Pedro Rodríguex wyjaśnił powody swojej decyzji o zakończeniu kariery. "Myślę, że nadszedł czas na odpoczynek. Byłem mniej zmotywowany i miałem mniej chęci. Od kiedy zacząłem grać, zawsze byłem osobą rywalizującą i pracowitą, a już nie widziałem siebie w taki sposób. Nadszedł czas, by usunąć się na bok. Teraz chcę poświęcić się nowemu etapowi życia, przyjaciołom i rodzinie, która jest ważną częścią życia, choć często się dla niej poświęcasz”.
Urodzony na Teneryfie zawodnik spogląda wstecz i dostrzega wyłącznie powody do satysfakcji. "Zabieram ze sobą piękne i ważne liczby. Jestem szczęśliwy. Ostatecznie to w dużej mierze zasługa osób, które mi towarzyszyły: kolegów, trenerów... Jestem bardzo zadowolony i dumny z tego, jak potoczyła się moja kariera”.
Mówił również o swoich kolegach z drużyny. "Są bardzo ważni w codziennym życiu, spędza się z nimi mnóstwo czasu. Mam z nimi bardzo piękne wspomnienia, przez wiele lat dorastaliśmy razem. Dziś pojawili się tutaj wspaniali koledzy. Przyjechałem jako dziecko, a teraz spójrzcie na mnie. Jestem bardzo zadowolony z moich kolegów i niezwykle dumny. Byli dla mnie źródłem inspiracji. Wzorem do naśladowania”.
Nie zapomina jednak o początkach, które nie były łatwe. "Byłem dzieckiem z Teneryfy, a dotarcie do tak dużego miasta jak Barcelona, z dala od rodziny i przyjaciół, w innej kulturze... było trudne, ale ostatecznie okazało się piękne”.
Anglia i Włochy
Pedro wspominał również swój pobyt w Anglii. "Na początku gra w Premier League również kosztowała mnie wiele wysiłku. W Barcelonie obowiązywała bardzo jasno określona koncepcja gry, a kiedy tam przyjechałem, było niemal odwrotnie. Dla napastnika było to coś pięknego, ale początkowo również miałem trudności. Dobrze wszedłem w ten etap i był on bardzo udany, przyniósł też trofea... To było pięć lat pełnych radości i nauki”.
O Włoszech wypowiada się wyłącznie pozytywnie. "Włochy były ważnym krajem w mojej karierze. Przyjechałem tam jako doświadczony zawodnik, ale zawsze czułem sympatię kibiców, zwłaszcza Lazio. Pożegnanie z tym klubem, w obecności wszystkich kolegów i fanów, było piękne. To był idealny moment, by zamknąć wspaniałą karierę”.
Jeśli chodzi o przyszłość, mówi: "Będę tęsknił za wieloma rzeczami związanymi ze światem futbolu, przede wszystkim za dniem meczowym i rywalizacją. Pięknie jest czuć atmosferę rywalizacji, pasję kibiców i walczyć o cel. Ale teraz chcę cieszyć się rodziną. Przez wiele lat nie mogłem patrzeć, jak dorastają moje dzieci. Później zajmę się czymś związanym z futbolem: mogę zostać trenerem, agentem albo zagrać w jakimś meczu legend. Zawsze będę związany ze sportem, który jest naszą pasją”.
W żartobliwym tonie zdradził też, o co poprosił Xaviego, gdy ten prowadził Barcelonę. "Kiedy Xavi był trenerem, powiedziałem mu, żeby mnie zakontraktował, abym strzelił jednego karnego i zakończył karierę”.
Niespełnione marzenie
Opowiadał również o swoich trofeach i niedosycie, który wciąż mu towarzyszy. "Chciałbym zdobyć jeszcze więcej. Pozostaje we mnie zadra, że nie udało mi się wygrać niczego we Włoszech. Miałem szczęście grać z wielkimi gwiazdami. Jeśli miałbym wybrać jedno osiągnięcie, byłoby to niemożliwe: mistrzostwo świata, Liga Mistrzów...”
Pedro nie chce udzielać rad rozpoczynającym kariery. "Nie mam żadnych rad dla młodych zawodników. Lamine, Cubarsí, Pedri, Fermín... wszyscy grają znakomicie. Oby nadal dostarczali nam radości. Mogą występować na tym poziomie przez dziesięć lub 15 lat i cieszyć kibiców”.
Urodzony na Teneryfie zawodnik zapewnia, że odchodzi szczęśliwy dzięki uznaniu, jakim się cieszył. "Ogólnie rzecz biorąc, ludzie bardzo mnie kochali. Być może nie byłem aż tak medialny i rozpoznawalny, ale jestem zadowolony ze wszystkiego, czego dokonałem. Kiedy koledzy wypowiadają się o tobie tak dobrze... Czułem sympatię i uznanie ludzi”.
Wspomniał również o Guardioli. "Był moim mentorem i trenerem, który korygował mnie najczęściej. Grałem w drugiej drużynie, strzelałem dwa gole, a on zapraszał mnie do swojego gabinetu i mówił, że zagrałem fatalnie. Wiele nauczyłem się na poziomie zawodowym i dlatego tak go wyróżniam. Del Bosque był dla mnie bardzo ważną osobą, dawał mi rady i dodawał pewności siebie. Pep i Tito to dwaj trenerzy, którzy nauczyli mnie najwięcej w karierze”.
