Lech Poznań - Piast Gliwice (3:0)
Gliwiczanie ostatnio ograli Lecha u siebie, a teraz dodatkowo rywal grał bez Mikaela Ishaka. Dlatego nie dziwił ambitny start „Piastunek”, które szybko stworzyły sobie pierwszą okazję. Lech, początkowo z konieczności cofnięty, zdołał jednak ustawić sobie ten mecz dzięki indywidualnym umiejętnościom.
Jeszcze w 10. minucie Tomasiewicz stracił piłkę w swojej tercji, Ali Gholizadeh ruszył z nią i z 20 metrów przymierzył perfekcyjnie: miękki łuk poprowadził futbolówkę aż pod słupek, przy bezradnym Plachu. Moment później Irańczyk przed polem karnym oddał do Pablo Rodrigueza, a Hiszpan dołożył swój fajerwerk z dystansu, podnosząc wynik na 2:0 przed upływem kwadransa.
Wynik w żaden sposób nie odpowiadał przebiegowi gry, za to gospodarzom wyraźnie dał komfort. Nie tracili zimnej krwi i starali się przede wszystkim kontrolować grę, w której Piast desperacko szukał kontaktu. Goście tworzyli sytuacje, ale najbliżej bramki byli przy strzale Jorge Felixa, który przy słupku zablokował Gurgul. Po zmianie stron zadanie Piasta nie było ani trochę prostsze, choć Michał Chrapek postraszył Mrozka z wolnego.
W ostatnich 30 minutach rozpoczął się festiwal zmarnowanych okazji Lecha, który chciał dobić rywali. W 64. minucie Plach wybił niezły strzał Agnero, ten sam zawodnik padł z piłką metr przed bramką w 70. minucie i nie dopchnął jej za linię, a po nim Gumny w 77. minucie przy otwartym świetle bramki główkował w Słowaka. Agnero dobijał… niecelnie. Wreszcie, w 90. minucie doczekał się swojego gola po wrzutce Gurgula i pięknej główce pod słupek. Jeszcze w ostatnich sekundach Palma do spółki z Kozubalem powinni byli podwyższyć, lecz skończyło się na 3:0.

Pogoń Szczecin - Arka Gdynia (1:0)
Lepsi Portowcy czy Ludzie Morza? Ostatnio żadnej z tych ekip nie szło, dlatego w pomorskim starciu walka o punkty ważyła sporo. Pogoń rozpoczęła bardzo aktywnie i szybko wypracowała efekty. Precyzyjna akcja prawą stroną pozwoliła Kamilowi Grosickiemu wrzucić piłkę z prawej, a Paul Mukairu z dużym spokojem pokonał Węglarza pierwszym kontaktem.
Po otwarciu wyniku Pogoń zdecydowanie utrzymywała inicjatywę, ale już bez forsowania tempa. Mecz stopniowo stygł, bowiem Arka była kompletnie bezradna w ataku, do bramki gospodarzy zbliżając się tylko przy stałych fragmentach. Gdy w 43. minucie Edu Espiau uderzał głową, to nie tylko niecelnie ale i chyba spalił.
Problemem gospodarzy był fakt, że i oni nie mogli skutecznie zaatakować, by zamknąć wynik meczu. Bardzo bliski był Karol Angielski w 60. minucie, ale jego główkę zdołał zatrzymać instynktownie Węglarz. Minimalizm mógł kosztować Pogoń wiele w 67. minucie. Po rzucie rożnym Arka powinna mieć gola, gdy Serafin Szota z bliska był bliski dopchnięcia piłki za linię. Do końca obie drużyny szukały szczęścia, ale kontry Gdynian sypały się przedwcześnie, a miejscowi uderzali niecelnie lub zbyt lekko. Ostatnim akcentem był strzał Greenwooda z wolnego, który przeszedł nad poprzeczką.

Motor Lublin - Lechia Gdańsk (2:3)
Zimowa aura, ratowane przed śniegiem boisko i brak Tomasa Bobcka w składzie Lechii – czy to miało oznaczać kolejny bezbramkowy mecz w tej kolejce? Żadna z drużyn nie chciała tego słyszeć, rozpoczynając na wysokich obrotach. Gdańszczanie optycznie wydawali się lepsi, ale szybko musieli odrabiać stratę. Wygrana przebitka w polu karnym pozwoliła Bartoszowi Wolskiemu na uderzenie z 16 metrów, które po rękawicy Paulsena weszło do bramki gości.
Część kibiców nie widziała gola – skryta pod flagą – za to pięć minut później pewnie żałowali, że musieli oglądać sytuację po drugiej stronie boiska. W 17. minucie Ivan Brkić wybiciem ratował się przed mocnym uderzeniem Mateja Rodina, ale piłka odbita na bok spadła przed szybkiego Camilo Menę, który dobił i szybko zapewnił odpowiedź Lechii.
Oglądaliśmy bardzo dobre wydanie obu drużyn, gnających od jednego pola karnego do drugiego. W 35. minucie Karol Czubak posłał bardzo dobrą główkę, którą wybił Paulsen, a Lechia ponownie znalazła odpowiedź. Wszystko wykonali świetnie – Matus Vojtko doskonale wrzucił z lewej na głowę Tomasza Neugebauera, a ten wpakował piłkę w okienko bramki Brkicia.
Jeszcze przed przerwą Motor domagał się karnego po kontakcie dłoni Kurminowskiego z piłką, ale arbiter nie chciał tego słuchać. W pewnym sensie gospodarze wymierzyli sprawiedliwość zaledwie sekundy po przerwie, ponieważ nabity pzez Ivo Rodriguesa przed bramką Rodin wpakował piłkę do swojej bramki w 46. minucie. Defensor odkupił ten moment, zdobywając rzut karny dla Lechii z 74. minuty. Camilo Mena pokonał Brkicia. Lechia mogła dobić Motor kontrą z 80. minuty, gdyby Wiunnyk nie zmarnowal strzału. Następnie Brkić bronił dwa strzały w 84. minucie, a trzeci uratował na linii Filip Wójcik - piłka była o włos od wejścia całym obwodem. Motor odzyskał impet na ostatnie minuty, ale punktu nie udało się uratować.

