W pierwszej od trzech lat nocnej sesji poświęconej tenisowi kobiecemu kibice otrzymali ciekawe starcie pomiędzy Aryną Sabalenką (1. WTA) a Naomi Osaką (16. WTA), światową ikoną. Czyli łącznie na korcie "pojawiło się" sześć tytułów wielkoszlemowych (dwa dla Białorusinki, cztery dla Japonki).
To Osaka rozpoczęła spotkanie od przełamania, które jednak szybko odrobiła Sabalenka. Choć momentami brakowało jej szybkości w poruszaniu się po korcie, potrafiła zaskoczyć błyskawicznymi przyspieszeniami, zwłaszcza w przekątnej bekhendowej. Celem liderki rankingu było jak najczęstsze atakowanie z głębi kortu i w tym elemencie wyróżniała się skutecznością na poziomie 35% po ośmiu gemach.
Ta nieustanna presja przyniosła efekt pod koniec seta. Osaka, zbyt nerwowa przy pierwszym podaniu (tylko 48% wobec 77% rywalki), straciła serwis przy stanie 5:5, a Sabalenka szybko zamknęła partię (7:5).
Głębokie returny Białorusinki zmuszały Osakę do podejmowania dużego ryzyka przy własnym podaniu, czego przykładem był as serwisowy w piątym gemie z prędkością 196 km/h. Po ponad siedmiu nerwowych minutach Japonka utrzymała serwis.
Choć później zdołała doprowadzić do równowagi przy podaniu Sabalenki, to jednak przy stanie 3:3 uległa pod naporem mocnych uderzeń, często przeplatanych perfekcyjnymi skrótami. Po asie z drugiego podania liderka rankingu potwierdziła przełamanie (5:3).
Sabalenka byla lepsza zarówno w wymianach, jak i pod względem mentalnym. Przypieczętowała awans do ćwierćfinału przy serwisie Osaki (7:5, 6:3 w godzinę i 29 minut).
