Lepiej w mecz weszli goście, bo to oni pierwsi pojawili się w polu karnym rywali, ale przez kolejne minuty Sunderland zaczął przeważać. Najpierw Antonina Kinsky'ego bezpośrednio z rzutu rożnego próbował zaskoczyć Granit Xhaka, a po chwili strzał z bliskiej odległości głową oddawał Brian Brobbey.
Równo w połowie pierwszej części gry mieliśmy pierwszy niezwykle ważny moment tego spotkania. Randal Kolo Muani upadł w polu karnym Czarnych Kotów po wzięciu w kleszcze przez Omara Alderete i Luke'a O'Niena, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Po chwili został jednak wezwany do monitora VAR i po obejrzeniu powtórek dość kontrowersyjnie odwołał swoją decyzję z boiska.
Do końca pierwszej części gry mieliśmy jeszcze bardzo groźny strzał Xhaki, który minimalnie minął bramkę Tottenhamu, a także po jednej paradzie Kinsky'ego i Robina Roefsa po strzałach z bliskiej odległości, ale na tablicy wyników wciąż były dwa zera.

To zmieniło się jednak kwadrans po przerwie. Bo właśnie po godzinie gry Nordi Mukiele przeprowadził rajd prawą stroną boiska, zszedł do środka i oddał strzał zza pola karnego. Piłka trafiła w próbujęcego zablokować uderzenie Micky'ego Van De Vena i wpadła do bramki dobre dwa metry obok bezradnego Kinsky'ego, którego całkowicie zaskoczył rykoszet od Holendra. To był najgorszy możliwy scenariusz dla Spurs.
Sytuacja gości pogorszyła się jeszcze bardziej w kolejnych minutach. Wszystko przez bardzo nieładne zachowanie Brobbeya, który delikatnie pchnął Cristiana Romero w walce o piłkę, a w efekcie spowodował fatalną kolizję Argentyńczyka z własnym bramkarzem. Dwaj zawodnicy Tottenhamu byli bardzo długo opatrywani, Romero musiał we łzach opuścić boisko, a Kinsky grał dalej z obandażowaną głową.
Po wznowniu gry zastanawiający był brak aktywności ze strony gości, którzy przecież przegrywali, a w dodatku znajdują się w strefie spadkowej. Mimo to zupełnie nie mogli jednak przejąć kontroli nad spotkaniem i dużo więcej sytuacji mieli gracze Sunderlandu, którzy mogli pdowyższyć prowadzenie.
Koguty ruszyły do bardziej zdecydowanego naporu dopiero w bardzo długim doliczonym czasie gry, ale wtedy na wysokości zadania stanął Roefs, który swoimi interwencjami utrzymał zwycięstwo do ostatniego gwizdka.

