Warta Poznań potwierdziła w komunikacie do mediów, że podpisała umowę naming rights dla swojego tymczasowego domu w Grodzisku Wielkopolskim. Przez dwa najbliższe sezony – a więc do połowy 2025 roku – obiekt przy ul. Powstańców Chocieszyńskich będzie się nazywał Stadion Respect Energy.
Partnera, jak zwykle, Warciarze wybrali nieprzypadkowo. Klub bardzo chce się kojarzyć z zielenią w sensie ekologicznym, toteż sponsor stadionu zajmuje się przede wszystkim rozwojem czystej energetyki – od elektrowni wiatrowych czy fotowoltaicznych po atomowe. Respect Energy działa na 23 rynkach i realizuje projekty od Polski po Australię.
Klub nie podał co prawda (a czytałem kilka razy, żeby jednak to znaleźć), w jaki sposób partnerstwo ma uczynić w części zabytkowy stadion w Grodzisku bardziej ekologicznym, ale postawmy sprawę jasno: w naming rights chodzi tylko o promowanie marki. Respect Energy pokazuje się na krajowym rynku piłkarskim, a Warta coraz lepiej buduje wizerunek klubu skupionego na przyjazności dla środowiska.
Co prawda klasyczny greenwashing czuć w tym na odległość, ale klub z Poznania nie ma u steru ekscentrycznego bogacza jak angielscy Forest Green Rovers, by szastać pieniędzmi na pokazowe i kosztowne rozwiązania. Ekologia robiona z rozmachem kosztuje, a Zieloni mają ograniczone pole manewru. Nie tylko finansowo, stadion nie jest przecież ich własnością.
Dlatego trzeba oddać poznaniakom, że zrobili coś sporego. Polski rynek naming rights jest bardzo mały i większość stadionów, nawet nowoczesnych i sparowanych z silnymi klubami, o umowie naming rights może pomarzyć. Niektóre obiekty zatrudniały specjalistów, a ci latami nie umieli znaleźć firmy, która chciałaby w to wejść.
Tymczasem w małym Grodzisku Wielkopolskim się udało i korzyści z tego będą wymierne, nawet jeśli można obstawiać w ciemno, że sama umowa nie opiewa na wielkie kwoty. Zresztą, czym innym jest wielka kwota dla Legii, a czym innym dla Warty, posiadającej jeden z najskromniejszych budżetów w lidze.

