Górnik Zabrze – Lech Poznań (20:15)
Jagiellonia Białystok – Motor Lublin (17:30)
Arka Gdynia – Legia Warszawa (2:2)
W Gdyni mierzyły się dwa zespoły z dołu tabeli. Arka przed tym meczem znajdowała się tuż nad strefą spadkową, natomiast w niej wciąż znajduje się Legia Warszawa. Dla podopiecznych Dawida Szwargi był to pierwszy mecz w tym roku, bo w poprzednim tygodniu zostało przełożone ich spotkanie z Radomiakiem. Goście natomiast źle weszli w rozgrywki po zimowej przerwie, bo przegrali w debiucie Marka Papszuna 1:2 przed własną publicznością z Koroną Kielce.
Mecz rozpoczął się kilka minut później z powodu dymu, który unosił się nad murawą. Nieco popsuł się też plan trenera Arki na to spotkanie, ponieważ chciał zaskoczyć Legię ustawieniem na dwóch napastników, ale na rozgrzewce problemy zdrowotne zgłosił Vladislavs Gutkovskis i nie wyszedł w pierwszym składzie. Pierwszy kwadrans stał pod znakiem chaosu na murawie. Gospodarze mieli problem z wyprowadzeniem piłki, a rywale z tworzeniem okazji, najgroźniej było po strzale z dystansu Bartosza Kapustki. W 20. minucie podopieczni Marka Papszuna powinni prowadzić. Świetne podanie posłał Damian Szymański, piłkę przyjął Vahan Bichakhchyan, ale uderzył w dogodnej sytuacji nad bramką.
Arka wyszła na prowadzenie w 26. minucie. Legia ponownie dała sobie strzelić gola po stałym fragmencie gry. Piłkę z rzutu rożnego zagrał Sebastian Kerk, defensywa "Wojskowych", a w szczególności Kamil Piątkowski, była bardzo bierna, co wykorzystał Michał Marcjanik, który głową z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. Legia mogła odpowiedzieć w 40. minucie, ponownie z dystansu próbował Kapustka, ale piłkę do boku zdołał sparować Damian Węglarz. Do przerwy gospodarze prowadzili 1:0.
Druga połowa mogła rozpocząć się świetnie dla Arki, bo Nazariy Rusyn wygrał pojedynek z Bartoszem Kapustką w środku boiska, przeprowadził samotny rajd w pole karne, ale przegrał ten pojedynek z fatalną murawą w Gdyni i uderzył bardzo źle.
W 56. minucie groźny strzał z dystansu oddał Ermal Krasniqi, ale jego uderzenie głową podbił Marcjanik i był rzut rożny, który fatalnie rozegrała Legia, fatalne podanie zanotował Krasniqi, który zagrał prosto do Kerka, ten wyprowadził kontrę, podał do Rusyna, ten poradził sobie z obrońcami i tym razem dobrym strzałem umieścił piłkę w siatce.
Warunki w drugiej połowie były trudne, padał śnieg, co nie pomagało zawodnikom. W 63. minucie na plac gry wszedł Gutkovskis, który zgłosił problem przed meczem i nie wyszedł w pierwszym składzie. Legia swoich okazji szukała dalej po strzałach z dystansu. W 78. minucie probował Jakub Żewłakow, ale Węglarz spokojnie złapał piłkę.
Goście strzelili gola kontaktowego w 90. minucie, a do siatki trafił Antonio Colak, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego. Krasniqi miał na nodze piłkę meczową na nodze, obronił ten strzał Węglarz, ale był rzut rożny, a po nim Antonio Colak ponownie trafił do siatki i dał Legii remis. Przy obu golach Colaka asystował Krasniqi.
Arka była blisko triumfu, ale musi zadowolić się tylko remisem i nie "odskoczyła" w tabeli. Legia pozostanie w strefie spadkowej.
