"Jechaliśmy tu, wiedząc, że rywale nie przegrali u siebie od jedenastu miesięcy. I bardzo się cieszę, że byliśmy w stanie ich serię przełamać" – powiedział.
Jedynego gola zdobył Jordi Sanchez, który do Pogoni przeniósł się we wrześniu z krakowskiej Wisły.
Zdaniem szkoleniowca szybką adaptację napastnikowi ułatwiło to, że mówi po katalońsku, jak on.
"A tak poważnie, to jest świetnym zawodnikiem o profilu, jakiego nam brakowało w zespole. Robi to, co umie najlepiej – strzela bramki, potrafi przytrzymać piłkę, zagrać w kontrze. Rywale zawsze muszą na niego uważać i być czujni" – wyjaśnił.
Podkreślił świetną grę drużyny w obronie. Jego zdaniem nie ma mowy o tym, by zawodnicy Pogoni "odlecieli na Księżyc" po czwartym zwycięstwie z rzędu.
Trener GKS Rafał Górak przypomniał, że sobotnie spotkanie było dla jego zespołu trzecim w krótkim czasie (wcześniej wygrane z Rakowem Częstochowa 4:1 i Wieczystą Kraków 2:1 w zaległym starciu).
"I jestem z tych trzech meczów bardzo zadowolony. Z dużym optymizmem patrzę w przyszłość. Kwestię zdobyczy punktowej pozostawiam do oceny. Zagraliśmy z przeciwnikiem bardzo dobrze broniącym całym zespołem. Drużyna realizowała plan, próbowaliśmy odmienić wynik, remis był bliski, zabrakło kropki nad i. Czasem jest tak, że piłka nie wpadnie do bramki" – ocenił.

Podkreślił, że Katowiczanie zagrali w sobotę na tyle, na ile było ich stać.
"Momentami zagraliśmy bardzo dobrze. Trzeba łapać byka za rogi i nie popadać w smutek. Nikt nie lubi przegrywać, ja również. Wiedziałem, że „domowa” porażka do mnie przyjdzie. I biorę to na klatę. Gola można było uniknąć" – powiedział.
Poinformował, że jeszcze nie wiadomo, ile potrwa absencja norweskiego skrzydłowego Emana Markovicia, który nie zagrał z powodu urazu pachwiny.
