Legenda Meksyku Pavel Pardo o wielkiej szansie mundialu i... o Lewandowskim w Chicago

Legenda meksykańskiej piłki Pavel Pardo w ekskluzywnej rozmowie z Flashscore
Legenda meksykańskiej piłki Pavel Pardo w ekskluzywnej rozmowie z FlashscoreČTK / imago sportfotodienst / Hansjürgen Britsch

Pavel Pardo zdobył mistrzostwo Niemiec ze Stuttgartem i reprezentował Meksyk na dwóch mundialach. Gdy El Tri w efektownym stylu awansowali do 1/8 finału, były pomocnik usiadł z Flashscore, by porozmawiać o obecnym turnieju, błyskawicznym rozwoju Gilberto Mory, historii odkupienia Raula Jimeneza, a nawet o decyzji Roberta Lewandowskiego, by wybrać Chicago.

Jak przeżywasz ten mundial i jakie miałeś oczekiwania przed jego rozpoczęciem?

Mundial to mundial – wszyscy wiemy, jak wielkie ma znaczenie na świecie. Meksyk jest gospodarzem po raz trzeci, po turniejach w 1970 i 1986 roku. Miałem dokładnie 10 lat, gdy z ojcem poszedłem na mecz w Guadalajarze – Brazylia kontra Polska. W tym roku kończę 50 lat, więc dla mnie to drugi mundial jako piłkarza, a dla wielu Meksykanów trzeci, dla innych pierwszy w życiu.

Bycie gospodarzem po raz trzeci to coś, co trzeba przeżyć, by zrozumieć. Dla piłkarza to największe uczucie – reprezentować swój kraj. Jako kibic wyobraź sobie, że przyjmujesz miliony ludzi z różnych krajów i kultur, pokazując światu, jacy naprawdę są Meksykanie: serdeczni, uczciwi ludzie. Niestety, w wiadomościach często pokazuje się tylko tę złą stronę, ale każdy kraj ma swoje dobre i złe strony. Uważam, że Meksyk pokazał światu prawdziwą gościnność, kreatywność, radość, pasję i miłość do przyjmowania innych.

Czy jakaś drużyna szczególnie cię zaskoczyła?

Maroko to zespół, który bardzo mi się podoba. Byli mistrzami Afryki i dotarli do półfinału ostatniego mundialu. To drużyna budowana w ramach projektu, z piłkarzami grającymi w najlepszych ligach Europy. Podobała mi się ich forma i ciągłość, sposób gry, ich wertykalność. Francja też doskonale wie, co reprezentuje, mając zawodników kluczowych na poziomie Ligi Mistrzów. Poza tymi dwoma zespołami, choć bez fajerwerków, Norwegia prezentuje się solidnie i gra dobrą piłkę.

Ostatnie wyniki Meksyku
Ostatnie wyniki MeksykuFlashscore

A twój Meksyk? Awansował do 1/8 finału, prezentując solidną grę. Co najbardziej podobało ci się w tej drużynie?

Najbardziej podobało mi się to, że drużyna wyszła z grupy, grając naprawdę dobrze. W krótkim turnieju piłka nożna to kwestia momentów i trzeba je wykorzystać. Raul Jimenez jest w świetnej formie, waleczny. Julian Quinones również imponuje. To ten sam Quinones, którego widzieliśmy strzelającego gole dla Atlasu, Ameriki, a potem w Arabii Saudyjskiej. Ten nieprzewidywalny, silny, zdecydowany Julian wrócił.

Widzę też bardzo zjednoczoną grupę. To już nie kwestia jednego czy dwóch zawodników – liczy się cały zespół. Meksyk potrzebował w tym turnieju najlepszego od niemal wszystkich swoich piłkarzy i każdy z nich się sprawdził. To pokazuje, że każdy może wyjść w pierwszym składzie. To zawsze cel trenera: mieć 23 zawodników gotowych do gry na wysokim poziomie.

Co znaczy dla ciebie widzieć Raula Jimeneza znów jako lidera ataku po wszystkich przejściach w jego karierze?

Bardzo dużo. Podobnie jak w przypadku Juliana Quinonesa, wracamy do tego, że piłka nożna to kwestia momentów. Raul miał świetny okres w Anglii, a za każdym razem, gdy strzelał lub asystował w kadrze, prezentował wysoki poziom. Teraz przejął rolę lidera, co ma jeszcze większe znaczenie po tym, co go spotkało – kilka miesięcy temu zmarł jego ojciec, z którym miałem dobrą relację.

Znam dobrze historię Raula i jego rodziny, naprawdę się z niego cieszę. Po wszystkich kontuzjach, brak udziału w mundialu bardzo go zabolał. Dziś niesie na sobie ciężar przywództwa i jest prawdziwą ostoją tej reprezentacji.

Mistrzostwa Świata 2026: Meksyk - Anglia (zapowiedź wideo)
Flashscore

Jak oceniasz dziedzictwo Guillermo Ochoi w meksykańskiej piłce?

Jest ogromne. Wyobraź sobie, że bierzesz udział w sześciu mundialach. Poznałem go w Americe; to był krótki okres, ale zawsze lubiłem ćwiczyć rzuty wolne, a inni bramkarze z młodzieżowych drużyn mówili, że mają już dość. Więc Memo Ochoa został moim partnerem do ćwiczenia wolnych. Znam go od bardzo młodego wieku, od kiedy miałem 17 lat. Graliśmy razem w Americe i w reprezentacji. To była długa droga i zaszczyt mieć takiej klasy meksykańskiego bramkarza.

Przejdźmy do dużo młodszego nazwiska – 17-letni Gilberto Mora. Gdzie wisi jego sufit?

Zachowując proporcje i z pełnym szacunkiem – kiedy oglądało się Xaviego czy Iniestę, widziało się tę klarowność, spokój, wizję i inteligencję. To samo widzę dziś u Gilberto Mory. To piłkarz, który jest spokojny na boisku, pojawia się w odpowiednich miejscach, dobrze przyjmuje piłkę, drybluje kiedy trzeba, podaje kiedy trzeba i strzela, gdy powinien.

Przez takich zawodników płynie gra – znajdują przestrzeń dzięki inteligencji, przez co futbol wydaje się prosty, jak u Xaviego i Iniesty. Uważam, że Mora jest skazany na wielkie rzeczy, a może pomaga mu też to, że nie ciąży na nim zbyt duża presja.

Gilberto Mora z Meksyku podczas meczu z Ekwadorem
Gilberto Mora z Meksyku podczas meczu z EkwadoremReuters / Raquel Cunha

Chciałbyś zobaczyć go w jednej z czołowych lig Europy?

Chciałbym go tam zobaczyć – czy to w Hiszpanii, czy w Niemczech, bo te ligi bardzo by mu pasowały. Nie wykluczam też Premier League, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne i wszystko, co prezentuje jako piłkarz.

Meksyk nie stracił jeszcze gola na tym mundialu. Czy solidność defensywna to największy atut tej drużyny?

Znamy zespoły Javiera Aguirre. Ma przy sobie Rafę Marqueza, który odpowiada za organizację defensywy. Drużyny Aguirre zawsze zaczynają od porządku – czy to w Hiszpanii, czy gdzie indziej – są dobrze ustawione i trudne do pokonania. Ten Meksyk jest poukładany taktycznie i nie stracił bramki.

Moja teoria jest taka, że jeśli nie tracisz goli, to zawsze masz szansę na zdobycie bramki – w każdym meczu pojawią się dwie, trzy okazje i wtedy trzeba być skutecznym. Uważam, że Meksyk robi to bardzo dobrze.

Co wniósł Javier Aguirre do drużyny po powrocie?

Doświadczenie. Sam mówił na konferencjach prasowych, że to jego trzeci mundial i jest bardziej spokojny. Więcej doświadczenia i więcej lat to mądrość, spokój i cierpliwość w podejmowaniu decyzji, I to właśnie przekazał drużynie: opanowanie i pewność. Ale wiemy też, że lubi, gdy jego zespoły mają serce, walczą, biegają – to także pokazuje ta drużyna: charakter, walkę, a w ostatnim meczu także prawdziwą jakość piłkarską.

Czy widzisz Rafę Marqueza jako przyszłego następcę Aguirre w kadrze?

Taki jest plan. Rafa Marquez odszedł z Barcelony, by być blisko reprezentacji, być częścią tego projektu i w przyszłości przejąć stery. Chwalę federację, bo po raz pierwszy pomyślała o projekcie długofalowym, czego wcześniej brakowało. To mądre, by byli piłkarze, w tym przypadku trenerzy, wnosili doświadczenie z boiska na ławkę. To bardzo ważne – przekazywać zawodnikom zarówno wiedzę taktyczną, jak i doświadczenie z gry.

Od dawna w Meksyku mówi się o słynnej barierze "piątego meczu" na mundialach. Czy ta generacja jest gotowa przejść do historii?

Myślę, że tak. Za każdym razem, gdy udzielam wywiadu – w Meksyku czy gdzie indziej – pada pytanie o ten piąty mecz. Zawsze odpowiadam, że trzeba zmienić narrację. Najważniejsze to iść krok po kroku, wygrać pierwszy mecz... to jest kluczowe. Dopiero potem można rozmawiać, czy to będzie piąty, czwarty czy szósty mecz.

Czego nauczyłem się od Niemców, którzy już odpadli, to mentalności zwycięzcy – podchodzenia do każdego meczu osobno. To właśnie pokazuje Meksyk. Nie ma znaczenia, czy to będzie piąty czy szósty mecz – idziemy krok po kroku i robimy to, co działało do tej pory.

Meksyk w 1/8 finału z Anglią

Jakiego meczu spodziewasz się przeciwko Anglii?

Spodziewam się czegoś podobnego jak w meczu z Ekwadorem – dobrze zorganizowanego, trudnego spotkania, które może rozstrzygnąć się przez błąd, chwilę nieuwagi albo indywidualny błysk. Myślę, że zobaczymy, jak Meksyk będzie się rozkręcał, podobnie jak z Ekwadorem: budując grę przez pierwsze 20 minut do przerwy na wodę, wykorzystując ten moment, wsparcie kibiców i atmosferę, jaką tworzy stadion.

Po raz pierwszy czuję, że cała nacja, nie tylko kibice, jest zjednoczona z tą drużyną. Jako piłkarz nie zawsze się to czuje, ale energia na Aztece jest niepowtarzalna, nie znajdziesz jej nigdzie indziej na świecie.

Procentowe szanse na zwycięstwo wg Opta
Procentowe szanse na zwycięstwo wg OptaOpta by StatsPerform

Pojawiają się głosy, że Anglia nie pokazała jeszcze swojego najwyższego poziomu. Zgadzasz się z tym?

Zgadzam się w pełni. Z całym szacunkiem, Anglia nie pokazała poziomu, jakiego wszyscy oczekiwali. Wygrywała dzięki kluczowym zawodnikom, takim jak Harry Kane, i wykorzystywała kluczowe momenty. To zawsze ważne – mieć piłkarzy, którzy potrafią rozstrzygnąć mecz. Uważam, że Meksyk ma tu wielką szansę. To będzie trudne, ale patrząc na grę Meksyku, energię i impet, to jest ich moment. Teraz albo nigdy. Mają też sprzymierzeńca – Estadio Azteca w Meksyku, gdzie pasja jest niesamowita.

Czyli to Anglia powinna się martwić, a nie Meksyk?

Myślę, że Anglia powinna martwić się, by nie stracić gola na początku. Gdy wiesz, że rywal ruszy na ciebie od pierwszych minut, musisz przetrwać ten początek, pierwsze 20 minut. To klucz dla Anglii. Meksyk to drużyna techniczna, dobrze operuje piłką, jest dobrze ustawiona, świetnie rozgrywa i wymienia podania, co już pokazała. Jeśli Meksyk to utrzyma, może awansować i wygrać ten mecz.

Grałeś na dwóch mundialach, w Niemczech i Francji. Co czuje piłkarz, słysząc hymn przed meczem mistrzostw świata?

W głowie pojawia się mnóstwo myśli. Wszystkie marzenia z dzieciństwa, gdy oglądałeś kadrę w telewizji i śniłeś, by kiedyś tam być. Potem jako piłkarz doświadczasz, jak kibice oddają się drużynie, jak cały kraj żyje reprezentacją. Nie ma słów, które oddałyby te emocje. To wielkie szczęście móc tego doświadczyć jako reprezentant kraju. Emocje, które rodzą się od najmłodszych lat, nadzieja, by kiedyś zagrać na mundialu. Powtarzam to – jesteśmy uprzywilejowani i dumni, że możemy grać dla swojego kraju. To najważniejsze dla każdego piłkarza.

Co jest najtrudniejsze na mundialu, aspekt fizyczny czy mentalny?

Myślę, że mentalny, bo wszystko jest ze sobą powiązane. Gdy jesteś w dobrej kondycji psychicznej, możesz być zmęczony, ale i tak dasz z siebie więcej. Zmotywowana drużyna biega więcej, walczy o każdą piłkę. Oczywiście regeneracja jest ważna, ale to głowa sprawia, że szybciej wracasz do formy. Jeśli dobrze zarządzasz zmęczeniem fizycznym, osiągasz to, czego chcesz.

Wspomnienia z Bundesligi i mistrzostwo ze Stuttgartem

Przejdźmy do twojego okresu w Bundeslidze. Byłeś jednym z pierwszych Meksykanów, którzy zdobyli tytuł mistrza Niemiec. Co było najtrudniejsze po przyjeździe do Niemiec?

Myślę, że najtrudniejsze było przekonanie ludzi, że dwóch Meksykanów – Ricardo Osorio i ja – pasuje do Bundesligi, trudnej ligi, innej kultury, innego klimatu. Pamiętam naszą pierwszą konferencję prasową w Stuttgarcie – około 50 dziennikarzy – i pierwsze, co im powiedziałem, to że przyjechaliśmy tu po zwycięstwo.

Powiedziałem im: oczywiście znam tę ligę, znam Bayern Monachium, Borussię Dortmund, Schalke, Bremę, Hamburg, Leverkusen – te wszystkie drużyny zawsze walczą na szczycie. Nie nazwałbym tego przeszkodą – to była dla mnie motywacja. 

Przyjechałem z ogromną chęcią zwycięstwa, skupiony na spełnianiu marzeń o grze w Europie i rywalizacji z najlepszymi. Dziennikarze pytali, czy język będzie trudny, czy zima będzie ciężka, a ja odpowiadałem, że nie obchodzi mnie, czy to niemiecki, rosyjski, japoński czy chiński, ani jak bardzo będzie zimno – jestem tu, by odnieść sukces.

Sama piłka była też inna – dużo szybsza, intensywniejsza, piłka praktycznie się nie zatrzymuje, jak bywa w innych ligach. Na początku myślałem: poczekajmy, zwolnijmy, niech piłka przejdzie przez środek pola, żeby złapać oddech. Do tego trzeba było się przyzwyczaić, ale kluczowe było nastawienie – zarówno moje, jak i Ricardo Osorio. Głód sukcesu.

Fernando Meira (w środku), Pavel Pardo (z lewej) i Ricardo Osorio (z prawej) świętują mistrzostwo ze Stuttgartem w 2007 roku
Fernando Meira (w środku), Pavel Pardo (z lewej) i Ricardo Osorio (z prawej) świętują mistrzostwo ze Stuttgartem w 2007 rokuBernd Weissbrod / EPA / Profimedia

W sezonie 2006/07 zdobyłeś mistrzostwo Niemiec z VfB Stuttgart. Jakie masz wspomnienia z tamtego sezonu i kiedy uwierzyłeś, że możecie wygrać?

Uwierzyłem, gdy Ricardo Osorio powiedział kolegom, że jeśli zimą będziemy w czołowej czwórce, mamy realną szansę walczyć o tytuł. To było moje marzenie i dzięki Bogu zajęliśmy pierwsze miejsce. Potem, od stycznia do maja, drużyna cały czas szła do przodu i pomyślałem: jesteśmy gotowi walczyć o mistrzostwo. Decydujący moment przyszedł w przedostatnim meczu, w Bochum, podczas równoczesnych derbów Schalke z Borussią Dortmund...

Schalke było nad nami, potem my nad nimi – wszystko zmieniało się o jeden punkt. Pamiętam, że pomyślałem: jeśli wygramy w Bochum, mamy wielką szansę, bo nie wierzyłem, że Schalke pokona Borussię Dortmund. To był kluczowy moment, gdy Timo Hildebrand wybił piłkę niemal z linii bramkowej. Pomyślałem: nikt nam już tego tytułu nie odbierze. To są te zagrania, które decydują o mistrzostwie. W ostatnim meczu graliśmy u siebie z Energie Cottbus, przegrywaliśmy, ale ostatecznie zdobyliśmy tytuł.

Dostałeś przydomek "szef" lub "dowódca". Skąd się wziął – od dziennikarzy czy z szatni?

Od obu stron. Pojawił się zarówno w szatni, jak i od dziennikarzy. Dla mnie to powód do dumy, bo wokół dwóch Meksykanów w Niemczech, innej kultury, surowej zimy, narosły oczekiwania. Myślę, że to wynikało z energii, którą wnieśliśmy, z rozpędu po mundialu 2006, który przenieśliśmy do Stuttgartu. Za każdym razem, gdy tam wracam, wciąż jestem pamiętany jako mistrz Bundesligi i to zostanie ze mną na zawsze – zwłaszcza z nadzieją, że zostawiłem po sobie trwały ślad.

Ricardo Osorio i ja powtarzaliśmy: w Meksyku nas znają, ale tutaj jesteśmy nikim. Wspólnie to przezwyciężyliśmy i zawsze mówię, że jeśli wkładasz wysiłek i poświęcenie, a Bóg ci pomaga, wszystko się układa.

Opowiedz o tamtej szatni Stuttgartu – z Mario Gomezem, Khalidem Boulahrouzem, Cacau, a później Samim Khedirą. Kto był liderem, a kto żartownisiem?

To ciekawe – naszymi żartownisiami byli dwaj Szwajcarzy: Marco Streller i Ludovic Magnin – obaj bardzo pogodni. Ricardo Osorio był większym żartownisiem ode mnie – ja byłem spokojniejszy, bardziej skupiony. On żartował po hiszpańsku, a ja mówiłem: Ricardo, oni cię nie rozumieją. Ale on upierał się, że rozumieją. Panowała prawdziwa koleżeńska atmosfera. Mieliśmy Fernando Meirę jako kapitana, Brazylijczyków, więc całą latynoską grupę razem z Meksykanami i Portugalczykami – stąd nauczyłem się trochę portugalskiego. Byli też piłkarze z Wybrzeża Kości Słoniowej, z Francji. To była prawdziwa mieszanka, a Niemcy byli raczej spokojni i powściągliwi.

Pewnego dnia powiedziałem Ludovicowi Magninowi, że nie jest prawdziwym Europejczykiem – należy do nas, jest praktycznie Meksykaninem, biorąc pod uwagę, ile radości wnosił. Ale prawdziwym kluczowym ogniwem tej drużyny był Marcus Babbel – mistrz Europy z Niemcami, triumfator z Liverpoolem i wielokrotny mistrz z Bayernem Monachium. Miał wtedy około 34-35 lat i od początku trener powiedział mu, że nie zawsze będzie grał w pierwszym składzie, bo chce dać szansę młodemu Serdarowi Tasciemu. Babbel odpowiedział po prostu: "Szefie, jestem do dyspozycji".

Dla mnie to był kluczowy element tej drużyny. Po zdobyciu tytułu podziękowałem mu osobiście, bo mając już na koncie wszystko, wciąż wykazywał się pokorą – trenował pierwszy, przychodził pierwszy, wspierał i doradzał Tasciemu, gdy ten wchodził do składu. To mówiło wszystko o jego wartości. Nigdy nie widziałem u niego złego nastawienia ani spóźnienia. Zawsze był pierwszy na treningu, nawet na porannych zajęciach, a Niemcy brali z niego przykład. Mario Gomez dopiero wtedy się rozkręcał – miał ogromny talent i głód sukcesu. Połączenie młodości i doświadczenia dało nam silny zespół.

Na koniec o MLS. Jak liga zmieniła się w ostatnich latach i czy Chicago Fire może skorzystać na transferze Roberta Lewandowskiego?

Liga bardzo się rozwinęła. Niedawno byłem na kongresie z Davidem Villą i rozmawialiśmy właśnie o tym, jak MLS cały czas idzie do przodu. Sam przeżyłem ten rozwój i uważam, że był kluczowy dla obecnej pozycji ligi – dziś gwiazdy chcą tu grać. To sukces ligi i klubów, wspierany przez infrastrukturę i zaplecze treningowe na poziomie najlepszych w Europie.

Lewandowski w Chicago, mieście z ogromną polską społecznością, to wielka postać. Grałem przeciwko niemu w Bundeslidze – wiemy, jak dobry jest, co zrobił w Barcelonie, jak ludzie reagowali na jego ostatni mecz tam. To świadczy o jego dziedzictwie. Nadal będzie chciał być najlepszy w lidze, co jest bardzo dobre zarówno dla MLS, jak i Chicago Fire.

Wyobrażasz sobie dzień, w którym MLS dorówna NBA, NHL czy NFL?

Myślę, że tak. Mieszkając w Stanach Zjednoczonych, poznałem tamtejszą mentalność, ambicję i wiem, że wiedzą, dokąd zmierzają. Nie powinno nas dziwić, jeśli MLS osiągnie ten poziom. Dziś najczęściej uprawianym sportem wśród dzieci w USA nie jest futbol amerykański, baseball czy koszykówka, tylko piłka nożna. To mówi wszystko o tym, jaką pozycję buduje ten sport – zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży – i to właśnie sprawi, że będzie się rozwijał.

Mundial 2026

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 odbywają się w dniach od 11 czerwca do 19 lipca w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. W turnieju bierze udział 48 reprezentacji narodowych, a mecze rozgrywane są na 16 nowoczesnych stadionach. Tytuł broni Argentyna. Polska nie zakwalifikowała się do mundialu.

Harmonogram i godziny meczów • Składy drużyn na MŚRekordy tej edycji MŚTypy i kursy

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen