30-letnia Switolina w finale Italian Open w zeszłym tygodniu pokonała broniącą tytułu na Roland Garros Coco Gauff, wcześniej odnosząc zwycięstwa w trudnych bojach z wiceliderką rankingu Jeleną Rybakiną oraz trzecią na świecie Igą Świątek.
Mimo że sięgnęła po największy tytuł od czasu przerwy macierzyńskiej, podczas której urodziła córkę swojemu partnerowi, również tenisiście Gaelowi Monfilsowi w 2022 roku, Switolina podkreśliła, że nie zamierza nakładać na siebie presji przed rozpoczynającym się w niedzielę wielkoszlemowym turniejem.
"Chodzi o to, by skupić się na własnej grze, na swoim występie, nie wybiegać myślami za daleko i nie zastanawiać się, czy uda mi się zdobyć tytuł, czy nie" - powiedziała podczas sobotniej konferencji prasowej Switolina, która rozpocznie zmagania od meczu z Węgierką Anną Bondar.
"Do zdobycia tytułu trzeba jeszcze wygrać wiele spotkań, a do tego być w pełni sił fizycznych i mentalnie gotową. Przede mną wciąż dużo pracy. Najważniejsze to skupić się na pierwszej rundzie, podchodzić do turnieju mecz po meczu i być gotową na wszystko, co się wydarzy".
Switolina, która dochodziła do ćwierćfinału we wszystkich turniejach wielkoszlemowych poza Roland Garros, przyznała, że jest pogodzona z przebiegiem swojej kariery.
"Jeśli nie wygram szlema, to też w porządku" - dodała. "To też jest okej, bo jeśli nie potrafisz się z tym pogodzić, to możesz się od środka zjadać i ciągle nie być zadowolona z tego, co robisz na korcie. Uważam, że nawet gdybym zakończyła karierę jutro, to i tak byłaby udana. Jeśli coś się wydarzy, pogodzę się z tym i nadal będę szczęśliwą osobą, która dobrze przeżyje swoje życie".
"Chcę mieć właśnie takie nastawienie, bo kiedy jesteś młodsza, oczywiście marzysz o wygraniu szlema, to jest cel numer jeden. A gdy się nie udaje, bardzo to przeżywasz i możesz sobie zaszkodzić psychicznie. Wciąż wierzę, że mogę wygrać turniej wielkoszlemowy, ale jeśli się nie uda albo nie jest mi to pisane, też to zaakceptuję".
