarzyło przeciwko Włochom, jest to łatwiejsze do zapamiętania".

"Ale tak czy inaczej, myślę, że najważniejszą rzeczą jest to, że przeciwko Włochom kontrolowaliśmy grę. Co więcej, nie mogliśmy pochwalić się strzeleniem wielu bramek, ale tego dnia przeciwko Włochom zdobyliśmy cztery. Kontrolowaliśmy grę i to nie tylko dlatego, że byliśmy w posiadaniu piłki, ale dlatego, że kontrolowaliśmy grę w defensywie i ofensywie przez cały mecz".

Po wygraniu wszystkiego przyszły Mistrzostwa Świata 2014 w Brazylii. Patrząc wstecz, czy popełniłeś jakieś błędy w tamtym roku? Czy musiałeś szanować starszych graczy, którzy dali Hiszpanii tyle chwały, aż do ostatniej możliwej chwili? Pamiętaj, że w 2014 roku pojawili się tacy gracze jak Koke, Isco i Thiago Alcantara...

"Nigdy nie wiemy, gdzie leży przed i po zawodnikach. Dziś Real Madryt mierzy się z kwestią przed i po (Tonim) Kroosie i (Luce) Modriciu; oczywiście wszystkie opinie są ważne, ale rzeczywistość jest taka, że występy Kroosa i Modricia w tej chwili są oszałamiające".

"Wtedy mieliśmy zawodników, którzy regularnie grali dla swoich klubów i to w najlepszy możliwy sposób. Kim byliśmy, by mówić, że nie są gotowi do gry w reprezentacji? To prawda, że ci młodzi ludzie przybyli w tamtym czasie, ale rzeczywistość jest taka, że mieli wtedy możliwość stopniowej integracji z drużyną narodową".

"Takie przejścia są ostatecznie bardzo trudne do zarządzania. Doszliśmy do wniosku, że byliśmy bardzo skupieni na naszych pomysłach, może to błąd, ale w tamtym czasie uważaliśmy, że to najlepsza rzecz dla drużyny".

Przejdźmy do teraźniejszości. Co sądzisz o możliwym przejściu Kyliana Mbappe do Realu Madryt i czy uważasz, że jest on w stanie wywrzeć wpływ na Hiszpanię?

"To świetny zawodnik, ale przybywa do drużyny, która obecnie gra bardzo dobrze. Z pewnością poprawi to, co już jest, ale bądź ostrożny... Real Madryt ma bardzo dobry skład. Nie możemy lekceważyć tych, którzy tam są. Przyjdzie do drużyny o ugruntowanej pozycji, która jest gotowa do gry, ale tak, nie ma wątpliwości, że wniesie swój dodatkowy akcent".

Mówi się, że Carlo Ancelotti jest bardzo podobny do ciebie. Czy uważasz, że jest on najlepszym trenerem, aby poradzić sobie z przybyciem Francuza do Madrytu, w szatni, w której (Jude) Bellingham, Vinicius Jr, Rodrygo i inne talenty ocierają się o siebie?

"Z zewnątrz mam wrażenie, że mają zdrową grupę zawodników, dobrą grupę. Wszyscy dobrze się dogadują, co jest bardzo ważne. I oczywiście sposób, w jaki Carlo zarządza drużyną, myślę, że jest idealny i robi to bardzo dobrze".

"Jestem zwolennikiem tego genu, zarządzania szatnią w ten sposób. Nie mówię, że to jedyny sposób na zarządzanie szatnią. Podstawą jest stworzenie idealnego środowiska pracy. O tym rozmawialiśmy wcześniej. Bez tego trudno jest wygrywać".