Tiafoe, który po raz trzeci wystąpił w półfinale US Open, nie zdołał zrobić ostatniego kroku i przegrał z rozstawionym z numerem 8. Sheltonem 4:6, 6:3, 6:3, 7:5.
Jego występ na Flushing Meadows zapewnił jednak 28-latkowi awans na najwyższe w karierze, ósme miejsce w światowym rankingu, gdy po turnieju zostanie on zaktualizowany. Tiafoe wróci tym samym do czołowej dziesiątki po raz pierwszy od 2023 roku.
„To był dla mnie świetny sezon, ale jednocześnie, wiesz, ta porażka boli” — powiedział Tiafoe dziennikarzom.
„Chcieliśmy wygrać ten mecz. Ostatnie tygodnie były naprawdę udane, ale nie udało się postawić kropki nad i, i to chyba będzie dla mnie kolejne wyzwanie. Rok temu udzielałem tutaj wywiadu i czułem się wtedy fatalnie z tym, gdzie byłem” — powiedział. „Jestem rozczarowany, ale jednocześnie bardzo dumny z tego, gdzie teraz jestem”.
Tiafoe podkreślił, że jego ostateczny cel, czyli wygranie turnieju wielkoszlemowego, pozostaje niezmienny.
„Chcę tego dokonać, naprawdę. Chcę kiedyś zostać mistrzem Wielkiego Szlema, wrócić do ciężkiej pracy i dalej się rozwijać” — powiedział.
Wsparcie, jakie otrzymuje w Nowym Jorku, sprawia, że kolejne udane występy mają dla niego szczególne znaczenie, ale jednocześnie pozostawiają niedosyt.
„Po prostu chcę tu wygrać, naprawdę. Ta miłość jest niesamowita. To coś, co naprawdę wyciska mi łzy z oczu, bo zaczynałem jako dziecko w trudnych warunkach, a to, jaką mam tu sympatię, jest po prostu niesamowite”.
Teraz skupi się na końcówce sezonu i walce o miejsce w ATP Finals w Turynie — listopadowym turnieju kończącym sezon dla najlepszych tenisistów.
„Pewnie przez kilka najbliższych dni będę się nad sobą użalał, ale potem znów zabiorę się do pracy i postaram się dostać do Turynu” — powiedział.
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
