pMecz rozpoczął się dość burzliwie, bo po dwóch gemach mieliśmy remis 1:1 po przełamaniach z obu stron. W dalszej części pierwszej partii break pointy pojawiały się jednak bardzo okazjonalnie, a obie zawodniczki długo utrzymywały swój serwis.
W dłuższych wymianach ton dyktowała raczej Jovic, ale świetna w defensywie Chwalińska nie pozostawała temu bierna. Amerykanka popełniała też więcej błędów własnych i to właśnie one zdecydowały o losach pierwszego seta.
W dziewiątym gemie po dwóch błędach Jovic Polka miała do dyspozycji dwa break pointy, które dawały jej możliwość wyjścia na prowadzenie 5:4 i własny serwis. Amerykanka co prawda doprowadziła jeszcze do równowagi, ale później straciła swoje podanie i Polka mogła serwować na wygranie seta, co też uczyniła.
Druga odsłona miała zdecydowanie więcej zaciętych gemów, w których mieliśmy grę na przewagi i bronienie się przed przełamaniem z obu stron. Dużo lepiej wychodziło to jednak Polce, która potrafiła utrzymywać swój serwis, a za to aż trzykrotnie wygrała gema przy serwisie Jovic.
Jej łupem padł trzeci gem, po którym wyszła na prowadzenie 2:1, piąty, w którym świetnie poszła do siatki i efektownym wolejem wyszła na prowadzenie 4:1, po którym była już na drodze ekspresowej do triumfu, a także siódmy, gdy bezradna już Jovic znowu wpadła w tarapaty, a przy obronie piłki meczowej nie zmieściła piłki w korcie.
Drugi set zdecydowanie był tym momentem meczu, w którym Chwalińska czuła się najlepiej i wykorzystywał okres swojej najlepszej gry. Łącznie po niemal dwóch godzinach rywalizacji awansowała do ćwierćfinału, w którym czeka na nią Sakkari.
W turnieju w Wuhan w grze wciąż jest też Iga Świątek. Obie Polki mogą spotkać się w ewentualnym półfinale imprezy.
