Atletico w środę rozbiło Barcelonę 4:0, a w szatni panowała świetna atmosfera. Los Colchoneros musieli pójść za ciosem także w lidze, jednak niespodziewanie tak się nie stało. Od zagrożonego spadkiem Rayo otrzymali trzy bramki i przegrali z tym zespołem w lidze po raz pierwszy od 17 spotkań, pierwszy raz od lutego 2013 roku.
Spotkanie, ze względu na zły stan murawy, gospodarze rozegrali na stadionie drugoligowego Leganes. W trzech ostatnich meczach LaLiga Atletico zdobyło tylko jeden punkt. Do lidera traci już aż 15 punktów, a dodatkowo przez gorszy bilans bramkowy spadło na czwarte miejsce. W takim tempie nawet udział w przyszłorocznej Lidze Mistrzów może być zagrożony.
"Straciliśmy LaLiga. Nie możemy przegrywać takich meczów. Nie możemy sobie pozwolić na taką grę, jaką pokazaliśmy. W ten sposób trudno będzie rywalizować. Nie wybiera się spotkań, w każdym trzeba dać z siebie wszystko i wygrać. Mam wrażenie, że tego nie robimy" - nie ukrywał frustracji Oblak.
Choć w małych derbach miasta Słoweniec puścił trzy gole, od Flashscore otrzymał notę 7,0 – co świadczy o jakości jego występu. Zanotował sześć udanych interwencji, ale nie pomogło to jego drużynie.
Oblak wyjaśnił też, czego trener Simeone oczekiwał od zawodników po drugim straconym golu, który padł tuż przed przerwą. "Poprosił nas, byśmy byli bliżej rywali, bo oba gole były bardzo podobne. W obu przypadkach źle broniliśmy. Zespół musi prezentować się dobrze w każdym meczu, ale tym razem nam się to nie udało" - westchnął bramkarz.
W porównaniu do sensacyjnego meczu z Barceloną, Simeone dokonał aż dziewięciu zmian w wyjściowym składzie. Jedną z nich było pozostawienie słowackiego reprezentanta Davida Hancko na ławce rezerwowych. Atletico będzie miało okazję poprawić sobie nastroje po niespodziewanej porażce w środowym meczu Ligi Mistrzów na stadionie Clubu Brugge.
