W chwili rozmowy do zdmuchnięcia urodzinowych świeczek ofensywnemu zawodnikowi brakowało zaledwie kilku godzin, ale jego zdaniem w wieku 27 lat jest jeszcze za wcześnie na podsumowania. "Na razie jestem zadowolony ze swojej kariery, choć mogło się to potoczyć jeszcze nieco lepiej. Wciąż jestem jednak młody i wierzę, że mogę wejść na wyższy poziom" – podsumował dotychczasową drogę Elmas.
Latem rozpoczął już ósmy sezon w Serie A. Atalanta wypożyczyła go z RB Lipsk, odrzucając przy tym zainteresowanie wielu innych klubów. "Wybrałem ją bez wahania. Ogromną rolę odegrało zaufanie dyrektora sportowego Cristiana Giuntoliego i zainteresowanie trenera Maurizia Sarriego. Grają w taki sam sposób jak ten, który poznałem przez siedem lat w Napoli" – cieszy się.

W szybkiej adaptacji pomogła mu także silna bałkańska grupa w szatni. "Chłopaki z byłej Jugosławii od razu mi pomogli. Mówię po serbsku, a włoskie środowisko również dobrze już znam, więc wszystko przebiegło zupełnie gładko. Wszyscy w klubie przyjęli mnie wspaniale".
Jak dotąd najgłębszy ślad pozostawił w Napoli, z którym w sezonie 2022/23 po 33 latach zdobył mistrzowskie scudetto. Jego zdaniem kluczowe było podejście ówczesnego szkoleniowca.
"Największe wrażenie już na początku przygotowań zrobił na mnie Luciano Spalletti. Przyszedł do nas i powiedział: 'W zeszłym roku zajęliśmy trzecie miejsce, ale w tym sezonie nie chcę być ani drugi, ani trzeci. W tym sezonie zostaniemy mistrzami'" – wspomina. "Czasami na treningach był z tym wręcz irytujący. Dopiero później, gdy odszedł, zrozumiałem, jak bardzo nas to rozwinęło" – dodał.
Mistrzowskie świętowanie w oszalałym mieście nie miało końca. "W kwietniu postawili nawet pomnik przed moim domem. Ludzie co tydzień przynosili mi ciasta i jedzenie. Gdziekolwiek pojawiłem się w restauracji, wszystko było już opłacone. Nie można było tak po prostu wyjść na spacer, ten rok był absolutnie niesamowity" – wspomina.
Po zdobyciu tytułu Spalletti odszedł, a niedługo później Elmas podążył do RB Lipsk. Wielki transfer okazał się jednak ogromnym rozczarowaniem.
"Osobiście wybrał mnie dyrektor sportowy Max Eberl. To ludzie z zarządu nalegali na mój transfer. Kiedy jednak przyjechałem, Eberl odchodził już do Bayernu Monachium. Po pierwszej rozmowie z trenerem Marco Rose odwróciłem się do mamy i powiedziałem: 'To może skończyć się znacznie gorzej, niż się spodziewam'. Miałem przeczucie, że trener tak naprawdę mnie nie chce" – opisuje ówczesny konflikt.
"Później się to potwierdziło. Gdy tylko klub rozstał się z Eberlem, nowy dyrektor zadzwonił do mnie już następnego dnia i powiedział, że muszę odejść" – dodaje z goryczą, ale odrzuca sugestię, że nie był wystarczająco dobry na Bundesligę. "Grałem u boku takich gwiazd jak Kevin De Bruyne, Scott McTominay czy Stanislav Lobotka. Nikt nie może mi powiedzieć, że nie mogę grać w Niemczech. Po prostu to nie zadziałało" – uważa.
Po wiosennym wypożyczeniu do Torino w minionym sezonie wrócił do ukochanego Napoli, gdzie pod wodzą surowego Antonio Conte rozegrał 44 mecze. "To ogromny zaszczyt występować pod wodzą takiego fachowca. Gdyby latem nie odszedł, jestem pewien, że ja również zostałbym w Napoli" – twierdzi.
Teraz odbudowuje więc karierę w Atalancie. Nie wyklucza wprawdzie powrotu w przyszłości do Fenerbahce, gdzie stawiał pierwsze kroki w wielkim futbolu, ale jego największą motywacją pozostaje reprezentacja.
"Moim największym marzeniem jest awans z Macedonią Północną na mistrzostwa świata. Najpierw musimy się jednak skupić na Euro 2028. Dopóki będę zdrowy, dam z siebie wszystko. Mam nadzieję, że nie zakończę kariery, zanim nie wystąpię na mundialu, nawet jeśli miałoby to nastąpić dopiero po czterdziestce" – zakończył z determinacją.
