Pegula pokonała obrończynię tytułu i swoją rodaczkę Keys 6:3, 6:4 na rozgrzanym słońcem Melbourne Park.
Keys, która w zeszłorocznym finale sensacyjnie pokonała liderkę rankingu Arynę Sabalenkę, popełniła 27 niewymuszonych błędów przy 17 Peguli i zaliczyła sześć podwójnych błędów serwisowych.
"Oczywiście nie tak chciałam zakończyć ten turniej, ale i tak jestem z siebie bardzo dumna" - powiedziała 30-letnia Keys. "Myślę, że powrót tutaj jako obrończyni tytułu, radzenie sobie z dodatkowymi nerwami i presją – naprawdę jestem dumna z tego, jak sobie z tym wszystkim poradziłam. To po prostu jeden z tych dni, kiedy czuję, że Jess była lepsza, a ja mogę odejść z podniesioną głową".
Keys i Pegula przyjaźnią się poza kortem i wspólnie prowadzą tenisowy podcast. Keys ma nadzieję, że jej koleżanka z drużyny sięgnie po zwycięstwo w turnieju. Przyznała, że Pegula, która wciąż walczy o swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy, od początku kontrolowała przebieg spotkania i narzucała warunki gry.
"To nie jest tak, że świat się kończy, bo dziś przegrałam" - dodała Keys, która po triumfie w Melbourne 12 miesięcy temu nie wygrała już żadnego turnieju. "Przede mną jeszcze 11 miesięcy w roku i wciąż jest wiele powodów do dumy" - powiedziała. "Wciąż zamierzam pracować nad nowymi elementami gry i spróbować wdrożyć je w kolejnym turnieju".
Rozstawiona z numerem szóstym Pegula w ćwierćfinale zmierzy się z Amerykanką, turniejową "czwórką" Amandą Anisimovą, która pokonała Chinkę Wang Xinyu 7:6(4), 6:4.
