Legia Warszawa - Śląsk Wrocław (na żywo od 20:30)
Wisła Płock - Korona Kielce (0:2)
Początek pokazał apetyt Wisły. Goście wydawali się szybko uwolnić z uścisku, ale już w 7. minucie Gallapeni z lewej wrzucił piłkę na głowę Patryka Kuna, który powinien był uderzyć lepiej. Korona długo takiego konkretu nie miała, nawet rzut wolny w niebezpiecznej strefie nie postraszył Nafciarzy.
Za to po 20 minutach długi przerzut Długosza znalazł Fassbendera, który klatką piersiową pokonał Leszczyńskiego. Długo miejscowi żyli nadzieją, że VAR wskaże spalonego Niemca, lecz po kilku minutach decyzja utrzymała trafienie. Na tym frustracja Płocczan się nie kończyła, bo ich dalsze starania nie przynosiły żadnego efektu.
W 38. minucie zderzenie Hamulicia z Długoszem w polu karnym dało nadzieję na jedenastkę Wiśle, ale analiza znów nic nie dała miejscowym. Długie minuty doliczonego czasu wydawały się sprzyjać Nafciarzom, lecz Korona odzyskała kontrolę.
Jakby kłopotów Wisły było mało, plan na drugą połowę wymagał korekt już po paru minutach. Szybkie wejście Długosza prawą stroną pozwoliło wyłożyć piłkę na nogę Mariusza Stępińskiego, a ten po nodze Sangre wpakował piłkę poza zasięgiem Leszczyńsiego.
Odpowiedzią było wprowadzenie Sekulskiego i Kobackiego, a gra Wisły poprawiała się z minuty na minuty. W okolicach godziny napór był już wyraźny, a w 66. minucie Patryk Kun świetnie przedarł się do końca i oddał piłkę Radwańskiemu, który dał się zablokować.
To był widowiskowy okres, bowiem napór „Nafciarzy” zostawił Koronie sporo miejsca na kontry. Gdyby były skuteczniejsze, kara mogła być sroga. A że nie były, w 71. minucie Wisła była o włos od gola kontaktowego. Po rzucie rożnym Dziekoński zatrzymał dwa strzały Silvy w niewiele ponad sekundę, imponując refleksem.
Wbrew nadziejom miejscowych, to był ostatni mocny akcent Wisły, która w końcówce nie mogła nawet utrzymać prowadzenia. Korona zaś rozgrywała na tyle długo i ostrożnie, że spokojnie dotrwała do końca.

