W drugiej rundzie w Charleston Magdalena Fręch (38. WTA) mierzyła się ze swoją deblową partnerką Anną Bondar (68. WTA), z którą nigdy jeszcze nie wygrała w singlu. Choć trzeba dodać, że grały tylko raz – w Karlsruhe pięć lat temu. Polka była faworytką przed rozpoczęciem spotkania.
Sprawdź szczegóły meczu Anna Bondar – Magdalena Fręch w Charleston
Zbyt wiele niedokończonych wymian
Zaczęło się obiecująco, gdy return idealnie po linii pozwolił Polce przełamać koleżankę. Niestety, sama szybko znalazła się w opałach i taśma pomogła Węgierce odrobić stratę. Pierwsze cztery gemy padały łupem returnujących, co w przypadku Bondar było skutkiem błędów, a u Polki bardziej nazbyt zachowawczej gry.
Fręch miała break pointa na 3:2, ale nie zdołała wykorzystać okazji i tak rozpoczął się okres gemów obronionych, wciąż ze zbyt statyczną postawą faworytki. W ósmym gemie dała się zepchnąć do defensywy i nawet pomoc taśmy nie pozwoliła się obronić. Po chwili kolejny mocny bekhend Bondar wzdłuż linii dał przełamanie.
Postawiona pod ścianą Polka pokazała pazur i Bondar ugrała tylko punkt przy swoim podaniu. Serca kibiców mogły zadrżeć w dziesiątym gemie, gdy piłka Polki ledwo złapała linię na 40:40 i otworzyła drogę do obrony podania. Mogła nawet uciec po seta przełamaniem na 6:5, bez powodzenia. Za to sama, mając z pozoru komfortowe 30:0, trzema błędami wpuściła rywalkę, która returnem w linię końcową zamknęła seta przełamaniem na 7:5.
Nie wrzuciła wyższego biegu
Polce potrzebne było złapanie dobrego rytmu – soczysty winner, wyraźna przewaga w gemie. Ale nawet szybkie przełamanie na jej korzyść nie zmieniło obrazu gry. Słabo wykonany dropszot skończył się minięciem i odrobioną stratą Węgierki – 1:1. W trzecim gemie Polka dwukrotnie doszła do okazji na przełamanie, lecz tym razem żadnej z nich nie wykorzystała.
Czwarty gem okazał się pierwszym w meczu bez punktu oddanego rywalce i Magdalena Fręch miała prawo być z siebie zadowolona po tym, jak budowała punkty. Tyle że Bondar również efektownie przeszła swojego gema, utrzymując przewagę.
Wydawało się, że ponownie idziemy w kierunku 12 gemów, tym razem już bez zagrożenia serwujących, tymczasem w ósmym gemie Polka pozwoliła rywalce na więcej i prostym błędem oddała przełamanie. Węgierka szybko doszła do trzech piłek meczowych. Dobry return zgasił jedną, drugi był autowy i zakończył spotkanie.
