Przy ulewnym deszczu mecz rozpoczął się od bardzo agresywnego i intensywnego pressingu FC Porto, które szukało błędów rywali. W siódmej minucie niecelne podanie Fukuiego pozwoliło Williamowi Gomesowi ruszyć z kontrą, wypuścił Pepe w pole karne, który po minięciu Arruabarreny próbował zdobyć bramkę, ale bramkarz wyciągnął się i wybił piłkę na rzut rożny. Arouca uspokoiła sytuację dłuższym utrzymywaniem się przy piłce na połowie rywala, a "Smoki" nie miały nic przeciwko cofnięciu się, by się zabezpieczyć i potem atakować z większą dynamiką.
W 30. minucie Arruabarrena znów musiał interweniować, broniąc strzał z dystansu Gabriego Veigi, a chwilę później popisał się w sytuacji sam na sam z Williamem Gomesem, zatrzymując uderzenie napastnika z Brazylii, który odebrał piłkę Fontanowi – a obok miał jeszcze Andre Silvę gotowego do dobitki. Tuż przed przerwą urugwajski bramkarz złapał główkę Froholdta, kończąc pierwszą połowę na bardzo wysokim poziomie.
Po 45 minutach FC Porto miało na koncie cztery dobre okazje bramkowe przy 11 strzałach, podczas gdy Arouca oddała tylko jedno celne uderzenie – główkę Barbero prosto w Diogo Costę. Gabri Veiga miał do przerwy pięć wykreowanych okazji według danych Opta.
Do trzech razy sztuka
Bez zmian po przerwie "Smoki" od razu ruszyły do ataku: Pepe uderzył nad poprzeczką po długim podaniu, Alberto Costa stracił bramkę z powodu faulu na Arruabarrenie, a chwilę później Pepe główkował w poprzeczkę. W kolejnych akcjach Kiwior trafił pięknym wolejem z dystansu, ale jego gola i radość cofnął VAR, uznając, że Andre Silva, będąc na spalonym, miał wpływ na sytuację. Dwa anulowane gole i strzał w poprzeczkę w ciągu około 20 minut.
Przy rozgrzanym Estedio do Dragao Vasco Seabra próbował zrównoważyć zespół, wpuszczając Pabla Gozalbeza i Dylana Nandina. Niewiele jednak można było zrobić. W końcu w 67. minucie William Gomes ruszył na obrońców, ściął do środka i zamiast strzelać, podał do Veigi, który wbiegał z drugiej strony. Przyjęcie kierunkowe Hiszpana pozwoliło mu wejść w pole bramkowe i subtelnym dotknięciem posłał piłkę między nogami bramkarza, przełamując wreszcie opór Urugwajczyka.
Zaraz potem Gabri Veiga obsłużył Froholdta w centrum pola karnego, Duńczyk oddał groźny strzał, ale Arruabarrena znów popisał się świetną interwencją. Farioli wprowadził Deniza Gula, Borję Sainza i Hwanga In-beoma, by lepiej kontrolować przewagę wobec wejść Pedro Santosa i Briana Mansilli. Gospodarze mieli jasny plan: oddać piłkę Arouce i szukać kontrataków.
Borja nie zwalnia tempa
W jednej z takich akcji Deniz Gul idealnie obsłużył Borję Sainza w polu karnym, Hiszpan opanował piłkę, ale przy próbie wykończenia Arruabarrena "połknął" strzał i złapał odbitą piłkę. Skrzydłowy jednak zrewanżował się minutę później, w niemal identycznej sytuacji. Tym razem różnica polegała na tym, że wykończył dośrodkowanie Pepe z pierwszej piłki i przypieczętował trzy punkty. To drugi mecz z rzędu, w którym Hiszpan trafia do siatki – przełamał bowiem strzelecką niemoc w poprzedniej kolejce, która trwała od grudnia 2025 roku.

Do końca spotkania Arouca rzuciła się do ataku, by uratować choć punkt, ale Djouahra zmarnował najlepszą okazję "Wilków", posyłając piłkę nad poprzeczką.
Jakub Kiwior rozegrał całe spotkanie, z kolei Jan Bednarek zagrał do 88. minuty. W tym sezonie ligowym defensywa dowodzona przez polskich obrońców nie straciła jeszcze ani jednego gola. Oskar Pietuszewski wciąż znajduje się poza kadrą Porto z powodu kontuzji.
