Po latach wielkich sukcesów na arenie europejskiej i międzynarodowej od 2022 roku trwa regres w polskiej lekkiej atletyce. Przyszedł on po największym od dziesięcioleci sukcesie, czyli 9 medal igrzysk olimpijskich w Tokio w 2021 roku. Na MŚ w Eugene Polacy w 2022 roku zdobyli 4 krążki. Powetowali sobie jednak chwilę później 14 medalami ME w Monachium, które odbyły się miesiąc później. Potem było już jednak znacznie gorzej. Dwa medale MŚ w Budapeszcie (2023), sześć medali ME w Rzymie w 2024 i po jednym na igrzyskach olimpijskich w Paryżu (2024) i mistrzostwach świata w Tokio jesienią 2025 roku.
Kadra przechodzi przebudowę, nie ma w niej już wielu doświadczonych i niezwykle utytułowanych zawodników, a coraz szerszą ławą wchodzą młodzi. Problem polega na tym, że większość z nich – mimo wyraźnych postępów wynikowych – nie staje jeszcze na podium najważniejszych imprez. Birmingham może być przełomem. Liczy na to przede wszystkim trenująca za oceanem Klaudia Kazimierska. Jej forma w tym roku na 1500 m daje realne podstawy do optymizmu.
"Nie będę te ukrywała, chcę zdobyć w końcu medal. Po to jadę do Birmingham – mówiła Kazimierska, pewna siebie po złocie niedawnych mistrzostw Polski w Białymstoku. – Miałam już finały igrzysk i mistrzostw świata, pora na podium" – dodała. Polka jest w gronie faworytek na dystansie 1500 m, ale akurat ta konkurencja jest tak mocno obsadzona, że podobne plany jak Polka ma 6-8 zawodniczek.
Bartosz Kitliński i Maciej Wyderka chcieliby sprawić sensację na 800 m, taką byłoby także włączenie się do walki o podium skaczącego wzwyż Mateusza Kołodziejskiego. Wszyscy wiedzą jakie ma możliwości, ale dotychczas zawodził na imprezach większej rangi jak np. halowych mistrzostwach świata w Toruniu.
Sensacją nie byłby medal halowego mistrza świata w biegu na 60 m ppł Jakuba Szymańskiego, ale on od kilku sezonów nie potrafi przełożyć świetnej formy z dystansu krótkiego na płotach pod dachem na 110 m ppł na stadionie. "Wiemy jaki to talent i potencjał. Jak mu wyjdzie bieg, jak złoży wszystko w całość to znacząco poprawi rekord Polski" – przekonuje prezes PZLA Sebastian Chmara.
Wśród faworytów do medali sternik związku wymienia 7-9 innych nazwisk. Pewniakami zdają się być medalistka olimpijska Natalia Bukowiecka, płotkarka Pia Skrzyszowska czy sprinterka Ewa Swoboda, która w tym sezonie znów przeżywa renesans formy. Ponad 82 metry rzucił Paweł Fajdek, a nie robił tego od lat.
"On zaskoczył w tym roku wszystkich. Kadra jest młodsza, dajemy szansę nowym, ale starzy mistrzowie, jeżeli tylko mówią, że są gotowi rywalizować, to PZLA nie robi im z tych żadnych problemów. Liczę na świetny występ Fajda w Birmingham" – mówił w Studiu PAP Chmara. Tytułu w tej konkurencji broni Wojciech Nowicki, ale on nie może wciąż wrócić do formy po dwóch latach perypetii zdrowotnych. Bukowiecka i Skrzyszowska wprost przyznawały na MP w Białymstoku, że najwyższa forma ma być właśnie w Birmingham.
"Jestem spokojna, wszystko idzie w dobrym kierunku" – powiedziała Bukowiecka. W kadrze jest także trzykrotna mistrzyni olimpijska Anita Włodarczyk. Podium 41-latki byłoby kolejną barierą przekroczoną przez nią w przebogatej karierze sportowej.
Szans medalowych można upatrywać dla biało-czerwonych w sztafetach – szczególnie mikstach 4x400 i 4x100, być może w maratonie chodu sportowego, w którym wystartuje Katarzyna Zdziebło, a także młodzieży. Kadra licząca 74 nazwiska jest młodymi zawodnikami naszpikowana i w środowisku lekkoatletycznym wiele osób liczy, że w końcu po medale zaczną zawieszać na szyi inni zawodnicy niż tylko ci, którzy przez lata do tego przyzwyczaili.
