Historia piłkarskiego Palermo zawsze miała więcej trudnych momentów niż sukcesów. Poza okresem w latach 2000. pod rządami właściciela Maurizio Zampariniego, gdy Rosanero regularnie wracało do Serie A i europejskich pucharów, klub ze stolicy Sycylii spędził większość swojej historii w Serie B i niższych ligach, tylko przez kilka okresów występując w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Mimo to, niezależnie od poziomu rozgrywek, piłka nożna w Palermo nigdy nie była tylko sportem. Jest częścią miasta, jego niedziel i dzielnic. To pasja przeżywana z intensywnością, która zamienia się w marzenie o występie na stadionie La Favorita w koszulce Rosanero.
Dla młodych ludzi dorastających w Palermo w ubiegłym stuleciu piłka często oznaczała jednak radzenie sobie z tym, co było dostępne. Niewiele boisk, trudne warunki i mnóstwo futbolu na ulicach. Leandro Rinaudo jest jednym z dzieci, którym udało się spełnić to marzenie.

Urodzony w Brancaccio i wychowany piłkarsko na ulicach miasta najpierw zamienił to marzenie w karierę zawodowego piłkarza, a później w drugie życie — tym razem w roli działacza.
"Prawda jest taka, że grałem tylko na ulicy. W tamtych czasach nie było zbyt wielu boisk i, szczerze mówiąc, dziś również nie ma ich zbyt wiele" — powiedział ekipie Flashscore.
"Urodziłem się w Brancaccio, gdzie moja rodzina wciąż mieszka. Mój ojciec prowadził natomiast firmę w Kalsie przez ponad 20 lat. Dlatego spędzałem dni między tymi dwiema dzielnicami. Tam dorastałem i zacząłem grać w piłkę".
Palermo, Napoli i Juventus były klubami, w których występował jako zawodnik, natomiast Palermo, Cremonese, Venezia i Mantova były częścią jego drogi za biurkiem. Teraz czeka na kolejny projekt. W międzyczasie nadal się uczy, ogląda mecze, aktualizuje bazę danych i pracuje ze skautami.
Ma jasny cel: zacząć od nowa w klubie, w którym będzie mógł coś zbudować.
"Chciałbym pracować nad projektem, w ramach którego mógłbym dokonać odbudowy, dzieląc z właścicielami tę samą wizję, oczekiwania i potrzeby. Chciałbym wykorzystać swoje doświadczenie do realizacji wspólnego celu, ale przede wszystkim chcę mieć własne obowiązki i pracować w miejscu, w którym ludzie żyją piłką, z pasją".
"Chcę czegoś, co mnie zmotywuje, gdzie potrzebna jest nowa energia, być może nowe zasady i inne spojrzenie na pewne sprawy. Tak było podczas moich ostatnich doświadczeń i muszę powiedzieć, że bardzo dobrze na tym wyszedłem".
Pracowałeś jako skaut podczas letniego okna transferowego. Jak było?
"Robię wiele rzeczy, aby być na bieżąco, i spędzam dużo czasu przy komputerze, rozwijając i ulepszając swoją bazę danych oraz sposób pracy ze skautami. Co dwa tygodnie przygotowujemy kilka analiz wideo. Nadal uczę się również języka angielskiego".
"Ostatecznie dynamika rynku transferowego zawsze wygląda tak samo: zmieniają się lata, dane i bohaterowie, ale podstawowe mechanizmy pozostają niezmienne".
"W tym okresie koncentrowałem się przede wszystkim na sobie. Mam nadzieję, że pozwoli mi to być jeszcze lepiej poinformowanym i przygotowanym, gdy pojawi się kolejna okazja".
Jak bardzo zmieniła się praca dyrektora sportowego? Jak ważna jest dziś perspektywa osoby zarządzającej w porównaniu z danymi i technologią?
"Uważam, że analiza wideo zawodników, trenerów i meczów jest ważna. Istotne są również statystyki oraz dane dotyczące wydolności fizycznej. Wszystko to pomaga ograniczyć liczbę błędów".
"Dostępnych jest wiele narzędzi, ale nigdy nie możemy zapominać o perspektywie dyrektora sportowego, jego doświadczeniu i zdolności do rozumienia codziennej dynamiki klubu. Są sytuacje, których dane ani analiza wideo nie są w stanie uchwycić. Wtedy potrzebna jest intuicja człowieka. Moim zdaniem nadal ma ona decydujące znaczenie i nie wolno o niej zapominać".
Czy zdarzyło ci się mieć zawodnika, który według danych i algorytmów wydawał się idealnie pasować do profilu, ale później okazał się niewypałem?
"Kiedy zawodnik osiąga określony poziom pod względem technicznym i fizycznym, a następnie utrzymuje go przez lata, poważne problemy pojawiają się rzadko. Osobiście nigdy nie znalazłem się w tak jednoznacznej sytuacji, ale uważam, że dane stanowią bardzo ważny pierwszy filtr".
"Najtrudniejszą rzeczą do rozpoznania — i tutaj do gry wkracza dyrektor sportowy ze swoimi relacjami oraz intuicją — jest charakter zawodnika. Są aspekty, których nie da się zmierzyć, dlatego rola dyrektora sportowego pozostaje fundamentalna".
Czy jest jakiś zawodnik, którego zawsze chciałbyś mieć w swoim zespole?
"Zawodnikiem, który naprawdę robi na mnie wrażenie i którego chciałbym mieć w każdym klubie, jest (Donyell) Malen z Romy. To nowoczesny, dynamiczny, wyszkolony technicznie i inteligentny zawodnik. Wie, gdzie się ustawić, kiedy zaatakować przestrzeń i kiedy przyjąć piłkę między liniami. Bardzo mi się podoba. Nie był jednak transferem przeprowadzonym tego lata, ponieważ trafił do klubu już w styczniu, ale to znakomity piłkarz".

Po letnim oknie transferowym i pierwszych pięciu kolejkach, która drużyna Serie A, twoim zdaniem, poradziła sobie najlepiej?
"Nadal uważam, że Inter jest zespołem, który trzeba pokonać, jeśli chodzi o jakość kadry. Ma strukturę opartą na zawodnikach o odpowiednich walorach technicznych, fizycznych i doświadczeniu, czego — moim zdaniem — nie mają inne kluby".
"Nie dokonał wielu ruchów, ale te przeprowadzone były jakościowe i pasowały do posiadanej już kadry. Zachowana została również ciągłość na stanowisku trenera względem poprzedniego sezonu (Filippo Inzaghi - przyp. red.)".
"Moim zdaniem Inter jest na chwilę obecną drużyną, którą trzeba pokonać".
A jakie wrażenie robi na tobie Roma? Wygląda już jak maszyna pracująca na najwyższych obrotach.
"Roma wydaje się nowoczesnym, silnym fizycznie, intensywnie grającym i bezpośrednim zespołem, prowadzonym przez cenionego trenera, który przez lata nadal udowadniał swoją wartość".
"Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ponieważ prezentuje rodzaj futbolu, który lubię: siłę fizyczną, grę do przodu, intensywność, pojedynki jeden na jeden i wysoko ustawioną linię obrony. Bardzo mi się to podoba".
"W tym momencie postawiłbym Inter i Romę przed pozostałymi zespołami. O tym, co wydarzy się dalej, zdecyduje wiele czynników".
Porozmawiajmy o Juventusie, twoim byłym klubie.
"Juventus od kilku lat przechodzi proces odbudowy. Niektóre próby nie zakończyły się powodzeniem, inne przyniosły lepsze efekty".
"Uważam, że niektóre decyzje władz klubu mogą mieć kluczowe znaczenie dla rozpoczęcia budowy od nowa na solidnych podstawach. Juventus ma również kilka problemów finansowych do rozwiązania i priorytetowo traktuje zrównoważony rozwój".
"Dlatego sądzę, że minie jeszcze trochę czasu, zanim ponownie zobaczymy Juventus, jaki wszyscy znamy".
Przechodząc do Napoli, jak oceniasz pracę wykonaną przez klub i wybór trenera?
"Napoli w ostatnich latach pokazało wartość pracy wykonanej przez (Aurelio) De Laurentiisa. Powtarzam to od pewnego czasu: moim zdaniem dokonał czegoś niezwykłego. Przejął klub i wprowadził go na najwyższy poziom, również w Europie".
"Allegri jest cenionym trenerem, ale gdy dochodzi do zmiany na ławce, potrzeba czasu. Problem w tym, że w piłce często go brakuje, ponieważ każdy tydzień jest egzaminem".

A w Serie B, kto będzie należał do głównych kandydatów?
"Palermo miało niesamowite okno transferowe, niemal jak czołg. Sprowadziło ważnych, doświadczonych i najwyższej klasy zawodników, którzy mają już na koncie zdobyte trofea. Pokazuje to, jak wiele w ostatnich latach zainwestowała City Football Group, zapewniając zasoby, wiarygodność i własną renomę. Teraz jest to znacznie lepiej zorganizowany klub i uważam, że jeśli uda mu się awansować do Serie A — czego bardzo sobie życzę — będzie już gotowy na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej".
"Myślę, że to może być odpowiedni rok dla Palermo, również dlatego, że wokół klubu panuje pozytywna atmosfera, jakiej nie było widać od kilku lat. Giovani Gardini (dyrektor wykonawczy Palermo) także wykonuje świetną pracę nad rozwojem klubu pod względem infrastruktury i organizacji. W tym aspekcie Palermo nie ma już czego zazdrościć innym klubom Serie A".
Patrząc wstecz na okres, gdy byłeś dyrektorem sportowym Palermo, czy jest coś, co zrobiłbyś inaczej?
"Niestety piłka nożna to świat, który bardzo szybko zapomina. Kiedy trafiłem do Palermo w okresie City Football Group, zespół właśnie awansował z Serie C do Serie B. Celem było uniknięcie spadku. W kadrze było wielu młodych zawodników, którzy w poprzednim roku mieli ogromny wkład w sukces, ale był to młody zespół z niewielkim doświadczeniem w Serie B. Ostatecznie zakończyliśmy sezon z taką samą liczbą punktów jak Reggina Filippo Inzaghiego, która później awansowała do baraży".
"W drugim roku celem była próba awansu do baraży i rozegraliśmy półfinał przeciwko Venezii, która później awansowała. Często się o tym zapomina, ale uważam, że wykonaliśmy niezwykłą pracę, osiągając te wyniki przy znacznie mniejszej inwestycji niż w kolejnych latach. Dlatego prawie niczego bym nie zmienił".
Poza Palermo, które zespoły widzisz w ważnej roli w Serie B?
"Serie B to liga pełna pułapek, a przede wszystkim nieprzewidywalna. Wiele zespołów może odegrać znaczącą rolę. Modena jest na przykład klubem, który dobrze pracuje. Cremonese również ma wiele jakości pod względem techniki i doświadczenia. Co roku Serie B przynosi też niespodziewanego uczestnika walki o najwyższe cele. Znacznie trudniej ją przewidzieć niż Serie A".
Na koniec coś osobistego. Kiedy byłeś dzieckiem, jakie było twoje największe marzenie?
"Moim marzeniem było zostać piłkarzem, aby pomóc rodzinie. Nie chciałem robić tego tylko dla siebie, lecz dać rodzicom wszystko, co oni mi ofiarowali, i odwdzięczyć się za ich poświęcenie. Marzyłem także o grze dla Palermo w Serie A i udało mi się to osiągnąć. Wystąpiłem również w Pucharze UEFA, strzelając dwa gole. Przeżyłem wspaniałe chwile w moim mieście".
"Nigdy jednak nie czułem się usatysfakcjonowany. Zawsze chciałem więcej, a dzięki treningom, poświęceniom i wszystkiemu, co wiąże się z życiem piłkarza, przyszły także inne ważne osiągnięcia, takie jak gra w Napoli i Juventusie".
Jak pokierować karierą i zostać profesjonalistą, pokonując wszystkie związane z tym wyrzeczenia?
"Wszystko, czego doświadczyłem jako piłkarz, przeżywałem z niezwykłą intensywnością i pasją. Uważam, że to najważniejsza cecha: sposób, w jaki podchodzisz do różnych spraw".
"To samo dotyczy obecnej roli dyrektora sportowego. Nie jestem usatysfakcjonowany; zawsze chcę się rozwijać. Kiedy osiągam jeden cel, od razu myślę o kolejnym".
"Uważam się za szczęściarza, ale nie dlatego, że coś spadło mi z nieba. Za tym wszystkim kryją się niezliczone wyrzeczenia — moje oraz ludzi, którzy byli przy mnie: najpierw rodziny, a później przez wiele lat także żony. To poświęcenie i praca, które wykonaliśmy wspólnie".
"Dziś szukam czegoś, co pozwoli mi osiągnąć kolejny sukces".
