Van Dijk po niedawnym mundialu pozostawił swoją przyszłość w reprezentacji otwartą. Najpierw chciał odpocząć z rodziną, a potem porozmawiać z nowym trenerem. To właśnie rozmowa z Xavim miała kluczowy wpływ na jego decyzję.
"Co mi powiedział? Że jestem Virgilem van Dijkiem. Chodzi o zaufanie, uznanie i o to, jak ważny jesteś dla drużyny" – wyjaśnił. Pod względem fizycznym nie miał żadnych wątpliwości, ale dla niego kluczowe było poczucie zaufania i radości z gry w reprezentacji.
To właśnie uznanie było według Van Dijka w ostatnim czasie tematem, przez który rozważał dalszą grę. "Wewnątrz drużyny mi tego nie brakowało, ale na zewnątrz już dość często. Zauważam różnicę między Holandią a resztą świata w tym, jak na mnie patrzą", powiedział.
Podczas urlopu zastanawiał się więc także nad tym, jak jego gra dla Oranje jest odbierana przez opinię publiczną. "Chcę być oceniany tak samo jak inni zawodnicy i mam wrażenie, że tak nie jest", stwierdził. Van Dijk jednocześnie zaprzeczył, jakoby wizja setnego występu w kadrze miała decydujące znaczenie przy podejmowaniu decyzji, choć zdaje sobie sprawę z wyjątkowości tego osiągnięcia. Obecnie ma na koncie 96 meczów w narodowych barwach.
"Chciałem po prostu odpocząć, porozmawiać z bliskimi i z selekcjonerem. Ale sto meczów w reprezentacji to nie jest coś, czego wielu piłkarzy może dokonać, jestem tego świadomy", podkreślił kapitan Holandii.
W wieku 35 lat Van Dijk stara się utrzymać najwyższy poziom przede wszystkim dzięki konsekwentnej dbałości o swoje ciało. "Regeneracja, dobry sen, zdrowa dieta. Otaczać się odpowiednimi ludźmi. Dobrze o siebie dbać" – opisał swoją rutynę. Przyznał też, że poprzedni sezon był wyjątkowo wymagający. Mimo to chce grać dalej: "Najpiękniejsze jest być tutaj jako kapitan Oranje. To największe osiągnięcie, jakie można zdobyć".
