Lecce odniosło w Udine zwycięstwo, na które czekało od sześciu lat, i przywiozło do domu trzy niezwykle cenne punkty w walce o utrzymanie. Na Bluenergy Stadium goście wygrali 3:0, rozstrzygając losy spotkania już w pierwszej połowie, odpierając próby odpowiedzi gospodarzy i definitywnie zamykając mecz w końcówce. Dla Udinese była to natomiast niedziela do zapomnienia: piąta ligowa porażka z rzędu oraz gwizdy coraz bardziej zaniepokojonych kibiców.
Zespół Eusebio Di Francesco potrzebował niewiele ponad 10 minut, by objąć prowadzenie, wykorzystując jeden z atutów, które miały odegrać kluczową rolę. W 14. minucie po dośrodkowaniu Gallo z rzutu rożnego Gaspar uprzedził obrońców i głową skierował piłkę w stronę bramki. Okoye zdołał interweniować, ale nie na tyle skutecznie, by zapobiec utracie gola. Lecce zadało cios, a Udinese nie potrafiło znaleźć przekonującej odpowiedzi.
W 25. minucie goście ponownie zagrozili po rzucie rożnym. Tym razem najwyżej wyskoczył Tiago Gabriel, a N’Dri wykończył akcję, wpychając piłkę do siatki klatką piersiową. Było 2:0, co doskonale odzwierciedlało problemy gospodarzy i wywołało protesty na trybunach. Udinese nie potrafiło powstrzymać ofensywnych poczynań rywali, a Lecce z coraz większą łatwością znajdowało wolne przestrzenie i stwarzało okazje.
Przed przerwą przewaga Lecce mogła być jeszcze większa. Fatah minimalnie chybił po podkręconym uderzeniu prawą nogą, które otarło się o poprzeczkę. Z kolei Geubbels zmarnował więcej niż jedną szansę na wcześniejsze rozstrzygnięcie meczu. W jednej z sytuacji Francuz znalazł się sam przed Okoye, ale uderzył obok bramki. Chwilę później nigeryjski bramkarz musiał dwukrotnie interweniować w krótkim odstępie czasu: najpierw po strzale N’Driego, a następnie po uderzeniu napastnika z bliska. Mimo ogromnych problemów to golkiper utrzymywał Udinese przy życiu. Gospodarze schodzili do szatni, przegrywając 0:2, w akompaniamencie gwizdów.
Runjaić próbował odmienić obraz meczu, dokonując już na początku drugiej połowy trzech zmian. Bianconeri szukali impulsu, ale gol, który mógł przywrócić im nadzieję, został anulowany przez VAR. Piotrowski dopadł do piłki po podaniu Arizali i skutecznie dobił akcję, jednak po zakończeniu analizy sędzia dopatrzył się spalonego. Radość gospodarzy wygasła. Był to bardzo ważny moment, ponieważ Lecce wciąż niewiele dopuszczało pod własną bramką, a po przejęciu piłki zawsze sprawiało wrażenie zdolnego do zadania kolejnego ciosu.

Geubbels nie wykorzystał kolejnej sytuacji sam na sam z Okoye, który także tym razem popisał się świetną interwencją. Chwilę później Paco Esteban stracił szansę na zdobycie pierwszej bramki w Serie A. Napastnik ruszył z kontratakiem, minął obrońców i stanął oko w oko z bramkarzem, ale słupek odebrał mu radość.
W końcówce Lecce zdobyło jednak przewagę, na którą zasługiwało już wcześniej. W 47. minucie drugiej połowy Siebert wykorzystał piłkę odebraną Ekkelenkampowi, pomknął w kierunku bramki i pokonał Okoye, ustalając wynik na 3:0. Ten cios zamknął mecz i przypieczętował pewne zwycięstwo Lecce, oparte na skuteczności przy stałych fragmentach, groźnych kontratakach oraz przewadze, której goście przez cały czas nie ukrywali.
Po sześciu latach Lecce ponownie wygrało w Udine, odnosząc zwycięstwo, które może mieć ogromne znaczenie w walce o utrzymanie. Dla Udinese końcowy gwizdek oznaczał kolejną nieudaną niedzielę, o której trzeba jak najszybciej zapomnieć. Piąta ligowa porażka z rzędu jeszcze bardziej pogłębiła kryzys zespołu, a gwizdy na Bluenergy Stadium pokazały frustrację kibiców wobec drużyny, która nie potrafi odwrócić złej passy.
Otrzymuj wszystkie wiadomości o ulubionych drużynach i piłkarzach
Transfery, newsy, wywiady: Włącz powiadomienia dla artykułów o Twoich ulubionych zawodnikach i drużynach.

