Cracovia - Legia Warszawa (20:15)
GKS Katowice - Pogoń Szczecin (17:30)
Motor Lublin - Śląsk Wrocław (3:2)
Motor od pierwszych minut starał się narzucić własne warunki i częściej utrzymywał się przy piłce. Już w 7. minucie Czubak otrzymał dobre podanie i zdecydował się na szybki strzał, ale Niemczycki nie dał się zaskoczyć. Śląsk miał początkowo problemy z pressingiem gospodarzy, jednak to wrocławianie jako pierwsi znaleźli drogę do bramki.
W 11. minucie goście wykorzystali błąd Tratnika, którego zmusili do pomyłki wysokim pressingiem. Następnie sprawnie rozegrali akcję w polu karnym. Marjanac zagrał piętą, Samiec-Talar uprzedził wychodzącego bramkarza, a Przemysław Banaszak skierował piłkę do siatki. Lukoszek próbował jeszcze ratować sytuację na linii bramkowej, ale nie zdołał zapobiec utracie gola.
Motor szybko ruszył do odrabiania strat. Po indywidualnej akcji N'Diaye i jego dośrodkowaniu Czubak oddał groźny strzał głową, jednak Niemczycki popisał się znakomitą interwencją. Bramkarz Śląska chwilę później ponownie zatrzymał napastnika gospodarzy, utrzymując prowadzenie swojej drużyny.
Lublinianie wyraźnie przeważali, lecz nie potrafili zamienić kolejnych okazji na bramkę. Próbowali między innymi Luberecki i Bartos, ale ich uderzenia były niecelne. Śląsk ograniczał się głównie do defensywy i sporadycznych kontrataków, dzięki czemu do przerwy utrzymał prowadzenie 1:0.
Niewykorzystany karny i błyskawiczna odpowiedź Śląska
Druga połowa rozpoczęła się od kontrowersyjnej sytuacji w polu karnym gości. W 47. minucie Aiko przewrócił się po kontakcie z Llinares, a sędzia początkowo nakazał kontynuowanie gry. Po analizie VAR zmienił jednak decyzję i podyktował jedenastkę dla Motoru.
Do piłki podszedł Czubak, ale Niemczycki wyczuł jego intencje i obronił strzał nogami. Była to kolejna znakomita interwencja bramkarza Śląska, który przez długi czas pozostawał największą przeszkodą dla gospodarzy.
Motor nie zamierzał jednak rezygnować. Gospodarze praktycznie nie opuszczali połowy przeciwnika, a w 61. minucie wreszcie doprowadzili do wyrównania. Bourhane podał do Makana Aiko, który wykorzystał pozostawioną mu przestrzeń w polu karnym i mimo ostrego kąta precyzyjnie uderzył przy dalszym słupku.
Radość lublinian nie trwała długo. Zaledwie pięć minut później Malaly Dembele wykorzystał sytuację sam na sam z Tratnikiem. Sędzia asystent zasygnalizował jednak spalonego i początkowo gol nie został uznany. Dopiero po długiej analizie VAR okazało się, że zawodnik Śląska znajdował się na prawidłowej pozycji. W 69. minucie bramka została ostatecznie zaliczona, a wrocławianie ponownie prowadzili.
Szalona końcówka w Lublinie. Motor wyrwał zwycięstwo
Motor po raz drugi musiał odrabiać straty i ponownie zepchnął rywali do głębokiej defensywy. W 77. minucie gospodarze wywalczyli rzut rożny, po którym Bartos oddał strzał. Niemczycki instynktownie odbił piłkę, ale przy dobitce Christophera Simona nie miał już szans. Trafienie zostało jeszcze sprawdzone pod kątem spalonego, lecz ostatecznie arbiter wskazał na środek boiska.
Przy stanie 2:2 gospodarze nadal szukali zwycięskiego gola. W 80. minucie Simon potężnie uderzył z dystansu, ale Niemczycki ponownie popisał się świetną interwencją. Wszystko wskazywało na to, że mimo ogromnej przewagi Motor będzie musiał zadowolić się remisem.
W końcówce doszło jednak do kolejnego zwrotu akcji. Po starciu Llinaresa z N'Diaye w polu karnym Śląska sędzia został wezwany do monitora VAR. Po obejrzeniu powtórek podyktował drugi rzut karny dla gospodarzy.
Tym razem odpowiedzialność wziął na siebie Bourhane. W drugiej minucie doliczonego czasu gry uderzył mocno, a choć Niemczycki zdołał dosięgnąć piłki rękami, nie był w stanie jej zatrzymać. Ostatecznie Motor Lublin pokonał Śląsk Wrocław 3:2 po meczu pełnym zwrotów akcji. Gospodarze dwukrotnie odrabiali straty, nie wykorzystali rzutu karnego, ale dzięki trafieniu w doliczonym czasie gry wywalczyli komplet punktów.

