"Jestem bardzo zadowolona z mojego sezonu na kortach ziemnych", w którym wygrała turnieje w Rouen i Madrycie, a następnie po raz pierwszy zagrała w półfinale Wielkiego Szlema – skomentowała Marta Kostyuk po porażce 1:6, 3:6 z Rosjanką Mirrą Andriejewą (8.).
"Moja seria zwycięstw zostanie ze mną do grobu! Nigdy bym nie uwierzyła, gdyby ktoś mi powiedział kilka miesięcy temu, że coś takiego się wydarzy" – zapewniła Kostjuk na konferencji prasowej.
Wykorzystując swoją obecność w mediach w Paryżu, by potępić wojnę w Ukrainie i cierpienie swojego narodu, Kostjuk podkreśliła, że nie czuła żadnej szczególnej presji przed meczem z rosyjską zawodniczką. "Nie obchodzi mnie, kto stoi po drugiej stronie siatki. Wychodzę na kort i gram swój mecz" – powiedziała Kostjuk, dziękując paryskiej publiczności za wsparcie.
"Nigdy nie zapomnę owacji, jakie otrzymałam po ćwierćfinale" z rodaczką Eliną Switoliną (7.). "To coś, co na zawsze pozostanie w mojej pamięci. I nigdy nie uwierzę komuś, kto powie, że to nie ma żadnego wpływu, gdy gra się na światowej scenie, jaką daje ten sport. Jeśli masz wolę walki, możesz osiągnąć wszystko" – podkreśliła Kostjuk.
"Zdecydowanie nie zagrałam najlepszego meczu" przeciwko Andriejewej – przyznała Ukrainka. "Ale nie rozmyślam o tym zbyt długo. Przeżyłam już wystarczająco trudnych dni, by wiedzieć, że one kiedyś się kończą" – dodała.
"To nie jest koniec świata przegrać mecz, niezależnie od turnieju. To był mój pierwszy półfinał Wielkiego Szlema, zdobyłam doświadczenie, więc następnym razem, gdy zagram w półfinale, być może poczuję się lepiej" – podsumowała Kostjuk.
