Kielecka drużyna udała się na Węgry w mocno osłabionym składzie. Zabrakło kontuzjowanych Arkadiusza Moryty, Michała Olejniczaka, Szymona Sićki i Czarnogórca Milorada Bakicia. W półfinałowym starciu oba zespoły postawiły na atak, nieraz zapominając o obronie. Skuteczniejsza była polska ekipa, która już do przerwy prowadziła 26:20.
Podopieczni trenera Krzysztofa Lijewskiego w drugiej połowie już niepodzielnie panowali na parkiecie, wygrywając ostatecznie 49:32. Dla Industrii dziewięć bramek zdobył Białorusin Arciom Karalek, a po 8 jego rodak Kirył Rabczyński i Słoweniec Aleks Vlah.
"Cieszymy się z wygranego meczu. Chłopaki zrealizowali to, czego od nich oczekiwaliśmy. Mieli bardzo dużo biegać do przodu. To okres przygotowawczy. Było kilka fajnych momentów z naszej strony w ataku pozycyjnym. Były jednak też zbyt długie przestoje w obronie, zwłaszcza w pierwszej połowie. 20 straconych bramek to zbyt dużo. Po przerwie ten element udało nam się poprawić. Byliśmy bardziej zwarci i mobilni" – powiedział po spotkaniu Lijewski.
W finale Kielczanie zmierzą się z chorwackim RK Zagrzeb, który pokonał gospodarzy - MOL Tatabanya KC 29:26. Początek piątkowego starcia, które zadecyduje o zwycięstwie w turnieju Fresh Corner Cup, o godz. 19.
