Po dwóch zwycięstwach w pierwszych oficjalnych meczach od powrotu Paolo Vanoliego na ławkę trenerską, Fiorentina rozpoczęła spotkanie z dużą determinacją, dwukrotnie trafiając w obramowanie bramki w ciągu pierwszych dwudziestu minut.
Najpierw Arthur Atta posłał piłkę w poprzeczkę po zablokowaniu wybicia Rafy Marina, a chwilę później Nicolo Fagioli zobaczył, jak jego strzał z dystansu został sparowany na poprzeczkę.

Te groźne sytuacje podziałały jak sygnał ostrzegawczy dla gości, którzy niedługo potem sami trafili w słupek po strzale głową Mathiasa Olivery po rykoszecie. David de Gea popisał się znakomitą interwencją, broniąc dobitkę Olivery, ale przy rzucie rożnym nie miał już nic do powiedzenia, gdy Billy Gilmour skierował piłkę do siatki.
W wyćwiczonym na treningach schemacie szkocki pomocnik wbiegł niepilnowany w pole karne i zamknął dośrodkowanie z rzutu rożnego Matteo Politano, posyłając precyzyjny wolej poza zasięgiem bramkarza.
Gol Gilmoura dał Napoli prowadzenie do przerwy po raz pierwszy w tym sezonie, lecz ta minimalna przewaga zniknęła już sześć minut po wznowieniu gry, gdy strzał Alexa Jimeneza z dystansu odbił się pechowo od Marina i wpadł do siatki obok bezradnego Vanji Milinkovicia-Savicia przy bliższym słupku.
Przy dopingu własnych kibiców Víctor Valdepenas był bliski szybkiego odwrócenia losów meczu, ale Milinković-Savić obronił jego mocny strzał.
Chwilę później to De Gea musiał dwukrotnie ratować swój zespół, skutecznie interweniując po uderzeniach Davida Neresa i Costantino Favasuliego, gdy Napoli naciskało w końcówce, szukając zwycięskiego gola.

Podopieczni Massimiliano Allegriego muszą zadowolić się jednym punktem, który pozostawia ich na dziewiątym miejscu z zaledwie dwoma zwycięstwami w pięciu ostatnich meczach. Z kolei La Viola pozostaje na 16. pozycji, nie wygrywając żadnego z trzech pierwszych domowych spotkań ligowych i mając już na koncie 12 straconych bramek – to drugi najgorszy wynik w lidze.
