Do niefortunnej interwencji Lewandowskiego doszło w 44. minucie, gdy przypadkowo skierował piłkę do własnej bramki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego gospodarzy. Z kolei w 71. Polak ustalił wynik spotkania, wykorzystując podanie od Anglika Marcusa Rashforda.
"Mam dwie bramki: w pierwszej i drugiej połowie, więc jest okej. Widziałem, że już wcześniej piłki były wrzucane na bliższy słupek i mieliśmy z tym problem. Chciałem pomóc, ale tak naprawdę nie do końca wiem, gdzie ta piłka się odbiła, jak ona w ogóle wpadła do bramki. Czasami tak bywa, ale... kolejna bramka, można ją sobie zaliczyć" - powiedział z uśmiechem Lewandowski na antenie telewizji Canal+ Extra.
Samobój był trafieniem na 2:2 i taki wynik utrzymał się do przerwy. W drugiej połowie gole zdobywała już tylko Barcelona.
"Trzeba było się zaadaptować do tych warunków, do miejscowych temperatur, ale też do boiska. To nie jest normalne, żeby grać przy minus siedmiu, ośmiu stopniach. W drugiej połowie złapaliśmy już właściwy rytm, mieliśmy to bardziej pod kontrolą. Wygraliśmy, strzeliliśmy cztery bramki, więc plan wykonany" - stwierdził zdobywca 106 bramek od początku kariery w Lidze Mistrzów.
W dotychczasowych sześciu kolejkach trwającego sezonu Lewandowski nie miał jednak ani jednego trafienia. Przyznał, że tego wieczoru poczuł ulgę.
"We wcześniejszych meczach tych sytuacji za wiele nie było, a dzisiaj już trochę więcej strzałów. Z każdą minutą czułem się coraz pewniej na boisku, zaadaptowałem się do warunków i coraz łatwiej mi się grało. Można powiedzieć: „Uff!”, bo jest kolejna Liga Mistrzów z bramką. Mam nadzieję, że teraz już pójdzie z górki i będzie dużo łatwiej" – zakończył Polak.
Przed ostatnią kolejką, która zostanie rozegrana w następną środę, Barcelona ma 13 punktów i jest na dziewiątej pozycji. Aby awansować bezpośrednio do 1/8 finału musi zakończyć fazę ligową w pierwszej ósemce. Zespoły z lokat 9-24 będą walczyć o tę rundę w barażach.
