Po bardzo kosztownym potknięciu w Lidze Mistrzów Real miał za co rehabilitować się przed własną publicznością. Rayo jest co prawda mniejszym z derbowych rywali, ale nie raz pokazało, że potrafi silniejszym stanąć ością w gardle i głównym zadaniem było przejście „Królewskich” suchą stopą w niedzielę.
Sprawdź szczegóły meczu Real Madryt – Rayo Vallecano

Choć to na Realu spoczywała presja, początkowo szło jak po grudzie. Nie tylko już po kilku minutach gospodarze stracili kontuzjowanego Jude’a Bellinghama, ale też zespół z Vallecas pierwszy zbudował atak zwieńczony strzałem Iliasa Akhomacha. Sytuację uspokoiła dopiero sytuacja z 15. minuty, gdy Vinicius Junior przeszedł lewą stroną i samolubnie – za to jak udanie! – wykończył rajd uderzeniem pod poprzeczkę.
Widownia była przekonana o drugim golu już cztery minuty później, kiedy Arda Gulera błysnął bardzo dobrą akcją, a finalizujący ją Vini uderzył tuż obok słupka. I na tym atuty Realu w pierwszej połowie niestety się kończyły – chwilami prezentująca oczekiwany poziom drużyna potrafiła równie szybko tracić piłkę i dopuszczać Rayo do budowania swoich ataków.
Dopiero czerwień i karny uratowały twarz Realu
O potencjale gości przekonało się już wiele zespołów. Sam Real wygrał tylko jeden z pięciu ostatnich meczówl, a tym razem z czystym kontem pożegnał się wkrótce po powrocie z przerwy. W 49. minucie celny przerzut znalazł Alvaro Garcię w polu karnym, ten zgrał głową przed bramkę, a Jorge de Frutos z zadziwiającą łatwością minął Tchouameniego, by następnie z trudnej pozycji pokonać Courtoisa.
Goście wcale nie powiedzieli ostatniego słowa, bo do głosu dopuszczały ich błędy gospodarzy. Po stracie w 62. minucie sam na bramkę ruszył Andrei Ratiu. Wprowadzony sekundy wcześniej Gonzalo Garcia ruszył za nim, ale nie zdążył. Tylko zostawiona lewa noga Courtoisa zatrzymała próbę Rumuna!
Żeby w niewykorzystanych genialnych okazjach był remis, pięć minut później Kylian Mbappe musiał chować twarz w dłoniach ze wstydu. Dostał wymarzoną piłkę, Batalla wyszedł przed pole karne i dał się minąć Francuzowi. Musiał tylko zmieścić piłkę w pustej bramce, ale wróciła na boisko od poprzeczki i gola nie było!
W końcówce emocje przerosły Pathe Cissa, który w 80. minucie zarobił czerwoną kartkę za brutalne wejście w nogę Daniego Ceballosa. Choć zawodnik "Królewskich" zwijał się z bólu, to wstał i niemal natychmiast oddał piękny strzał na bramkę gości. Centymetrów brakło, by piłka wsunęła się przy słupku do siatki.
Grając w przewadze Real ruszył do walki, a Camavinga w 85. minucie trafił w słupek. Nic nie chciało wejść, dlatego widownia owacjami przyjęła aż 9 doliczonych minut. Później były już tylko gwizdy, bo każda minuta oznaczała kolejne zmarnowane okazje na przynajmniej oddanie groźnego strzału. Niewidoczny wcześniej Brahim Diaz dwukrotnie domagał się karnego i w 90+8. minucie się doczekał po faulu Mendy'ego. Rodrygo oddał piłkę Mbappe, a ten pokonał Batallę, ratując honor gospodarzy.
Z dziewięciu minut zrobił się ponad kwadrans, podczas którego Mbappe uderzał jeszcze raz, a Pep Chavarria zarobił drugą żółtą kartkę. Sędzia tracił kontrolę nad meczem i w końcu odgwizdał wygraną gospodarzy, wywalczoną w bardzo szczęśliwych okolicznościach.

