Romário wspominał triumf Brazylii z 1994 roku i porównał presję, z jaką mierzyło się wtedy jego pokolenie, do tej obecnej. Jego zdaniem występy Brazylii, która na tytuł mistrza świata czeka już 32 lata, mają na turnieju w Ameryce tendencję zwyżkową. Ostatnia wygrana 3:0 ze Szkocją bardzo go zachwyciła.
Jesteśmy w USA, gdzie zostałeś mistrzem świata. Czy to dla ciebie wyjątkowe miejsce?
"Byłem pewien, że tutaj w USA będzie to pozytywne doświadczenie. W 1994 roku zdobyliśmy tu tytuł i mam z tym związane wspaniałe wspomnienia. Wtedy po raz czwarty zostaliśmy mistrzami świata, wiedziałem, że ludzie będą to długo pamiętać".

Brazylia w fazie pucharowej będzie pod presją, by osiągnąć oczekiwany wynik. W 1994 roku byliście w podobnej sytuacji. Na ile presja pomaga, a na ile przeszkadza?
"Wyjeżdżaliśmy z Brazylii bez zaufania, jak kolejny zespół, który tylko weźmie udział w mistrzostwach. Nawet po meczu z Urugwajem (w eliminacjach) kibice i brazylijskie media nie wierzyli, że Brazylia może zostać mistrzem. Pierwsze trzy mecze rozegraliśmy dokładnie jak obecna drużyna: dwa zwycięstwa i jeden remis. Różnica była taka, że obecna Brazylia zremisowała pierwszy mecz i wygrała dwa kolejne, a my pokonaliśmy Rosję i Kamerun oraz zremisowaliśmy ze Szwecją. Już przy wyjeździe z Brazylii wierzyliśmy, że możemy wygrać mistrzostwa. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, że są lepsze zespoły, ale pragnienie zostania mistrzem było kluczowe dla sukcesu".
Czy widzisz w tej drużynie taką samą determinację jak w 1994 roku?
"W pierwszym meczu nie. W drugim już było lepiej, a w trzecim zacząłem rozumieć, że to jest Brazylia, która naprawdę mnie zachwyciła. Wierzę, że od tego spotkania (ze Szkocją) pokazała siłę i wielkość swojej koszulki".
Brazylia – Japonia (poniedziałek 19:00)
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
