W inauguracyjnej kolejce Ligi Europy Lech Poznań miał najwyższy wskaźnik goli oczekiwanych wśród zespołów, które nie zdołały zdobyć gola. W 2. kolejce gospodarze celowali wyżej niż w „statystyki pocieszenia”, choć rozpędzony Bayer Leverkusen wydawał się niemal pewniakiem do wygranej.
Sprawdź szczegóły meczu Lech – Bayer
W otwierających minutach nie było wątpliwości: Aptekarze rozdawali karty i dopiero rzut wolny w 9. minucie pozwolił Lechowi wyjść na dłuższą chwilę z własnej połowy. Widać było nerwy (błędy, straty), ale w 11. minucie udało się zbudować atak o dużym potencjale. Patrik Walemark doskonale rozegrał piłkę od Joela Pereiry, przerzucając ją do niekrytego Ishaka. Szwed przesadził, piłka nad bramką.
Moment później mistrz Polski doznał bolesnej straty – Wojciech Mońka doznał kontuzji i zmienił go Terry Yegbe. Po drugiej stronie Terriera w analogicznej sytuacji musiał zastąpić Patrik Schick, a gdy kibice odwrócili się "robić Poznań", próbę ataku Lecha zniweczyło uruchomienie spryskiwaczy.
Szkoda, bo kolejnym akcentem była niepokojąco kozłująca główka Gutierreza, na szczęście nad poprzeczką. Sekundy później Maza nastrzelił Yegbe w rękę i po długiej analizie VAR doszło do wskazania na wapno. Schick poradził sobie bez żadnego problemu, posyłając Lisa w drugą stronę.
Pechowy obrót zdekoncentrował gospodarzy i momentalnie doszło do kolejnego ciosu. Tella mocnym strzałem zmusił Lisa do wybicia piłki, a przejął ją Malik Tillman. Dwóch piłkarzy Lecha go nie zatrzymało (Gurgul wprost oddał piłkęprzy próbie wybicia) i z bliska dopchnął do siatki na 2:0 już w 29. minucie.
W 36. minucie Patrik Walemark dał sygnał do ataku jadowitym uderzeniem z ponad 20 metrów, które Flekken "wypluł" przed siebie. Zanim koledzy mogli myśleć o pójściu za ciosem, Leverkusen przeniosło grę na drugą połowę, wywalczyło rzut rożny, a po nim… znowu karny! Tym razem Skrzypczak zawinił, popychając Schicka w szesnastce. Czech znów podszedł i wykonał wyrok. Do przerwy Lech został zgaszony.
Po zmianie stron goście nie musieli naciskać, już mieli na tablicy satysfakcjonujący wynik. Przede wszystkim jednak nie mieli się kogo bać. Nawet trzy zmiany w drużynie gospodarzy nie odwróciły biegu gry – Andrich strzelał w 64. minucie (Lis łapał), a trzy minuty później rzut rożny skończył się główką obok bramki Lisa.
Niezależnie od liczby minut w nogach Bayer wyglądał na zespół grający o tempo szybciej i jeszcze w 87. minucie z łatwością Tillman doszedł do strzału blokowanego ofiarnie przez Kozubala. Dwie minuty później nikt już nie zatrzymał gości, gdy Tillman wygrał przebitkę z Yegbe. Dogranie do Moreiry i koleżeńskie odegranie tegoż do Mazy, który z wielkim spokojem pokonał Lisa, zamykając wynik meczu.

