Grand Prix Singapuru (niedziela, 14:00)
Czy Max Verstappen przełamie klątwę Singapuru? Holender triumfował przed tygodniem pierwszy raz w tym sezonie w wyścigu Grand Prix na torze Sepang w Malezji, a dołożył do tego wygrane kwalifikacje do sprintu i triumf w samym sprincie już na torze w Singapurze.
Przypomnijmy, że Verstappen nigdy w karierze nie wygrał na Marina Bay, mimo że jego Red Bull przez kilka lat zdecydowanie dominował w całej stawce. Nawet w słynnym sezonie 2023, w którym to on wygrał zdecydowaną większość wyścigów, a łącznie Red Bull nie wygrał tylko na jednym torze, to było to właśnie na krętych ulicach Singapuru.
Tym razem wygląda na to, że mimo że Holender nie ma już szans na kolejne mistrzostwo świata, bo jego strata do prowadzącego Kimiego Antonelliego jest za duża, to może osiągnąć indywidualny sukces i w końcu wpisać Singapur na listę wyścigów, w których wygrywał w Formule 1.
Liverpool - Manchester City (niedziela, 17:30)
Manchester City ma po pięciu kolejkach Premier League komplet punktów, ale ma też kompletny bałagan w klubowych gabinetach. W trakcie wyjątkowo długiej przerwy reprezentacyjnej klub został uznany winnym 114 ze 115 zarzutów w związku z nielegalnym finansowaniem i jest na celowniku kibiców w całej Anglii.
Pierwszy mecz po werdykcie sędziów Obywatelom przyjdzie rozegrać na niezwykle gorącym terenie, bo na Anfield. W hicie 6. kolejki na Wyspach Liverpool będzie uskrzydlony, by na boisku jeszcze bardziej ukarać rywali z pobliskiego miasta, a nikt nie wie w jaki sposób trwające postępowanie i nagonka wpłyną na samych piłkarzy Manchesteru City.
Teoretycznie to oni są faworytami, ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności The Reds mają pełne prawo myśleć o trzech punktach, mimo że ich kadra w ofensywnie będzie mocno osłabiona. Dla zespołu Andoniego Iraoli jest to jednak idealna okazja, by zyskać impet na najbliższe kilka kolejek.

Legia Warszawa - Wisła Kraków (niedziela, 20:15)
Prawie pięć lat czekaliśmy na powrót tego klasyku Ekstraklasy i oba kluby zadbały, żeby poziom emocji rósł z dnia na dzień. Co prawda nie z powodów sportowych, ale afera z nieprzyjmowaniem kibiców gości odżyła z nowym impetem za sprawą usilnych prób Legii Warszawa, by kibice Wisły zostali poza stadionem.
Oliwy do ognia postanowił dolać Marek Papszun, przypominając Krakowianom, że nawet z kibicami na stadionie zupełnie sobie nie radzą na wyjazdach. I ma rację – dwa punkty w czterech meczach nie wróżą dobrze przed wizytą na niezdobytej w tym sezonie Łazienkowskiej. Ostatnia wygrana Wisły w Warszawie to 2018 rok, zaś miejscowi będą pewnie liczyć na powtórkę z października 2019, gdy Legia wygrała 7:0.
Wojskowi pod wodzą Papszuna poprawili defensywę, ale ostatnie czyste konto to wspomnienie z połowy sierpnia. Wiślacy tworzą więcej okazji bramkowych niż reszta ligi i pozostają groźni, a to oznacza, że czeka nas ciekawy wieczór. Dla kogo to będzie sen o Warszawie do wspominania na lata? Symulacje wyraźnie faworyzują Legię, choć do tego nie trzeba tony analiz. Ciekawsze jest wskazanie, że strata punktów jest wg analityków Opta minimalnie bardziej realna niż zwycięstwo miejscowych – brzmi jak ciekawy typ.

