Damm był bardzo specyficznym rywalem, ponieważ będący nas 106. miejscu w rankingu ATP Amerykanin mierzy ponad 200 cm wzrostu, dysponuje atomowym serwisem i do tego jest leworęczny. Do takiego zawodnika trzeba więc podejść zupełnie inaczej niż do innych rywali.
Mimo że na samym starcie meczu Hurkacz wpadł w tarapaty serwisowe, to kolejne gemy pokazywały, że o przełamanie z obu stron będzie dzisiaj naprawdę trudno. Taki etap nie trwał jednak długo, bo w drugiej części pierwszej partii obaj panowie zaczęli się przełamywać wręcz seriami.
Najpierw gema przy serwisie Polaka wygrał Amerykanin, potem Hurkacz mu się zrewanżował, ale wówczas Damm uzyskał kolejne przełamanie. To ono okazało się kluczowe dla losów seta, mimo że w decydującym gemie Amerykanian zepsuł prosty smecz trafiając w siatkę, ale później wyratował się na linii serwisowej.
Drugi set był o kwadrans krótszy i cała jego historia powstała na samym jego początku. Hurkacz szybko przełamał bowiem rywala i wyszedł na prowadzenie 3:0. Później dramaturgii już brakowało, bo obaj zawodnicy wygrywali swoje gemy serwisowe i dobrnęli do końca partii przed upływem 30 minut gry.
Przed trzecim setem obaj zawodnicy skorzystali z chwili przerwy, a potem zaczęli koncert na linii serwisowej, którego długo żaden z nich nie mógł rywalowi zakłócić. W całym meczu Damm posłał 18 asów, a Hurkacz odpowiedział 13.
Wreszcie Amerykanin złapał kryzys w kluczowym momencie, czyli przy własnym serwisie przy stanie 4:4. Wówczas się mylił, nie trafiał pierwszym serwisem i dał Polakowi trzy break pointy. Ten jednego z nich wykorzystał, bo Damm uderzył w siatkę. Wtedy wystarczyło już tylko dokończyć dzieła, co oczywiście Hurkacz zrobił i zameldował się w ćwierćfinale w Chengdu.
