Spotkanie zostało rozegrane w stolicy Łotwy ze względu na sytuację geopolityczną w Izraelu i odbyło się zgodnie z decyzją FIBA bez udziału kibiców.
Biało-czerwoni rozpoczęli spotkanie w składzie z kapitanem Mateuszem Ponitką, naturalizowanym Jordanem Loydem, Igorem Miliciciem juniorem, Michałem Sokołowskim i Aleksandrem Balcerowskim. Tak jak w Katowicach przed blisko rokiem liderem był Ponitka (wówczas miał double-double - 16 pkt i 11 zbiórek), niezwykle aktywny od pierwszych minut w ataku i w obronie. Inicjował większość akcji, do przerwy miał 12 pkt, 6 zbiórek, 6 asysty, 3 bloki i żadnej straty, a po 40 minutach na jego koncie były 24 pkt, 9 asyst, 6 zbiórek i 4 bloki.
To właśnie dzięki niemu Polacy prowadzili od samego początku 6:2, 11:2, 16:5. Gdy zszedł z parkietu, przez moment polski zespół miał chwilę zatrzymania, co wykorzystali rywale występujący bez zawodnika NBA, lidera Deniego Avdii. Zmniejszyli straty do 11:16, ale wówczas rolę lidera przejął po kapitanie Andrzej Pluta.
Pluta, najlepszy zawodnik (MVP) sezonu zasadniczego ekstraklasy koszykarzy oraz finałów, który w nowych rozgrywkach będzie reprezentować barwy hiszpańskiej Girony, choć jako ostatni dołączył do drużyny narodowej wkomponował się w grę polskiego zespołu w Rydze znakomicie. Trafił zza linii 6,75 m i Polska ponownie prowadziła wysoko 23:11. Do przerwy rozgrywający miał stuprocentową skuteczność rzutów z gry - dwa za trzy punkty i dwa za i na koncie 11 pkt (trafił też jeden wolny).
Druga część od "trójki" rozpoczął Igor Milić junior, który był także pewnym punktem drużyny od pierwszych minut meczu. W 15. minucie biało-czerwoni prowadzili po raz pierwszy różnicą 15 pkt po akcji Loyda (42:27). Pod koniec tej części było 45:30 po rzucie zza linii 6,75 m najbardziej doświadczonego Kamila Łączyńskiego.
Polacy kontrolowali przebieg meczu mając do przerwy wygraną walkę pod tablicami (23:11), dobrą skuteczność za trzy punkty (6 z 13), a przede wszystkim grając uważnie i aktywnie w defensywie.
Druga połowa toczyła się pod dyktando zespołu trenera Milicicia. Zdecydowanie aktywniejsi i skuteczniejsi byli w tej części Balcerowski i Loyd, który w Rydze, przeciwko Łotyszom w lutym w I etapie eliminacji uzyskał 37 pkt. Polska wygrywała po ich rzutach 61:42, a w połowie trzeciej kwarty przekroczyła barierę 20 punktów przewagi - po rzucie Loyda za trzy było 69:47.
W ostatniej części kilka błędów w defensywie spowodowało, że Izrael zmniejszył straty do 10 punktów (77:87 oraz 80:90). Czas wzięty przez sztab trenerski i powrót Ponitki na parkiet pozwoliły biało-czerwonym powrócić na dobre tory. Syn szkoleniowca zdobył dwa punkty po efektownej dobitce oraz trzy punkty z dystansu, a po kolejnej trójce - tym razem kapitana, wygrywała 98:83 na dwie minuty przed końcem.
To był 100. występ Balcerowskiego w kadrze, który zakończył pojedynek z 18 pkt i sześcioma zbiórkami. Tyle samo zbiórek miał Milicić junior, który dodał 13 pkt i cztery przechwyty. Biało-czerwoni wygrali walkę pod tablicami 42:26.

Koszykarze Izraela uczestniczyli w MŚ dwa razy (1954 i 1985), podobnie jak biało-czerwoni, którzy w 1967 roku zajęli piąte miejsce w Urugwaju, a w Chinach w 2019 r. uplasowali się na ósmym miejscu.
W niedzielę poprzeczka dla Polaków powędruje znacznie wyżej, bo w Trójmieście ich rywalami w 2. kolejce będą mistrzowie świata i Europy Niemcy, mający w składzie dwóch koszykarzy z NBA Dennisa Schroedera i Tristana da Silvę.
