Rennes po trudnym meczu pokonało Angers 2:1 na Roazhon Park, zdobywając niezwykle cenne trzy punkty w walce o europejskie puchary i wyraźnie wzmacniając swoje aspiracje do gry w Lidze Mistrzów.
Drużyna z Bretanii rozpoczęła sobotni mecz bez Polaków w składzie, ale od początku narzuciła swoje tempo i zepchnęła rywali do defensywy. Prowadzenie przyszło po szczęśliwym zdarzeniu – samobójczym golu Louëra po ofensywnej presji w 12. minucie. Pechowiec otworzył wynik spotkania kontrolowanego przez gospodarzy.
Rennes nie zwalniało tempa i podwyższyło prowadzenie za sprawą Mousy Tamariego, który wykorzystał szybkie rozegranie akcji wykończone precyzyjną podcinką Rongiera, zaskakując Koffiego w 25. minucie. Do przerwy wynik 2:0 odzwierciedlał wyraźną przewagę gospodarzy.

Po zmianie stron obraz gry się zmienił. Angers wykorzystało chwilowy spadek koncentracji Rennes i zdobyło bramkę kontaktową po kontrataku, którego autorem był Peter. To trafienie ożywiło mecz, a na ostatnie 20 minut pojawili się Sebastian Szymański i Przemysław Frankowski.
Od tego momentu Rennes straciło pewność siebie, a Angers zaczęło wyraźnie przeważać. W 79. minucie goście uzyskali rzut karny po wejściu Frankowskiego w rywala, choć powtórki wskazały, że kontakt był dyskusyjny. Polak zapierał się, że nie faulował, ale VAR podtrzymał decyzję. Jednak z 11 metrów Amine Sbaï nie zdołał pokonać świetnie broniącego Birce'a Samby, który uratował gospodarzom zwycięstwo w 82. minucie.
W końcówce goście próbowali jeszcze doprowadzić do wyrównania, ale Rennes wytrzymało napór i dowiozło do końca cenne zwycięstwo. Te trzy punkty mają ogromne znaczenie w walce o europejskie puchary i potwierdzają, że bretońska drużyna jest jednym z głównych kandydatów do gry w Lidze Mistrzów. Rennes wskakuje na piątą pozycję, korzystając z poważnej wpadki Monaco (1:4 z Paris FC).

