Norweg przyznał, że bieg w Polsce zaskoczył go silnym tempem i czuł się trochę dziwnie, ponieważ ostatnie miesiące poświęcił na trening pod kątem 5000 metrów, na którym to dystansie zdobył złoty medal mistrzostw Europy w Birmingham.
Jego ostatni start na 1500 metrów miał miejsce podczas mistrzostw świata w Tokio we wrześniu ub.r., gdy sensacyjnie odpadł w eliminacjach, ale miał już wówczas kłopoty ze ścięgnami Achillesa. W Diamentowej Lidze nie startował prawie dwa lata - przypomniał kanał telewizji NRK.
"W Chorzowie czułem, że maszyneria trochę zardzewiała, lecz 1500 to zupełnie inny dystans niż 5000. Po tym biegu już wiem, jak go rozgrywać. Przede wszystkim jestem zadowolony z powrotu po bardzo długiej przerwie. Teraz dajcie mi cztery dni, a w Zurychu (w mityngu Diamentowej Ligi 26-27 sierpnia - PAP) pokażę, na co mnie stać i niech rywale już się boją" - powiedział Ingebrigtsen na antenie stacji.
Stacja dodała, że polski stadion to nie byle jaka arena dla Ingebrigtsena, bo to tutaj przed dwoma laty ustanowił rekord świata na 3000 metrów.
25-letni Norweg poza złotym medalem olimpijskim na 5000 metrów w Paryżu (2024) i złotym w Tokio (2021) na 1500 metrów zdobył dwa złote medale mistrzostw świata na 5000 metrów w Eugene (2022) i Budapeszcie (2023) oraz siedem złotych medali mistrzostw Europy - trzy na 1500 metrów i cztery na 5000 metrów.
