Przejdź do głównej treści

Emocje w końcówce meczu w Kielcach, Industria pokonuje Kriens-Luzern na otwarcie LM

Emocje w końcówce meczu w Kielcach, Industria pokonuje Kriens-Luzern na otwarcie LM
Emocje w końcówce meczu w Kielcach, Industria pokonuje Kriens-Luzern na otwarcie LMPAP/Piotr Polak

Piłkarze ręczni Industrii Kielce pokonali u siebie szwajcarski zespół HC Kriens-Luzern 30:29 (19:15) w meczu 1. kolejki Ligi Mistrzów. Najskuteczniejszym zawodnikiem mistrzów Polski był Aleks Vlah, zdobywca 8 bramek.

Kielecka drużyna przystąpiła do tego meczu mocno osłabiona. Wykluczeni z gry są obecnie Milorad Bakić, Arkadiusz Moryto, Szymon Sićko oraz Michał Olejniczak. Przeciwnikiem drużyny trenera Krzysztofa Lijewskiego był mistrz Szwajcarii, który debiutuje w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Trenerem drużyny jest były znakomity piłkarz ręczny Andy Schmid. Trzon zespołu stanowią doświadczony Nikola Bilyk (kiedyś THW Kiel), szef obrony Lukas Herburger oraz obrotowy reprezentacji Chorwacji Marin Sipić.

Przed meczem głos zabrał Karol Bielecki, nowy sternik kieleckiego klubu. "Gwarantuję wam, że ten zespół może nie zawsze będzie wygrywał, ale zawsze będzie grał do końca" – powiedział do kibiców jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy ręcznych w historii. Został owacyjnie przywitany przez kieleckich fanów, którzy długo skandowali jego nazwisko.

Wynik meczu otworzył lewoskrzydłowy gości Jonas Schelker, który wykorzystał rzut karny. Kielczanie szybko odpowiedzieli trafieniami Arcioma Karaleka i Theo Monara. Po okresie wyrównanej gry do głosu zaczęli dochodzić mistrzowie Polski. W ósmej minucie po rzucie Juliena Bosa Industria prowadziła już 6:3. Szybko swoją klasę pokazał bramkarz drużyny ze stolicy regionu świętokrzyskiego Dejan Milosavljev. Serb w popisowy sposób zatrzymał rzut z linii siedmiu metrów Schelkera.

Wystarczyło jednak kilka błędów gospodarzy w ataku i rywale odrobili część strat. Po bramce Herburgera w 13. min zespół z Lucerny przegrywał tylko 7:8. Mogło być jeszcze gorzej, ale Milosavljev kilka razy zatrzymał rzuty zawodników gości. Pięć minut później był już remis 10:10 (Sipić). To zdopingowało zespół Krzysztofa Lijewskiego do lepszej gry. W ciągu 120 sekund zdobyli oni trzy bramki (dwie Karalek i jedną Aleks Vlah) i Industria odskoczyła na trzy trafienia (13:10).

Co prawda po kolejnym przestoju Industrii rywale znowu zdołali zniwelować straty do jednego trafienia, ale końcówka pierwszej połowy należała już do gospodarzy. Po 30 minutach było 19:15 dla mistrzów Polski. Duża w tym zasługa Milosavljeva i Piotra Jędraszczyka, który zdobył ostatnie trzy bramki dla Kielczan w tej części gry. W zespole gości najjaśniejszym zawodnikiem był Sipić, który pięć razy pokonał serbskiego bramkarza drużyny z Kielc.

Drugą połowę goście rozpoczęli z dużym animuszem. Po trzech trafieniach Schelkera i bramce Sipicia gospodarze wygrywali tylko 20:19. Kielczanie w niczym nie przypominali zespołu z pierwszej odsłony. Rywale natomiast dostrzegli szansę na sprawienie sporej niespodzianki, jeśli nie sensacji. Kolejny fragment meczu to festiwal błędów z obu stron. Odnosiło się wrażenie, że stawka spotkania sparaliżowała zespoły z Kielc i Lucerny.

Na kwadrans przed końcem, przy prowadzeniu Industrii 23:22, Lijewski poprosił o czas. Co prawda Benoit Kounkoud zdobył bramkę dla Industrii (24:22), ale polska drużyna nadal raziła nieskutecznością w ofensywie. Problemy w ataku mieli jednak i rywale. Dlatego tym razem Schmid poprosił swoich podopiecznych na rozmowę.

Gospodarze zdołali jednak przetrwać trudne chwile. W 53. min trafił Vlah i Industria wygrywała 27:24. Rywale jednak nie rezygnowali. Milosavljeva z rzutu karnego pokonał Schelker (27:26) i na kieleckiej ławce zrobiło się bardzo nerwowo. Ale po raz szósty trafił Vlah i na pięć minut przed końcem było 28:26 dla zespołu ze stolicy regionu świętokrzyskiego. Słoweński rozgrywający oddał kolejny skuteczny rzut i dał swojej drużynie trzybramkowe prowadzenie (29:26).

Kielczanie nie dali sobie już odebrać zwycięstwa, ale musieli na nie solidnie zapracować. Goście natomiast pozostawili po sobie dobrze wrażenie. Na 13 sekund przed końcową syreną zdobyli 29 bramkę (Nils Epp), ale na wyrównanie zabrakło im już czasu. Udowodnili jednak, że wcale nie muszą być w tych rozgrywkach dostarczycielem punktów.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen